post

Opublikowane 07.06.2018 11:17 przez

Rafal Bienkowski

Dla Charlesa Barkleya to była jedna z najtrudniejszych rozmów z córką w życiu:
– Tato, nigdy mnie nie okłamałeś, prawda?
– Nigdy.
– Czy wygracie dzisiaj?
– Kochanie, twój tata jest najlepszym graczem na świecie. Wygramy ten mecz i te finały.


„Chuck” obietnicy jednak nie spełnił, dlatego kiedy wrócił po meczu do domu, zastał córkę zalaną łzami. Ta od razu zapytała:
– Tato, co się stało?
– Kochanie, myślę, że Michael Jordan jest ode mnie lepszy.
– Nigdy wcześniej tego nie mówiłeś.
– Kochanie, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie poczułem.

***

Wskazanie najlepszych finałów NBA w historii to karkołomne zadanie. Jeden powie, że rok 1984 i Boston Celtics kontra Los Angeles Lakers, drugi że triumf Chicago Bulls nad Utah Jazz w 1998 r., trzeci będzie przekonywał do 2013 r. i dreszczowca pomiędzy San Antonio Spurs a Miami Heat, a kolejny zacznie kopać jeszcze głębiej w przeszłości. Dlatego nie napiszemy, że finały z sezonu 1992/1993, w których prali się Chicago Bulls i Phoenix Suns, były najlepsze. Ale to bez wątpienia jedne z najbardziej porywających rywalizacji, jakie miały miejsce. To również finały, wokół których narosło chyba najwięcej legend.

Czego tam nie było? Sześć zajebistych meczów, z których tylko jeden zakończył się przewagą 10 pkt. Dogrywki. Rekordowe statystyki. Rzuty w ostatnich sekundach. Z jednej strony Jordan i jego wykreowany wizerunek, z drugiej Barkley, czyli hulaka i magnes na kłopoty. Bliska znajomość liderów i jej wpływ na rywalizację. Oskarżenia o hazard.

To chyba wystarczające powody, żeby przy okazji trwających finałów NBA cofnąć licznik o 25 lat i przypomnieć tamtą historię.

***

Zanim jednak wrócimy do Chicago i Phoenix, na chwilę wpadnijmy do… Polski. Bulls kontra Suns, to były bowiem jedne z pierwszych finałów NBA, które Telewizja Polska transmitowała na żywo.

To było wydarzenie, bo wcześniej widzowie najczęściej byli skazani na retransmisje meczów. Chociaż to i tak łagodnie powiedziane, bo jak wspomina dziś komentator Ryszard Łabędź, mecze sezonu zasadniczego puszczane były na antenie niekiedy z poślizgiem sięgającym nawet tygodnia. Kopia nagrania musiała przecież najpierw dotrzeć ze Stanów Zjednoczonych do Polski, następnie trzeba było ją pociąć, skrócić materiał do godziny, zmontować go i skomentować. Kupa mrówczej roboty.

Pamiętam, że przekaz z finałów docierał przez ocean najpierw do Szczecina, a dopiero ośrodek szczeciński swoimi łączami wysyłał ten sygnał nam – mówi w rozmowie z Weszło Łabędź. – W ogóle dostęp do informacji był bardziej skomplikowany, bo przecież nie było internetu. Jak robiliśmy research? Przed sezonem otrzymywaliśmy przewodniki wszystkich drużyn, ale gorzej było już z aktualnościami, ponieważ newsy docierały do nas z dużym opóźnieniem. Drogą pocztową otrzymywaliśmy z poślizgiem chociażby wycinki z amerykańskiej prasy. Z kolei przed samymi finałami liga NBA wysyłała nam biuletyny z najważniejszymi informacjami, zbierało się też wieści agencyjnie z Reutersa, AFP, DPA i na tym trzeba się było opierać. Do tej pory mam jeszcze te małe dyskietki z materiałami (śmiech). Przygotowywanie się do meczów było nieco łatwiejsze, kiedy miałem już w domu dostęp do telewizji satelitarnej. Trochę „nieformalny”, ale takie to były czasy. Założyłem sobie jednak satelitę i tym talerzem buszowałem po orbicie. Mecze na kasety VHS najczęściej nagrywałem z telewizji hiszpańskiej.

Tamte finały były rewelacyjne, do dziś czuję sentyment. Podobnie jak do tych rok wcześniej, w których Bulls zmierzyli się z Portland – dodaje dziennikarz. – Zarówno Chicago, jak i Phoenix były drużynami tak dobrze skonstruowanymi, że dla nich nie miało specjalnego znaczenia, w jakiej hali toczyła się walka. Często decydowała dyspozycja dnia, a niekiedy nawet chwili, bo wiemy, jakie wahania formy były w tych meczach.

Ale od początku.

***

Charles Barkley miał już dość Philadelphii.

W 76ers był już osiem sezonów, a tylko raz – na dodatek w debiutanckim roku – było mu dane zagrać w finałach konferencji. Był już jedną z gwiazd ligi, czego dowodem były regularne zaproszenia do Meczu Gwiazd, ale to było dla niego za mało. Czarę goryczy przelały dwa wydarzenia: brak awansu do play-off w sezonie 1991/1992 oraz paradoksalnie posmakowanie w końcu prawdziwego zwycięstwa. Konkretnie złotego medalu, który Barkley wraz z amerykańskim Dream Teamem zdobył na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Wiedział, że idzie w górę, a miasto nad rzeką Delaware nie było już dla niego dobrym ekosystemem. Dlatego dogadał się z szefostwem Phoenix Suns i zameldował się w Arizonie. Nowa ekipa, nowa miasto i pachnąca jeszcze świeżością hala America West Arena, którą oddano do użytku raptem kilka miesięcy wcześniej. Chwyciło.

72825116AB_DNA046675081

29-latek był głównym architektem znakomitej rundy zasadniczej w wykonaniu Słońc, którą drużyna zakończyła z bilansem 62-20. Dało to ekipie Paula Westphala pierwsze miejsce w Konferencji Zachodniej, a Barkleyowi nagrodę MVP. Krępy skrzydłowy wykręcał średnie meczowe na poziomie 25.6 pkt., 12.2 zbiórki i 5.1 asysty. Play-offy nie były spacerkiem, drużyna z Phoenix musiała się namęczyć kolejno w rywalizacjach z Los Angeles Lakers, San Antonio Spurs i Seattle SuperSonics, ale awans do finałów stał się faktem.

Michael Jordan miał już powoli dość koszykówki.

Powoli dobijał do trzydziestki, w dwóch poprzednich sezonach zdobył mistrzostwo, dorzucił do tego jeszcze złoto w Barcelonie, ale zaczynał już być zmęczony obecnością na parkiecie. Wpływ miały na to nie tylko mordercze sezony i ciągła gra pod ogromną presją, ale także całe zamieszanie, jakie towarzyszyło mu poza boiskiem. W rozmowach z najbliższymi, trenerem i zaufanymi dziennikarzami przebąkiwał, że „znów musi mu to sprawiać przyjemność”. Szkoleniowiec Bulls Phil Jackson wiedział, że jego gwiazdor ma problemy z motywacją, ale przekonał go, żeby wspólnie zaatakować trzeci tytuł z rzędu. Drużyna potrzebowała jednak nowego bodźca, dlatego Jackson zmienił styl gry. Gra Jordana też uległa zmianie, bo zamiast tak wielu efektownych wejść pod kosz, do których przyzwyczaił kibiców, zaczął oddawać nieco więcej rzutów z dystansu.

Przemeblowanie na parkiecie miało swoje odbicie z tabeli sezonu zasadniczego. Bulls zajęli drugie miejsce w Konferencji Wschodniej z bilansem 57-25. Gorszy wynik niż rok wcześniej, ale jedno pozostało niezmienne – MJ znów został królem strzelców. W play-off Byki jednak rozpędziły się już na dobre, tratując najpierw do zera Atlantę i Cleveland. W finale Wschodu przeciwko znienawidzonym New York Knicks już takiego spacerku nie było, ale udało się wygrać 4:2.

***

Barkley i Jordan byli wtedy u szczytu swoich karier. Na dodatek byli też dobrymi kumplami, niektórzy nazywali ich nawet przyjaciółmi. Ich relacje zacieśniły się w Barcelonie. Od tamtej pory grywali razem w golfa, zdarzało im się wyskoczyć do miasta. „Chuck” był ponoć jednym z nielicznych gości, który potrafił wyciągnąć Mike’a z hotelu, a więc najczęściej zza stołu, gdzie toczył kolejną partię w karty o plik dolców.

Nic więc dziwnego, że ich znajomość była jednym z najbardziej wałkowanych tematów w czasie finałów. Poza tym sam Barkley miał o sobie bardzo wysokie mniemanie i uważał, że w tamtym sezonie był po prostu lepszy od Jordana. Zresztą jeszcze w czasie igrzysk, kiedy trener Amerykanów Chuck Daly powiedział mu, że jest drugim najlepszym graczem na świecie, zawodnik zapytał prowokacyjnie, kto więc jest tym pierwszym. – Jasne, znałem odpowiedź, ale naprawdę wierzyłem, że w tamtym momencie byłem lepszy od Michaela. Wszystko zmieniła jednak tamta seria – mówił Charles na łamach „Sport Illustrated”

Pstryczka w swój zadarty nos dostał już 9 czerwca w pierwszym meczu finałowym w Phoenix. Byki wygrały 100:92, Jordan rzucił 31 pkt., a defensywa Chicago tak przycisnęła gwiazdora Słońc, że ten skończył tylko z 21 oczkami na koncie. Po wszystkim Barkley powiedział dziennikarzom, że drużynę zjadły nerwy. Kevin Johnson wyjaśnił to bardziej obrazowo: – Nieważne co mówi się o byciu gotowym, nic nie przygotuje cię na taką presję, jeśli nigdy nie byłeś w finałach. Jesteś przyzwyczajony do dziesięciu kamer telewizyjnych, a tu nagle jest ich ze dwieście – wspominał, nawet jeśli z tymi dwustoma mógł lekko przesadzić.

Jordan w spotkaniu inaugurującym finały przeskoczył swojego kumpla, chociaż przed meczem miał problemy zupełnie innej natury – hazard. Stary znajomy gwiazdora Richard Esquinas wydał bowiem książkę pod wszystko mówiącym tytułem „Michael i ja: Nasze uzależnienie od hazardu… Moje wołanie o pomoc!”. Chodziło mu oczywiście o pomoc w ściągnięciu kasy od koszykarza, ponieważ Jordan przegrał z nim w golfa kilkaset tysięcy dolarów. Bo Michael, jak wiadomo, oprócz tego że był wielkim koszykarzem, w kieszeni miał też wielkiego węża. Bardzo nie lubił rozstawać się z gotówką. Zamiast o meczu z Suns, Mike musiał więc odpowiadać też na pytania o książkę i swoje uzależnienie.

Było nerwowo, ale nie na tyle, żeby miało to wpływ na jego postawę na boisku. Dlatego dwa dni później Słońca były już głęboko w czterech literach, bo przegrały drugi mecz na własnym terenie – tym razem 108:111. Spotkanie było bardzo wyrównane, a o wszystkim zadecydowała druga kwarta, którą Byki wygrały siedmioma punktami. Barkley grał jednak kapitalnie rzucając aż 42 pkt. Gracz Bulls Horace Grant komplementował później jego boiskową inteligencję, ale też śmiał się mówiąc, że Charles twardą grę zawdzięcza swojemu… wielkiemu tyłkowi. „Chuck” miał jednak pecha, bo dokładnie taką samą zdobycz punktową zanotował wówczas Jordan, który na dodatek był jeszcze o krok od triple double. To właśnie wtedy, kilka godzin po meczu, Barkley musiał przyznać zapłakanej córce, że są jednak lepsi od niego. Wzniósł się na wyżyny, ale wciąż i tak nie był dostatecznie wysoko.

Ryszard Łabędź: – Pamiętam jednak, że Barkley z Jordanem raczej nie kryli się w tamtych meczach. Barkley grał bliżej Scottiego Pippena, a Pippen wiadomo – spokojny, niespecjalnie reagujący na zaczepki. Barkley ciągle mu dogadywał, próbował wyprowadzić z równowagi, ale on był prowokatorem, szukał zaczepek. Taki charakter.

Po takim początku zanosiło się na przegraną Phoenix do zera, bo przecież rywalizacja przenosiła się do Chicago. Ale tam stało się coś niebywałego – goście wygrali po trzech dramatycznych dogrywkach 129:121. I to mimo tego, że Michael Jordan rzucił kosmiczne 44 pkt., a najskuteczniejszy zawodnik przyjezdnych, Dan Majerle, uzbierał „tylko” 28. Wygrała jednak drużyna, nie indywidualność. Tamten mecz na 2:1 w rywalizacji Barkley nazwał później najlepszym spotkaniem, w którym kiedykolwiek zagrał.

A Air Jordan? – Nie mogę powiedzieć, że najlepszy mecz, który rozegrałem, był meczem przegranym. Chociaż Barkley pewnie by tak powiedział – mówił pokrętnie kłębiącym się wokół niego reporterom.

W meczu numer cztery pokręciło już wszystkich, ale z zazdrości i niedowierzania, bo Michael zdobył aż 55 pkt. prowadząc Bulls do zwycięstwa 111:105. Szkoleniowiec Suns Paul Westphal rozkładał później bezradnie ręce, że nic nie dało nawet podwajanie krycia, a występ gwiazdy Chicago nazwał „absurdalnym”. Phoenix od porażki dzielił już więc tylko jeden mecz. Oczekując na spotkanie numer pięć, Charles Barkley wraz z kumplami gapił się w hotelu w telewizor. W wiadomościach zobaczył burmistrza Chicago mówiącego o zabezpieczeniu deskami witryn sklepowych, bo po ewentualnym zwycięstwie Bulls w mieście może dojść do zamieszek. Ale nic takiego się nie wydarzyło, bo to Suns wygrali 108:98 i przegrywali w całej serii już tylko 2:3.

Uratowaliśmy to miasto. Możecie już zdjąć deski – powiedział Barkley, bo było wiadomo, że bitwa znów wraca do Arizony.

***

Ryszard Łabędź decydujący mecz tamtych finałów wspomina, jakby to było wczoraj. – Końcówkę czwartej kwarty każdy powinien obejrzeć dla samej przyjemności – mówi.

Bo to była jazda bez trzymanki. Po trzech kwartach Bulls prowadzili 87:79 i niemal mieli już na palcach mistrzowskie pierścienie. Ale właśnie wtedy, w czwartej kwarcie, zaciągnęło im hamulec ręczny. Pudłowali na potęgę.

Gospodarze dogonili ich i na dwie minuty przed końcem prowadzili już 98:94. W kolejnej akcji Byki popełniły błąd 24 sekund, co dało gospodarzom szansę na powiększenie przewagi. Kamery uchwyciły, jak po tej akcji Barkley podbiegł do opierającego się o kolana zrezygnowanego Pippena i z satysfakcją wyszeptał mu coś do ucha. Suns mieli ogromną szansę na doprowadzenie do remisu 3-3, ale nie potrafili dobić rywala. Kiedy mogli wbić ostatni gwóźdź do trumny Bulls, sami zaczęli pudłować i zostali za to ukarani.

Najpierw na 98:96 rzucił Jordan, a w odpowiedzi Suns ponownie spudłowali. Na kilka sekund przed końcem miała miejsce jedna z najsłynniejszych akcji w historii finałów. Po przerwie na żądanie Jordan podał piłkę do B.J. Armstronga i za chwilę dostał ją z powrotem. Następnie podanie otrzymał Pippen, który przekazał piłkę stojącemu pod koszem Grantowi. Ten z kolei podał ją na obwód do Johna Paxsona, który trafił za trzy. 3,9 sekundy przed końcową syreną. Klasyka. Co ciekawe, autor rzutu na wagę tytułu wspominał po latach, że był to dla niego taki sam rzut jak miliony poprzednich wykonywanych na treningach, meczach, studiach czy podjeździe na podwórku. Suns mieli jeszcze minimalną szansę żeby uciec spod gilotyny, ale ich rzut rozpaczy został zablokowany.

Po wybuchu radości to Pippen mógł podejść i szepnąć słówko zdruzgotanemu Barkleyowi.

***

Michael Jordan, który był MVP finałów, zakończył je ze średnią 41 pkt., co do dziś pozostaje rekordem. Barkley zanotował z kolei 27.3 pkt. Gwiazdor Suns jest jednym z najwybitniejszych graczy, którzy nigdy nie zdobyli mistrzostwa.

Co ciekawe, po zakończeniu rywalizacji niektórzy twierdzili, że gdyby nie jego bliska znajomość z MJ-em, Słońca mogłyby jeszcze bardziej postawić się Bykom. Tak o ich relacji pisał Roland Lazenby, jeden z najlepiej zorientowanych dziennikarzy w realiach NBA: – Ich pojedynek o mistrzostwo był bardzo ciężki, ale pozostawił po sobie niesmak, kiedy z obozu Bulls napłynęły plotki, że Jordan bawił się Barkleyem przez kilka lat. Nie szczędził mu pochwał i szczodrych prezentów, po to, żeby móc łatwiej dominować nad nim na parkiecie. Sam Barkley musiał się potem zastanowić, czy łącząca ich przez ostatnie trzy lata przyjaźń była szczera. Jordan, któremu nie podobało się podejście Charlesa do treningów w Barcelonie, twierdził, że to dzięki odmiennej etyce pracy miał nad nim przewagę. Z kolei Pippen nigdy nie był specjalnym fanem sir Charlesa. Publicznie go potem krytykował za „włażenie Michaelowi w dupę”, co oczywiście Barkleya rozwścieczało. Czy Jordan rzeczywiście oszukiwał Barkleya, kiedy ten znalazł się tak blisko wymarzonego trofeum?

Tego pewnie nie dowiemy się już nigdy.

Gracz Suns Tim Kempton w wywiadzie dla „Sporting News” przyznał, że w szatni wszyscy wiedzieli, jak bliskie były relacje Barkleya z Jordanem. Ale ponieważ ten pierwszy dociągnął drużynę do finałów, to nikt nie miał odwagi, żeby nakazać mu „ochłodzenie” tej relacji dla dobra zespołu. Mark West powiedział z kolei, że ma wątpliwości co do tego, czy jego kompan z drużyny walczył z Jordanem z takim zaangażowaniem, jak z każdym innym rywalem.

Nawet jeśli są to kompletne bzdury, to mówi się o tym do dziś.

Sam Barkley po latach wielokrotnie przekonywał jednak, że jego znajomość z Jordanem była mocno przereklamowana przez media. Wcale nie grywali tak często w golfa i nie chodzili na obiady, a podczas finałów na niwie prywatnej trzymali dystans.

Zawsze się śmiałem, kiedyś ktoś mówił, że byliśmy zbyt zaprzyjaźnieni. Bo to nie było prawdą. Chciałem go pokonać jak nikogo innego na świecie – mówił. – Popełniłem w swoim życiu wiele błędów, ale nigdy nie zrobiłem nawet połowy, o których mówiono. Śmieję się z tego.  

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fuksiarz - Zakłady bukmacherskie
15.10.2021

Sprawdźmy, postawmy: Napoli w gazie, maszyna Kaczmarka, potknięcie Pogoni

Za nami okno reprezentacyjne, a to oczywiście oznacza, że znów pełno meczów ligowych do obstawienia. Nie będziemy wam jednak dawać byle typów od czapy, losowych zdarzeń i tym podobnych. Tutaj chodzi przede wszystkim o to, żeby spojrzeć na liczby. Liczby to fakty, a fakty analizuje się łatwiej. Co za tym idzie – staramy się szacować […]
15.10.2021
Weszło
09.10.2021

Fuksiarz da wam piątaka za każdego gola Polski z San Marino!

Polska gra z San Marino. Wy wiecie i my wiemy mniej więcej, co to oznacza – jest duże prawdopodobieństwo, że sobie postrzelamy, a Robert Lewandowski w jednym spotkaniem zapewni sobie tytuł najskuteczniejszego snajpera w 2021 roku. A co my będziemy z tego mieć? Jeśli jesteście Fuksiarzami, to na przykład piątaka za każdego gola biało-czerwonych. Nasi […]
09.10.2021
Fuksiarz - Zakłady bukmacherskie
08.10.2021

Wygrana Węgrów, czerwona kartka, mało goli – typy na eliminacje

Przerwa na kadrę jest jak sernik. Jedni lubią, inni nie. Chociaż sernik większość lubi. A czy większość lubi przerwę na kadrę? Dobra, dość rozkmin filozoficznych. Czas na rzetelne podejście do typów. Jak co tydzień w piątek podrzucamy wam garść ciekawych zakładów na weekend. Bez wróżenia z kropli deszczu na szybie, żadnego tak-mi-się-zdaizmu. Szukamy typów, które […]
08.10.2021
Fuksiarz - Zakłady bukmacherskie
01.10.2021

Sprawdźmy, postawmy: Ajax w formie, rzuty rożne Zagłębia i mało goli w Szkocji

Urocze w bukmacherce są hasła, które wręcz ocierają się o wróżbiarstwo. „Przyśniło mi się, czuje w kościach, mam czutkę” – kto z typerów nigdy tak nie pomyślał. Sęk w tym, że różnica między wróżbiarstwem a szacowaniem prawdopodobieństwa jest cienka, płynna i czasem wręcz niezauważalna. My zaczynamy nowy cykl na Weszło, gdzie będziemy wam podrzucali typy […]
01.10.2021
Fuksiarz - Zakłady bukmacherskie
17.09.2021

Obstawiaj Premier League w Fuksiarz.pl i zgarnij freebet!

Siemanko premierligowe świry. Przed nami piąta kolejka ligi angielskiej, więc siadamy w fotelach i wiadomo co dalej. A skoro już ligowa piłka na Wyspach Brytyjskich wraca do gry, warto rzucić okiem na promocję Fuksiarz.pl. Ten legalny polski bukmacher w najbliższy weekend rozdaje freebety za obstawianie meczów Premier League. Sprawa jest prosta – Fuksiarz.pl – da […]
17.09.2021
Uncategorized
20.08.2021

Taśma miesiąca – trzynaście zdarzeń i 2,5 tysiąca w kieszeni

Dzisiaj w „Weszło Fuksem” polecamy wam spektakularne tasiemki. Trafić pięć zdarzeń na kuponie – cóż, to już jest satysfakcja. O jakichś mocnych treblach nawet nie mówimy, bo to klasyka weekendu. Ale trafić TRZYNAŚCIE (!) zdarzeń na kuponie… Ukłony po sam pas. Jak co tydzień zapraszamy was na przegląd najciekawszych trafionych kuponów w Fuksiarzu z zeszłego […]
20.08.2021
Tenis
17.10.2021

Ons Jabeur tworzy historię. Patrzy na nią cały arabski świat

Już jutro Ons Jabeur stanie się pierwszą osobą z krajów arabskich – bez względu na płeć – która zadebiutuje w najlepszej „10” tenisowego rankingu w singlu. Dla Tunezyjki droga do tego osiągnięcia była naprawdę długa. Zwłaszcza, że pochodzi z kraju, w którym zawodowy tenis wcześniej niemal nie istniał. Dziś już istnieje, w dużej mierze za […]
17.10.2021
Inne sporty
16.10.2021

Amatorzy pobiegną podczas igrzysk w Paryżu. Wystarczy, że pokonają… Eliuda Kipchoge

Jednym z celów organizacyjnych igrzysk olimpijskich w Paryżu jest większa dostępność imprezy dla fanów. Nie chodzi tylko o wybudowanie tymczasowych aren sportowych pośród miejsc będących wizytówką stolicy Francji. Paryż część z tych obiektów chce udostępnić sportowcom-amatorom, którzy w trakcie igrzysk będą mogli skorzystać z wybudowanych boisk czy opracowanych tras. Oczywiście, kiedy akurat nie będą na […]
16.10.2021
Inne sporty
16.10.2021

Karolina Naja: Myślę, że moja droga to materiał na dobrą książkę

W swoim dorobku posiada aż cztery medale olimpijskie, wywalczone na trzech kolejnych igrzyskach. Choć żaden z nich nie jest złoty – trzy pokryte są brązem, a jeden jest srebrny – to taka liczba krążków wśród polskich olimpijczyków stawia ją na równi z Adamem Małyszem, Kamilem Stochem czy Robertem Korzeniowskim, a wyżej od Anity Włodarczyk czy […]
16.10.2021
Inne sporty
16.10.2021

Kawał siatkówki w Warszawie. Pierwszy wielki hit PlusLigi w tym sezonie nie rozczarował

Jeszcze w połowie drugiej partii wydawało nam się, że to będzie wyjątkowo jednostronny mecz. Dołujący siatkarze Projektu Warszawa uruchomili jednak blok – zdobyli nim kilka punktów, a potem poszli za ciosem, niespodziewanie kradnąc mistrzom Polski seta. Ostatecznie, po tie-breaku, wygrali nawet cały mecz. To co jednak bezstronnych kibiców powinno cieszyć najmocniej: oglądaliśmy naprawdę pasjonującą siatkówkę. […]
16.10.2021
Inne sporty
15.10.2021

Wyjątkowi na papierze, ale (na razie) nieskuteczni na parkiecie. Czy Los Angeles Lakers odpalą?

Los Angeles Lakers nie zbudowali może najlepszej drużyny w historii, ale na pewno najbardziej gwiazdorską. Projekt na czele którego stoi LeBron James zakładał w dużej mierze zebranie grupy zawodników ze szczególnie okazałym CV. Problem jest jeden – niemal wszyscy najlepsze lata mają już za sobą. Zespół z Kalifornii jest określany jako faworyt do tytułu, choć […]
15.10.2021
Inne sporty
14.10.2021

Zabójstwo Agnes Jebet Tirop. „Kenia straciła klejnot”

Miała przed sobą prawdopodobnie jeszcze mnóstwo lat wielkiej kariery. W jej dorobku już znajdował się rekord świata w biegu na 10 kilometrów, dwa medale lekkoatletycznych mistrzostw świata ze stadionu i tytuł mistrzyni w biegach przełajowych. Mogła zdobyć sporo kolejnych wyróżnień, gdyby tylko dostała na to szansę. Niestety, jej życie zostało brutalnie przerwane. Agnes Jebet Tirop […]
14.10.2021
Inne sporty
11.09.2019

11 września: sportowe tragedie w cieniu dwóch wież

Tak jak większość z 2973 ofiar poszli tego dnia normalnie do pracy, wsiedli do samolotu, żeby załatwić swoje biznesy lub po prostu aby zacząć nowe życie w nowym mieście. Na długiej liście ofiar zamachów z 11 września, od których mija właśnie 18 lat, są także ludzie sportu. Jedno z nazwisk, które od 2001 r. widnieje […]
11.09.2019
Inne sporty
03.06.2019

Jerry, przestań się dąsać, czyli historia logo NBA

Kiedy Jerry West przyznał w telewizji, że logo nigdy mu się nie podobało i powinno zostać zmienione, skrzynkę projektanta Alana Siegela zapchało momentalnie dwa tysiące e-maili. Zdecydowana większość z prośbą, żeby pod żadnym pozorem nie ruszać kultowego znaku, nawet jeśli chce tego facet, którego wizerunek został na nim wykorzystany. Prawdziwe tło logotypu NBA ma znacznie […]
03.06.2019
Inne sporty
31.05.2019

Ile Wagnera jest w Heynenie?

Jeszcze rok temu taki tekst byłby herezją, a jedyne co można byłoby poradzić autorowi, to żeby wziął dobry rozbieg i dla otrzeźwienia uderzył głową w słupek od siatki. Ale po mistrzostwie świata porównanie Vitala Heynena do Huberta Jerzego Wagnera już nie jest takie nieuprawnione. Tym bardziej, że patrząc na styl prowadzenia drużyny przez szalonego Belga, […]
31.05.2019
Inne sporty
28.05.2019

„Czas leczy rany? To bzdura”

– To wszystko jakoś mi nie pasuje, nie składa się w całość. Małgosia nie miała żadnych problemów zdrowotnych. To co otrzymaliśmy ze szpitala w Brisbane nie potwierdziło zawału serca. Lekarze wyjaśnili to bardzo jasno: to nie był zawał, przyczyną śmierci było zatrzymanie akcji serca. Tylko że nie było dalej żadnego wytłumaczenia. Robiliśmy badania i nie […]
28.05.2019
Inne sporty
23.05.2019

Ahoj kapitanie Grbić

Gdyby porównać pozycję rozgrywającego do pracy reżysera, byłby bardziej Francisem Fordem Coppolą niż Jamesem Cameronem. Nigdy nie rozrzucał piłek opakowanych efektami specjalnymi, bardziej stawiał na skromne środki wizualne, ale to i tak nie przeszkodziło mu być do bólu skutecznym i zapracować sobie na miano siatkarza absolutnie wybitnego. Nikola Grbić, który został właśnie trenerem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, […]
23.05.2019
Inne sporty
20.05.2019

Polski trener dał Fenerbahce pierwszy od siedmiu lat mistrzowski tytuł

Polscy trenerzy siatkarscy pracujący za granicą to dziś rzadkość, a ci odnoszący tam sukcesy to już w ogóle gatunek na wymarciu. Mariusz Sordyl, który ma za sobą trip po Rumunii i Katarze, zaliczył teraz jednak wejście smoka do ligi tureckiej – na dzień dobry zdobył z Fenerbahce Stambuł mistrzostwo, puchar kraju i wprowadził drużynę do […]
20.05.2019
Liczba komentarzy: 36
Subscribe
Powiadom o
guest
36 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Voitcus
Voitcus (@voitcus)
3 lat temu

Dzięki za przypomnienie, miałem wtedy kilkanaście lat. Paxson to był mój idol z tamtych czasów, koledzy ćwiczyli jakieś akrobatyczne kozłowania, zwody między nogami itp., a ja próbowałem rzutów za 3 (kariery nie zrobiłem).
U nas wszyscy zaczęli jeszcze od rywalizacji z Lakers, wszyscy byli za nimi, a ja z przekory zostałem za Chicago. Potem – a może przedtem – byli też Detroit Pistons. Podobno obecnie też jest jakiś Isaiah Thomas, ciekawe, czy są spokrewnieni.
W ogóle od czasu walki z Tłokami Byki miały wtedy chyba najbardziej wyrównany skład, nie chodzi tu o sam duet Jordan-Pippen (choć moim zdaniem nikt nie miał dwóch graczy na takim poziomie), a właśnie o tych mniej znanych jak Paxson.
Zresztą już wtedy koszykówka to nie był sport dla Białych, czasem się wspominało o Boston Celtics sprzed dekady, że Larry Bird ostatni Biały gwiazdor itd., z ostatnich nie-Murzynów w miarę znany był jeszcze John Stockton z Utah Jazz. A pamiętam jakiś mecz, że w piątce (nie pierwszej, oczywiście) Byków wyszedł wtedy na kilka minut jeden Jordan i czterech Białych, nie pamiętam, co to za mecz, zresztą wtedy się oglądało jeden w tygodniu i jak się miało szczęście, to się trafiło na Chicago.
Wtedy w każdym klubie była jakaś gwiazda, nazwiska pamiętam do dzisiaj. Nie wiem, czy to kwestia tego, że to tak weszło nagle do Polski, szok, że można tak pokazywać sport, byliśmy wtedy dziećmi, inaczej się to chłonęło. Trzeba TVP przyznać, że w zasadzie z dnia na dzień kosze stały się oblegane, bo tylko jeden czy dwa w całej dzielnicy nie miał urwanej obręczy. Chyba nigdy potem TV nie zdołała u nas rozpropagować tak małymi środkami nowego sportu (skoki narciarskie pokazywano przed Małyszem i tego nie liczę).
Nie wiem, czy NBA była wtedy taka dobra (pewnie tak, skoro tak wszystkich ogrywali w Barcelonie), czy jakiś ten sport był inny wtedy, a może to dlatego, że ja miałem te 14 lat? W każdym razie od tamtej epoki nie umiem podać nazwiska żadnego koszykarza z tej ligi…

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu
Reply to  Voitcus

jestem rok starszy, enbieje wciaz ogladam, wciaz zarywam nocki. Koszykowka sie tak zmienila ze teraz na boisku kazdy musi byc paxsonem 🙂 kiedys druzyna ciepala zza łuku lekko ponad 10 razy w meczu teraz oddaje takich rzutow 30. Gra sie bardzo zmienila, wg mnie na niekorzysc. Gracze coraz bardziej atletyczni a dopuszcza sie coraz mniej fizycznej gry.

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo (@transilvanian-nosferatoo)
3 lat temu
Reply to  Dymczasem

Nie zgodze sie ze gracze sa coraz bardziej atletyczni. Odpowiednikow gory miesni typu David Robinson, Karl Malone, Alonzo Mourning czy Charles Oakley nie znajdziesz dzis na parkietach NBA. LeBron wyglada bardziej jak najwyzszego poziomu sprinter na 100m. Zgadzam sie z tym, ze gra jest coraz mniej fizyczna, ale to przemyslana wieloletnia strategia NBA. Dzis gra jest o wiele bardziej techniczna, stad nie ma potrzeby miec postury Admirala, czy Listonosza. Przez to, ze gra sie stala bardziej techniczna w NBA jest o wiele wiecej zawodnikow z zagranicy, wywodzacych sie z innego systemu szkolenia, czyli przede wszystkim z Europy. A im wiecej zawodnikow zagranicznych, tym wiecej fanow na calym swiecie, tym wiecej kasy. A wiadomo, ze w Stanach musi byc show i hajs na koncu musi sie zgadzac.

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu

mejson, robinson czy malołn to byli gracze ktorych zapamietales dlatego, ze sie wyrozniali na tle druzyny. teraz kazdy karakan kozlujacy i majacy rozdawac podania jest kafarem. Obrotowi stracili na masie, ale to dlatego ze maja szybko przebierac nozkami i ciepac trojki bo przepychac sie pod koszem juz nie ma potrzeby. Bardziej techniczna? yyy, pozwole sie nie zgodzic. Gra opiera sie na izolacjach jak masz w druzynie hardena, łestbruka, monobrew, djuranta czy bronislawa albo bieganiu i rzucaniu trojek nawet w kontrach. Ja chrzanie taka technicznosc. Mnie sie nowoczesna enbiej podoba wiele mniej i nic na to nie poradze. I nie, nie zyje nostalgia. Jedyne co laczy stare enbiej z nowym to dablju em – wojtek michalowicz, chlopak rodem z Polski 😉

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo (@transilvanian-nosferatoo)
3 lat temu
Reply to  Dymczasem

O michaowiczu nawet nie wspominaj. Szpakowski koszykowki. Co mecz SAS od 20 lat opowiada ze Tim Duncan rozpoczynal od plywania i ze huragan zniszczyl mu basen. Albo tworzy polskie wariacje amerykanskich idiomow typu „gracz w trzeciej kwarcie sie odbudował”. Juz nie wspomne o dowcipach poziomu familiadowego Strasburgera, z ktorych sam na antenie sie smieje. Nie rozumiem jak ten czlowiek znajduje ciagle zatrudnienie. Jest nudny, suchy i sie ciagle powtarza.

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu

pewnie dlatego ze koszykowka, znaczy zainteresowanie tym sportem w naszym kraju prawie zdechlo i nikt nowy sie nie garnie do telewizora. A moze wojtek jest tak zajarany ze sam doplaca by go wysylali na finaly 😉

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu

Nie piszę dlatego, żebym Michałowicza chciał bronić, ale nie słyszałem nigdy, żeby przytaczał ww. historie o TD. A trochę tych meczów jednak widziałem. Nie każdy go lubi (zresztą „jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził”), ale pewnie wielu fanów kosza chciałoby przeżyć tyle chwil na żywo z nba, co on. Finały, ASGs itd. No i nie każdy może się pochwalić wywiadem z Jordanem 🙂 A określenie „Szpakowski czegokolwiek” to w sumie niezła pochwała, bo jednak jesteś ikoną jakiejś branży.

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu
Reply to  Carlito

ti di, chlopak rodem z wysp dziewiczych gdyby tylko chcial mogl jechac na olimpiade ale basen ulegl zniszczeniu z powodu huraganu i gosc ukierunkowal sie na basket. jakos tak to szlo i jak napisal Kolega wyzej, slyszalem to 65 razy. Conajmniej.

MarekKoniarek
MarekKoniarek (@marekkoniarek)
3 lat temu
Reply to  Dymczasem

Larry Johnson też był wielki chłop.

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu

Dość śmiała teoria z tą technicznością ligi, no chyba że przez technikę rozumiesz ciskanie trójek przez 4/5 meczu. Jak dla mnie to właśnie alibi dla braków w wyszkoleniu, goście nie wiedzą co zrobić z piłką, jak pokierować akcją i często oglądam zlot murarzy.

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo (@transilvanian-nosferatoo)
3 lat temu
Reply to  Carlito

Egzystuje w skali, gdzie jesli chodzi o styl sportu druzynowego to po jednym biegunie jest gra silowa a po drugiej techniczna – cos jak Premiership a La Liga. Odejscie od gry fizycznej jest faktem. Przepisy chroniace atakujacych, uniemozliwiajace czeste i mocne kontakty, brak zezwolenia na agresywna obrone. Nie upieram sie przy okresleniu ze liga stala sie techniczna, ale stala sie bardziej dostepna dla zawodnikow, ktorzy nie maja postury o mocnych warunkach fizycznych. Jesli liga teraz nie jest bardziej techniczna… …to jaka jest? Chyba nijaka. Bez charakteru.

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu

Ok, teraz rozumiem Twój punkt widzenia. Mi spodobała mi się ocena Michałowicza w jednym z ostatnich meczów: „Dziś w NBA dobry gracz musi tylko rzucać 3 i robić dunki”.
Co do ti di, to albo nie słyszałem, albo nie zwróciłem na to uwagi, może nie zawsze wsłuchuje się w komentarz na C+ 😉

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu
Reply to  Carlito

szczesciarz! ja nawet jak nie chce slyszec wojtka i fonia jest na zero to mam takie haluny ze w glowie slysze te jego elbidżej, ti di, si pi fri, kej di, a wszystko to chlopaki rodem z 🙂 tak czy inaczej, ten drugi gosc ktory jest gospodarzem w studio, ten pyzaty w oksach to jeszcze wieksza tragedia 😀

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu
Reply to  Dymczasem

To fakt, chyba się bardziej chłop odnajduje w żużlu, ale mnie najbardziej wnerwiał jedna Hubi Radke w czasach, kiedy non stop powtarzał to swoje „absolutnie” 🙂 Aktualnie moim „ulubieńcem” jest Hyży, nie dało się słuchać tego ujadania na GSW w meczu z Hou. No i jeszcze Edward Durda, to jest dopiero killer, zabije każdy mecz swoim głosem i charyzmą 😀 A Wojtuś jaki jest każdy widzi, a właściwie słyszy, mnie w nim najbardziej irytuje wtrącanie się w wypowiedzi współkomentatorów.

marotysiac
marotysiac (@marotysiac)
3 lat temu
Reply to  Carlito

LOL. W czym niby lepsza była liga lat 90-tych od tej obecnej? W tym, że fundament gry stanowił rzut z piątego, a nie siódmego metra? Pamiętam, że w tamtych czasach poważne minuty na parkietach NBA dostawali ludzie przy których Zaza Pachulia jest wirtuozem koszykówki. Ostertag z Fosterem na poziomie finałów wymieniali się na centrze w Jazz, chociaż nie mieli NICZEGO poza wzrostem i kilogramami. Joe Koncak w finale konferencji musiał przejąć część minut kontuzjowanego Granta. 6 punktów, 8 zbiórek, 13 fauli w 65 minut gry w serii z Bulls. Tam grał jeszcze inny ultra placek. Joe Wolf się nazywał. 127 razy był starterem w NBA – niebywałe. Felton Spencer. Następny center z fabryki Jazz. Pamiętam jeszcze Yinkę Dare i Dwayne’a Schintziusa. Niestety obaj już nie żyją. O tym pierwszym wspominano chyba w którymś ze skarbów Magic Basketball. Ciekawostka z nim związana polegała na tym, że potrzebował ponad 700 minut w lidze do zaliczenia pierwszej asysty. W sumie przez całą krótką karierę uzbierał 4 sztuki. Naprawdę sporo było takich kasztanów bez żadnych umiejętności.

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu
Reply to  marotysiac

specjalizacja. Mnie sie to podobalo, maly podawal i sadzil troje, wiekszy dzialal na pikenrolach, mial za zadanie zb ierac, blokowac, upychac sie pod koszem. jedziesz po fosterze czy ostertagu. A przepraszam , taki powiedzmy deandre dżordan to co potrafi poza skakaniem? Inteligencja koszykarska mizerna, rzutu zero, upychac tez nie bardzo. Biegnie, skacze, skacze, biegnie. No wirtuoz… Wtedy nikt sie nie czarowal tylko takim czopom jak wellington yinka dare czy longley dawano jakies tam pieniazki a samo granie w enbiejach bylo dla nich wyroznieniem. Teraz taki typ jak tristan tompson czy przywolany deandre zgarnia 20 baniek za sezon a w kosza to naprawde sobie radza mizernie, chyba ze dostana pilke na loba. kazdy ma swoj punkt widzenia, ja w latach 90 widze magie ktora mnie oczarowala i sie w niej zakochalem. kanony koszykowki zawsze mi mowily ze ma byc niski, troszke wyzszy, jeszcze wyzszy, wysoki dojebany i ogromny na srodku. teraz wylazi piatka i w sumie okreslic ich pozycji nie ogladajac tego na codzien jest ciezko. Nie podoba mi sie basket w ktorym akcja trwa 6 sekund i w jednym na trzy przypadki konczy sie trojka lub wejsciem na kosz z dwutaktem ze zmiana tempa lub lobikiem. Tobie sie podoba i swietnie, mnie od tego boli kark bo glowa mi lata od prawa do lewa szybciej niz w tenisie. Tak czy inaczej, pozdrawiam zajawkowiczow, hej hej tu enbiej! 😀

marotysiac
marotysiac (@marotysiac)
3 lat temu
Reply to  Dymczasem

Nie chce dyskutować o tym co się komu podoba. Do mnie nie przemawia na przykład ordynarna wersja obecnej koszykówki, którą prezentują Rockets. Nie o to chodzi. Bardziej odnoszę się do tych tekstów o tym jak to dzisiejsi gracze są marnie wyszkoleni, bo przecież rzucają tyle trójek. Jeśli przykładowy Towns, center potrafiący grać świetnie tyłem do kosza, ma mid range jumper na poziomie ~46%, trafia wolne na 86%, a do tego dokłada w sezonie 120 trójek na 42%, gdzie Kevin Johnson, point guard, jeden z bohaterów finałów 93′, w czasach specjalizacji, przez całą karierę rzucił 160 trójek na 31% (a grał w latach z przybliżoną linią). Komu ja mam stawiać zarzut? Townsowi, który jako center ma pod każdym względem lepszy rzut od topowego guarda lat specjalizacji?

Nie stawiajmy DeAndre Jordana obok tych ogórków których wymieniłem. DJ w ostatnich 5 sezonach zbiera po 14 piłek w meczu. Można mu rzucić loba pod sufit hali, a i tak wiadomo, że on go złapie i wbije do kosza, bo w przeciwieństwie do przytoczonych przeze mnie ulanych placków posiada atletyzm na bardzo wysokim poziomie. No i jak już dostanie piłkę w okolicach 2,5 metra od kosza to przeważnie ją wykończy (69% FG w ostatnich 5 sezonach) dunkiem i nie będzie się odbijał od obręczy.

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu
Reply to  marotysiac

A nie rzucają? Piszesz o Rockets to się akurat całkiem dobrze składa, 17 pudeł za 3 z rzędu, o czym to świadczy? O braku pomysłu, zamiast na spokojnie rozegrać akcję za 2, to duża część zagrań bazuje na rzucie zza linii. I jak 3 nie siedzi, to mecz w plecy. A dodać do tego trzeba, że sporo z tych rzutów jest po prostu kompletnie nieprzygotowana. Zrobiła się z tego trochę gra na alibi, cisnę trójkę, bo wszyscy tak robią. A wymuszona trójka zawsze była oznaką bezradności. Ktoś grał trochę w kosza, to to potwierdzi. I co mają do tego lata 90′? Ktoś tu cokolwiek porównywał?

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo (@transilvanian-nosferatoo)
3 lat temu
Reply to  Carlito

Carlito – ale taka jest niestety nowoczesna mysl koszykowki. Akcje rozgrywa sie tak, ze jesli rozgrywajacy ma mozliwosc podania do zawodnika na trumne przy osobistych oraz do goscia na trojce, to wybiera tego drugiego. Skutecznosc gry z poldystansu a skutecznosc trojki jednoznacznie wskazuje ze oplaca sie ryzykowac rzutami za trzy. Trójka ze skutecznoscia 35-40% i półdycha z 45-50%. Do the math.
I takim Rockets nie ma sie co dziwic, ze naparzali trojki. A to ze ich nie trafiali, to oznacza, ze sa dupami wolowymi i nie umieli udzwignac ciezaru meczu. Czyli slusznie, ze nie awansowali do finalow.

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu

Logiczne, że przy skuteczności za 3 na poziomie 35-40% każdy będzie ciskał i ciskał. Też bym tak robił. Tylko, że wielu drużynom w tym np. takim Rocs brakuje najwyraźniej planu B, nie idzie za 3, to spróbujmy coś rozegrać, wypracować sobie pozycję itp. Nie, z uporem maniaka będzie dalsze ceglenie i a nóż widelec znowu się wstrzelimy. Trenerzy też jakby tego nie ogarniają (Mike D’A czy Tyronn Lue), brak reakcji na wydarzenia boiskowe. Oglądam nadal mecze, ale coraz mniej mnie to wszystko cieszy. Czekam na Boston, wiele sobie po nich obiecuję, jak już wszyscy dojdą do zdrowia. Jeszcze Lebon do Phili i coś się może ruszy. Bo kolejnych finałów GSW-CLE już nie wytrzymam 🙂

Miszcz Joda
Miszcz Joda (@miszcz-joda)
3 lat temu

La Liga niby taka techniczna? Przeciez tam drwali pokroju Ramosa to na peczki. Cala filozofia Simeone to kopanie i szczypanie przeciwnikow.
Real i Barca tez maja swoich ludzi od „brudnej” roboty.
Gdyby byly zasady weryfikacji pomeczowej jak w rugby to by takich skurwysynow jak Alba, Pepe czy Diego Costa nie bylo. Ale niestety UEFA pozwala na wiecej.

Co do NBA. Lata 1985-2005 to bylo apogeum. Mnostwo wielkich graczy starego pokolenia i nowej fali.
Wielcy centrzy jak Olajuwan, O’Neal, Mourning, magicy jak Jordan czy Drexler, tytani tablic jak Mason czy Rodman, killerzy zza lini trojek jak Kerr czy Miller.
I te pojedynki w play-offs: Atalanta-Bulls, Bulls-Knicks, Bulls-Hornets etc.
Dzialo sie 🙂

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo (@transilvanian-nosferatoo)
3 lat temu

Tak na marginesie, to chyba najbardziej komentowany artykul w historii jakichkolwiek publikacji o koszykowce na weszlo xD

Carlito
Carlito (@carlito)
3 lat temu

I to merytorycznie i bez bluzgów, można?

Transilvanian Nosferatoo
Transilvanian Nosferatoo (@transilvanian-nosferatoo)
3 lat temu
Reply to  Carlito

To raczej oczywiste stwierdzenie, ze kibic koszykowki to inny profil psychologiczny niz kibic kopanej 😉

Voitcus
Voitcus (@voitcus)
3 lat temu

Myślę, że to też kwestia wieku dyskutujących 🙂

Świroos
Świroos (@swiroos)
3 lat temu

Pamiętam te finały świetne mecze. Osobiście też bardziej odpowiadała mi NBA z lat dziewięćdziesiątych. Drużyny potrafiły mieć swój unikalny styl, w dzisiejszych czasach każda drużyna no może poza. SAS i Niedzwiadkami gra podobnie. Szybka kontra wjazd albo trójka. Nie odpowiada mi to. NBA lat dziewięćdziesiątych to także bardziej nie grzeczna gra. Gracze mieli charaktery na parkietach walka na noże, teraz takie to miękkie wszystko. Nie jest to oczywiście wina graczy a samej ligi, która poszła w takim kierunku.

GrzesekPaz
GrzesekPaz (@grzesekpaz)
3 lat temu

Super, panowie z Weszlo więcej o NBA prosimy.

Yarek
Yarek (@yarek)
3 lat temu

Przeczytałem artykuł i praktycznie wszystkie komentarze, jakie do tej pory się pojawiły. Prawdopodobnie da się obronić każdą tezę o tym, że takie a nie inne czasy mają swój urok, magię, itp. Jednak koszykówka lat 90-tych była tak jak wiele osób opisało, oparta na sile, technice i wielu schematach, co wybornie się oglądało! W każdej praktycznie ekipie można było znaleźć jakiegoś „przypadkowego” grajka, ale najczęściej był to typowy zadaniowiec do obrony, rozbijania ataków, blokowania, itp. Chicago Bulls było fenomenem tamtych czasów a trener Phil Jackson według mnie jednym z najlepszych w historii NBA. Można wspominać, że Celtics mieli swoje ekipy, że LA Lakers również, ale jednak Bulls byli niepowtarzalni i jedyni w swoim rodzaju. Oczywiście Michael Jordan był niekwestionowanym liderem, ale bez wsparcia wielu graczy nie osiągnąłby tych sukcesów: Grant, Armstrong, Pippen, Harper, Rodman, Kukoc, Kerr, Paxton, Longley i kilku innych. Osobiście dzisiejszą NBA śledzę ale nie ma już według mnie takich emocji. Wszystko jest ustawiane pod „oglądalność”, dobrą sprzedaż „produktu”, dbanie o określony wizerunek żeby ściągnąć sponsorów, itp. Bez pieniędzy z pewnością nie dałoby się produkować NBA, ale to już nie ten sam klimat. Jeśli dobrze pamiętam to M. Jordan przez całą zawodową karierę koszykarską zarobił około 100 mln USD, a dzisiaj takie pieniądze potrafią zarobić średniacy przez 4-5 sezonów. Gra oparta na rzutach za 3 punkty nie jest zbyt widowiskowa. Brakuje czegoś takiego jak schematy rozegrania akcji, które rozrysowywał trener podczas przerw na żądanie. Były określone zagrania, które rozgrywający pokazywał całej drużynie przy wyprowadzaniu piłki. Pamiętam pokazywanie liczby palców, uniesioną pięść, poklepywanie po głowie czy inne znaki, które miały za zadanie zobrazowanie zaplanowanej zagrywki. Obecnie wyprowadza się piłkę, podaje do zawodnika i on ma rzucić za 3 punkty. Jak nie trafi to wtedy jest problem. Nie jestem w stanie przytoczyć teraz statystyk do porównania, ale w mojej ocenie tych rzutów oddawanych za 3 punkty jest obecnie pewnie dwukrotnie więcej (podkreślam raz jeszcze, że opieram to na wzrokowym odniesieniu i swojej opinii). A co do komentowania to jednak Panowie z TVP w latach 90-tych mieli swój urok. Obecnie ciężko się słucha byłych koszykarzy, którzy grali często przeciętnie a opowiadają o słabościach graczy, którzy technicznie przerastają ich o co najmniej jedną klasę. Niestety koszykówka w Polsce jest sportem niszowym, więc nikt nie angażuje środków w poszukanie lepszych komentatorów tylko opiera się to o jednego WM i zaproszonych gości. Jestem przekonany, że wiele osób, które umieściły pod tym artykułem swoje komentarze, byłoby lepszymi komentatorami obecnych meczy NBA niż Ci, których przychodzi nam słuchać…

Voitcus
Voitcus (@voitcus)
3 lat temu
Reply to  Yarek

Ktoś kiedyś powiedział o Beatlesach, że to był świetnie zrobiony produkt, bo każdy z nich był inny: ten trochę niegrzeczny, ten romantyczny, ten przystojny, ten zamyślony i każdy fan mógł się z którymś z nich utożsamić. Potem te boysbandy, które to powtórzyły, zrobiły karierę.
Wydaje mi się, że wtedy (199x r.) w NBA byli – może celowo, może nie – tworzeni tak samo „zadaniowcy”. Była gwiazda zespołu, ten był od kłócenia się, taki Rodman to był niegrzeczny, ten wielki i ruszał się jak słoń, ale każdą piłkę zebrał, ten drobny i mały, ale rzucał dobrze za 3 i taki patałach jak ja mógł się też z kimś utożsamić, że jest w tej układance potrzebny. Że z takich Byków moi koledzy mogli być Jordanem, ja mogłem być Paxsonem, jeszcze inny kolega Pippenem i każdy był inny, ale ważny. A do tego dochodziło, że z takich gwiazd (każda innego rodzaju) dawało się złożyć układankę.
Nie wiem, jak jest teraz w NBA, ale widzę, jak jest w piłce i nie chodzi o to, że u nas jest Lewandowski a potem długo nic, dlatego nikt nie chce być Pazdanem, bo między nimi przepaść jest jednak duża. Byłem pół roku temu na Allianz Arena w muzeum i tam jest z dykty naturalnej wielkości każdy piłkarz i każdy może sobie z nim zrobić zdjęcie. Marketingowo świetny pomysł, ale też od razu widać, kto z jakiego kraju pochodził: my sobie robiliśmy zdjęcie z Lewandowskim, jakiś Holender z Robbenem, jacyś Hiszpanie z Rafinhą. W sumie idolem stał się ten, kto jest w jakiejś mojej grupie – albo jest zupełnie najlepszy: Ronaldo, Messi. Myślę, że mało kto z kibiców Realu (ale nie madryckich, takich ogólnoświatowych) chce być Marcello czy Kroosem. Nie umiem dostrzec różnicy np. między Higuainem a Griezmannem (w takim sensie, że nie potrafię powiedzieć, co ma jeden a drugi nie i że mi to imponuje).
A wtedy w NBA to było bardzo ładnie połączone, w każdym zespole był gwiazdor, ale były inne trybiki w maszynie i, tak jak piszesz, ta konieczność wsparcia była bardzo ważna. Może, jak pisałem wyżej, to wynik tego, że byłem nastolatkiem i jeszcze wierzyłem bezkrytycznie w ideały typu drużyna, każdy jest ważny, bez jednej śrubki wszystko się rozleci, że świat jest czarno-biały i NBA to ładnie, w amerykańskim stylu, zaspokajała.

PS. Bardzo fajny komentarz.

Yarek
Yarek (@yarek)
3 lat temu
Reply to  Voitcus

Jeśli chodzi o współczesne wydanie NBA to według moich obserwacji rządzą niestety pieniądze, czyli kto je ma ten buduje drużynę mającą zdobywać tytuły. Celtowie mieli mieć bardzo mocną ekipę w tym roku mierzącą w finał, ale przydarzyły się dwie poważne kontuzje kluczowym graczom i celu nie udało się zrealizować choć było blisko. W Philadelphii udało się zbudować mocną drużynę opartą o młodych i ambitnych graczy wspomaganych kilkoma graczami z doświadczeniem i odpowiednim ograniem. Pojawiły się głosy, że kto wie czy Lebron James do nich nie dołączy i wtedy byłaby to drużyna nie tylko na finał ale pewnie jako główny kandydat do zdobycia tytułu. Kevin Durant próbował w Oklahoma zdobyć tytuł, nie udało się więc poszedł „na skróty” i zdobył tytuł z mistrzowskim Golden State (co budziło sporo kontrowersji, no ale pierścień ma). Houston buduje mocną drużynę ale momentami aż ciężko się ogląda Hardena i jego rzuty „na siłę”, żeby wymusić faule, słabo to według mnie wygląda. Jest sporo ciekawych drużyn ale dla mnie obecni jeszcze mistrzowie to nie jest drużyna, która mogłaby być porównywalna z Chicago’wskim teamem. Bulls wystąpili 6 razy w latach 90-tych w finałach i za każdym razem wygrywali rywalizację. Mieli drużyny za każdym razem dobrze ułożone pod kątem zadań no i grali systemem trójkątów, który uwielbiał Phil Jackson. Obecnie oglądając niektóre ekipy mam wrażenie, iż część trenerów jest tylko po to, żeby miał kto na ławce siedzieć. Trener Tyronn Lue nie ma według mnie zbyt wiele do powiedzenia a sam Lebron nie może być dyrygentem gry i jednocześnie od układania taktyki na mecze, od tego musi być kompetentny trener. Wystarczy popatrzeć na San Antonio Spurs, gdzie od lat Gregg Popovich gra konsekwentnie swoje i jego ekipa regularnie występuje w play offs. Oczywiście SAS mają swoje problemy (w tym sezonie z Kawhi Leonardem) ale kto ich nie ma. Brakuje mi obecnie pomysłu na New York Knicks, którzy od lat można powiedzieć zniknęli z kręgu najmocniejszy ekip. Od kilku sezonów również słabo wyglądają LA Lakers, ale być może Magic Johnson tego lata zbuduje drużynę na co najmniej play offs nowego sezonu. Opieranie się na skuteczności rzutów za 3 punkty nie jest w stanie zapewnić tytułów mistrzowskich, a o takich można mówić w sytuacji, w której ma się dobrego lub wybitnego trenera, który tak będzie rotował składem, żeby każdy coś wnosił do drużyny. Celtowie w tym sezonie grając młodą i mało doświadczoną ekipą pokazali, że można bez wielkich gwiazd grać efektownie i przede wszystkim efektywnie. Cały czas warto pamiętać o tym, że koszykówka to gra zespołowa i obecne play offs pokazują to dobitnie niestety… Sam Lebron James nie wygra z ekipą GSW. Może się dwoić i troić, ale nie ma wsparcia choćby w ilości 3-4 zawodników, którzy zagrają powtarzalne mecze pod względem ilości zdobywanych punktów, zbiórek, asyst czy bloków. Jeśli trener Lue pod presją lokalnych dziennikarzy wypuszcza na parkiet w meczu nr 3 zawodnika, który wcześniej grzał przez większość play offs ławkę a ten zdobywa kilkanaście punktów (mowa tutaj o R. Hood), to jest to tylko i wyłącznie obraz tego, jakim jest trenerem i że ze strategami sprzed lat ma on mało wspólnego… Wystarczy przypomnieć sobie takich trenerów jak: Pat Riley, Chuck Daly, Phil Jackson, Rudy Tomjanovich i jeszcze kilku innych, którzy potrafili zaskoczyć ustawieniem drużyny, ciekawymi zagraniami, pomysłami na rozegranie meczu, itp. Dzisiaj coraz mniej takich cech obserwuje się u obecnych trenerów NBA (oczywiście to tylko moja opinia), a szkoda…

polishllama
polishllama (@polishllama)
3 lat temu
Reply to  Yarek

obserwując zachowanie wspomnianego Hood’a, spokojnie można było wysnuć wnioski, że zasłużył na grzanie ławy. JEgo występ w trzecim meczu też wcale nie był taki świetny bo w obronie conajmniej połowę tego co zdobył to oddał.
Mówiąc o trenerach czemu nie wspomnisz o takich fachowcach jak nieśmiertelny Popovich, świetny taktyk Stevens czy mentor i kolega Kerr niestety o nich się mówi tylko trzeba słuchac a nie dopasowywać tezę do odpowiedzi.
Pieniądze to także argument z gatunku tych średnich, ponieważ payrolle drużyn mieszczą się w przedziale ~ 95mln – 135 mln$ z tym, że w przedziale 2 a Rakiety to przykład ekstremalny bo 90% akcji to albo kończą do metra od kosza albo za 3 bo jest to najbardziej efektywne jednak czasem midrange też jest potrzebny żeby zagrywki były różnorodne a co do efektowności jeden woli czekoladę a drugi jak mu nogi śmierdzą

Yarek
Yarek (@yarek)
3 lat temu
Reply to  polishllama

Oczywiście masz rację co do trenerów, a o Popivich’u wspomniałem. Wspomniałem tylko o tych, których dzisiaj już nie ma na ławkach trenerskich. Co do Hood’a pełna zgoda, ale nadal uważam, że trener Lue nie poradził sobie w swojej roli i nie mi oceniać czy to wina LBJ’a czy kogoś innego naciskającego na decyzje podejmowane z ławki. Każdy ma prawo do swojej opinii czy oceny, tego się trzymam 🙂

Dymczasem
Dymczasem (@dymczasem)
3 lat temu

w komentarzach jest pewnie okolo tysiaca znakow i nie ma zadnej kurwy, pedala i gimbusa. Nie ma zadnego przytyku do pisorow i kodowcow. Stano, czytasz to? juz wiesz czego ludzie potrzebuja, a komentujacym w nagrode wyslij po schlodzonym browarze. na moim niech sie Kowal podpisze, dzieki 😀

Voitcus
Voitcus (@voitcus)
3 lat temu
Reply to  Dymczasem

Zwróćmy też uwagę, że artykuł jest podpisany – od razu wyższy poziom zarówno samego tekstu jak i dyskutujących 🙂

Szyderca
Szyderca (@szyderca)
3 lat temu

Nie wiem, co się czytało lepiej.. artykuł czy komentarze. Pamiętam zerwane noce na te finały, a zaraz po zakończeniu spotkania, nie było czasu na spanie, bo trzeba była śmigać do szkoły.
Wtedy chyba po raz pierwszy w naszym kraju, koszykówka zbliżyła się popularnością do piłki nożnej przynajmniej u młodszej części społeczeństwa.
Jeżeli spytacie się kogoś po kilkunastu latach o jakiś moment, który zapadł w pamięć odnośnie koszykówki, to ta akcja dla koszykówki jest tym czym rajd Maradony w meczu z Anglią w piłce nożnej. Cały świat był przekonany, że piłka trafi do Jordana, żeby doprowadzić do dogrywki, ale trener Byków miał inny plan. Tak się zrodziła legenda.

Sebastian Ro(L)ewski
Sebastian Ro(L)ewski (@sebastian-rolewski)
3 lat temu

dzięki za przywołanie wspomnień z dzieciństwa

Suche Info
17.10.2021

Michniewicz nie zostanie zwolniony

Na Łazienkowskiej wrze. Niedawno pisaliśmy, że Legia Warszawa złapała pucharową zadyszkę w lidze, że Czesławowi Michniewiczowi kończą się wymówki, które tłumaczą słabą grę na krajowym podwórku. Teraz już wiadomo, że to nie zadyszka, a kryzys, że wymówek nie ma już żadnych. Legia przegrała z Lechem w hicie kolejki i znacznie skomplikowała sobie szanse na obronę […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Bednarek: – Mistrzostwa nie zdobywa się w październiku

W hicie kolejki Lech pokonał Legię i wielu uznało, że karty już są rozdane – mistrz Polski odpada z rywalizacji o zwycięstwo w polskiej Ekstraklasie, co równocześnie można interpretować jako wielką szansę dla Kolejorza. Filip Bednarek uważa jednak, że ani pozycja lidera w październiku, ani wygrana nad Legią nie mają większego znaczenia dla ostatecznych ligowych […]
17.10.2021
Uncategorized
17.10.2021

Kamiński: – Zrobiliśmy kolejny krok w walce o mistrzostwo

Jakub Kamiński, ubrany w okolicznościową koszulkę sławiącą jednobramkowe zwycięstwo nad Legią, na antenie Canal Plus Sport opisywał swoje emocje związane z triumfem w hicie Ekstraklasy. Tak wyglądała rozmowa, tak prezentowała się koszulka. Wygrana w Warszawie, powrót na pozycję lidera, kolejny przystanek na drodze do mistrzostwa? 🏆 W ekipie @LechPoznan humory dopisują, co dobrze oddaje też […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Skorża: – Udało nam się być sobą

Szczęśliwy Maciej Skorża podsumował wygraną Lecha z Legią w hicie Ekstraklasy. – Udało nam się być sobą. Nie ukrywam jednak, że liczyłem na ciut lepszą grę. To nie jest marudzenie, bo najważniejszy pozostaje wynik. Dużo nas to zwycięstwo kosztowało. Były fragmenty meczu, w których niepotrzebnie daliśmy Legii za dużo miejsca. Nie byliśmy cierpliwi w szukaniu […]
17.10.2021
Ekstraklasa
17.10.2021

Liga na szczycie będzie ciekawsza, ale już chyba bez Legii

Tym meczem Legia Warszawa miała udowodnić, że nic jej jeszcze w Ekstraklasie nie uciekło, że w niej również potrafi wykrzesać z siebie coś ekstra. Podejmując Lecha Poznań nie była obciążona zmęczeniem po bojach w Lidze Europy, mogła się w pełni skoncentrować wyłącznie na krajowym podwórku. I co? I nic, mistrz Polski doznał szóstej porażki w […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Krychowiak z golem w lidze rosyjskiej

Grzegorz Krychowiak strzelił gola w meczu 11. kolejki rosyjskiej ekstraklasy z Ufą. Reprezentant Polski, grający z opaską kapitana na ręce, wykorzystał rzut karny w 85. minucie meczu Krasnodaru z Ufą. Było to trafienie wyrównujące na 1:1. Krasnodar zajmuje szóste miejsce w lidze rosyjskiej. W tej chwili ma na koncie dwa gole i dwie asysty w […]
17.10.2021
Tenis
17.10.2021

Ons Jabeur tworzy historię. Patrzy na nią cały arabski świat

Już jutro Ons Jabeur stanie się pierwszą osobą z krajów arabskich – bez względu na płeć – która zadebiutuje w najlepszej „10” tenisowego rankingu w singlu. Dla Tunezyjki droga do tego osiągnięcia była naprawdę długa. Zwłaszcza, że pochodzi z kraju, w którym zawodowy tenis wcześniej niemal nie istniał. Dziś już istnieje, w dużej mierze za […]
17.10.2021
Weszło
17.10.2021

LIGA MINUS: CZY LEGIA SPADNIE Z LIGI CZ. II

Liga Minus świeżutko po hicie Ekstraklasy? Bardzo proszę. W galowym składzie – Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Paweł Paczul i Jakub Białek – zapraszamy o godz. 20. 
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Lech prowadzi z Legią po golu Ishaka (wideo)

Nie można, nie można tak nonszalancko podchodzić do krycia Mikaela Ishaka we własnym polu karnym. Tym bardziej, jeśli do dośrodkowania ze stojącej piłki przymierza się Pedro Rebocho. A jednak, piłkarze Legii popełnili ten błąd i stracili bramkę.  Lech prowadzi w hicie Ekstraklasy. To był świetnie wykonany rzut wolny przez piłkarzy Macieja Skorży. Pedro Rebocho zawiesił, […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Dramatyczna sytuacja podczas meczu Newcastle-Tottenham

To jeden z tych momentów, kiedy piłka nożna schodzi na drugi plan. Mecz Newcastle z Tottenhamem musiał zostać przerwany, ponieważ pomocy medycznej potrzebował jeden z kibiców na jednej z trybun St. James' Park. Odtwarzamy całą sytuację za Guardianem.  41. minuta. Tottenham prowadzi 2:1 z Newcastle. Coś się dzieje. Sergio Reguilon zaczyna wskazywać na zebrany na […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Nieuznany piękny gol Jędrzejczyka

Ależ to byłby początek hitowego meczu tej kolejki Ekstraklasy między Lechem i Legią. Artur Jędrzejczyk załadował bardzo ładnego gola z woleja i już cieszył się z wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie, ale wtedy szybko zagwizdał sędzia Tomasz Musiał, który dopatrzył się zagrania ręką stopera mistrza Polski.  Jak wyglądała ta sytuacja? Josue mocno dośrodkował z rzutu […]
17.10.2021
Weszło
17.10.2021

Obrazek dnia? Młodzieżowcy dający trzy punkty Cracovii

To była całkiem przyjemna przystawka przed daniem głównym, jakim jest mecz Lecha z Legią. Cracovia potrafiła zagrać fajnie w piłkę, aczkolwiek poprzeczka nie była dzisiaj zawieszona zbyt wysoko. Warta może i potrafiła kilka razy zmusić do wysiłku Hrosso, ale czy zasłużyła choćby na wywiezienie punktu? Skąd, nic z tych rzeczy. Najpierw „Pasy” kontrolowały mecz, a […]
17.10.2021
Bundesliga
17.10.2021

Bawarski walec rozjechał Bayer

Mecz na szczycie Bundesligi? Tak, właśnie w ten sposób należało zapowiadać starcie Bayeru Leverkusen z Bayernem Monachium. Problem w tym, że na murawie przyszło nam oglądać raczej potyczkę gołej dupy z batem niż konfrontację równorzędnych przeciwników z czuba ligowej tabeli. Koniec końców Bawarczycy wyjątkowo dotkliwie poobijali swoich przeciwników, a Robert Lewandowski dołożył dwa kolejne trafienia […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Bayern ze średnią 4,33 gola na mecz za czasów Nagelsmanna

Bayern potrafi być istnym walcem. Kiedy się rozpędza, kiedy przyspiesza, kiedy wchodzi w swój rytm, lepiej nie podchodzić, lepiej nie prowokować. Dobitnie pokazuje to początek kadencji Juliana Nagelsmanna i fakt, że gigant z Bawarii potrzebował zaledwie dwunastu spotkań pod wodzą nowego szkoleniowca, żeby przekroczyć barierę pięćdziesięciu strzelonych bramek. Coś niesamowitego.  Jak rozstrzeliwał się Bayern? 1:1 […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Pierwsze gole Polaków dla Cracovii w tym sezonie

Cracovia wygrała z Wartą. Czy to nas dziwi? No niespecjalnie, bo sześć poprzednich ligowych spotkań Pasy nie przegrały, więc jest ciągłość, jest trwałość dobrej serii. Dziwi i szokuje, oczywiście pozytywnie, nas coś zupełnie innego. Ano to, że gole dla ekipy Michała Probierza strzelali Polacy. Pierwszy raz w tym sezonie.  Rzut oka na dotychczasowe mecze Cracovii […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Atalanta obserwuje Kamińskiego

Jakub Kamiński doskonale wszedł w nowy sezon Ekstraklasy. W dotychczasowych dziesięciu ligowych występach zgromadził ładny bilans: cztery gole, trzy asysty, jedno kluczowe podanie. Na razie skupia się na prowadzeniu Lecha w stronę mistrzostwa na stulecie klubu, ale gdzieś na horyzoncie jawi mu się perspektywa zagranicznego transferu. Na hitowym meczu z Legią obserwować go będą m.in […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Runjaić: – Musimy zmierzyć się z porażką

Pogoń Szczecin przegrała 0:1 z Wisłą Płock. Na pomeczowej konferencji prasowej przegrane spotkanie ocenił Kosta Runajić.  – Mecz można ocenić krótko. W pierwszej połowie kontrolowaliśmy mecz, ale tak naprawdę nie mieliśmy nad nim kontroli. Wisła Płock ustawiła się nisko, my za mało się poruszaliśmy bez piłki, za mało kreowaliśmy sytuacji ofensywnych. Dlatego pierwsza połowa zakończyła […]
17.10.2021
Suche Info
17.10.2021

Wróciła maszyna. Lewandowski daje prowadzenie Bayernowi Monachium

Błyskawicznie wziął się do roboty Bayern Monachium. Bawarczycy mierzą się dziś z Bayerem Leverkusen, wcale nie są murowanymi faworytami, ale po takim początku sytuacja zmieniła się na ich korzyść.  Już w czwartej minucie do siatki trafił Robert Lewandowski. Polak miał za sobą gorsze tygodnie, słabo wypadł na zgrupowaniu reprezentacji Polski, ale wygląda na to, że […]
17.10.2021