post Avatar

Opublikowane 17.05.2018 21:12 przez

Kamil Gapinski

Na boisku o wymiarach 40 na 20 metrów znajduje się dziesięciu mężczyzn. Ośmiu z nich ma na oczach czarne gogle, kilku założyło również na głowy ochraniacze, przypominające te, które znamy z rugby. Panowie biegają w różnych kierunkach, każdy z nich powtarza co i raz słowo „voy”. Ich ruchy uważnie śledzi dojrzała para z Nowej Huty. To ludzie koło pięćdziesiątki, rzut oka na zmęczone twarze i już wiadomo – są miłośnikami wszelakich procentowych trunków. Bez wątpienia przeżyli w życiu niejedno, ale czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Zdumiona konkubina próbuje ogarnąć, co dzieje się na murawie, po chwili dochodzi do konkluzji: – Józek, tutaj to chyba robią jakiś film?!

Pani starsza nie ma racji – w Krakowie nie kręcą nowego epizodu „Gwiezdnych Wojen” ani innego obrazu fantasy. Ci goście nie są aktorami, tylko piłkarzami. NIEWIDOMYMI piłkarzami.

– Lubię słuchać twoich meczów na antenie Weszło FM. Przyjedź w maju, skomentujesz nasz turniej, na pewno fajnie to wypadnie – kapitan reprezentacji Polski blind futbolu Marcin Ryszka złożył mi tę propozycję w marcu. Nie od razu odpowiedziałem na nią twierdząco. Wahałem się, bo nie byłem pewien, czy podołam wyzwaniu. Zupełnie nie znałem zasad uprawianej przez niego dyscypliny, nie oglądałem też w życiu ani jednego spotkania, w którym brali udział niewidomi.

„Rycha” potrafi być jednak upierdliwy bardziej niż sprzedawca na straganie w Turcji czy innym Maroku, dlatego też w końcu powiedziałem tak. Po trzech dniach pobytu w Nowej Hucie mogę stwierdzić, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem w ostatnich miesiącach. Polacy wygrali bowiem na moich oczach (jakkolwiek dziwnie to w tej sytuacji nie brzmi) pierwszy międzynarodowy turniej w swojej historii. Ich finałowe starcie z Irlandią – słowo daje – wzbudziło we mnie emocje podobne do tych, jakie przeżywałem w trakcie rzutów karnych podczas meczu Polska – Portugalia na Euro 2016. Gdy nasi dowieźli 1:0, czułem się jak jeden z tych szalonych brazylijskich komentatorów, którzy po sukcesie swojej drużyny wyrzucają z siebie z prędkością karabinu maszynowego kolejne słowa, czasem zupełnie bezsensowne, ale przecież można im to wybaczyć, bo są w afekcie, prawda?

Pewnie nie przeżywałbym tego spotkania tak bardzo, gdybym w ciągu kilkudziesięciu poprzednich godzin nie zbratał się z tym zespołem tak mocno. Jadłem z chłopakami śniadania, obiady i kolacje, siedziałem z nimi w pokojach, rozmawiałem o tym, jak wygląda życie niewidomych ludzi, o planach sportowych i zawodowych.

Dowiedziałem się, że grający twardo i skutecznie w obronie Adrian Słoninka chciał zostać wioślarzem, ale w jego osadzie zabrakło odpowiedniej liczby niewidomych sportowców na wysokim poziomie. Wobec tego przerzucił się na piłkę, co było świetnym pomysłem, bo uwierzcie mi – gość zamiata rywali jak Michał Pazdan za najlepszych kadrowych lat. Skoro padło to nazwisko, muszę wspomnieć blindowego Kamila Glika, czyli Mateusza Krzyszkowskiego. To kozak jakich mało – w trakcie imprezy doznał kontuzji, która właściwie uniemożliwiała mu chodzenie. No więc poza meczami ograniczył poruszanie się do minimum, ale nie myślcie, że taka pierdoła jak mocno zbita stopa uniemożliwiła mu grę. Nic z tych rzeczy, „Mojżesz” nie zszedł z murawy nawet wtedy, gdy jeden z rywali perfidnie mu na nią nadepnął (szczegóły później).

DSC_1143

Mateusz Krzyszkowski zatrzymał kolejny atak rywali. W tle z opaską kapitańską Marcin Ryszka.

Idźmy dalej: czołowym napastnikiem naszej kadry jest Martin Jung. Jeśli chcecie, możecie skorzystać z jego usług – chłopak skończył szkołę muzyczną drugiego stopnia i za odpowiednią stawkę z przyjemnością zagra na trąbce na waszym weselu lub, czego nie życzę, pogrzebie. To drugi najlepszy strzelec kadry na krakowskim turnieju. Numerem jeden był Robert Mkrtchyan. Polak z ormiańskimi korzeniami, którego w trakcie imprezy nazywaliśmy po prostu „Mchitarianem” i bynajmniej nie była to ksywka na wyrost. Wrocławianin dysponuje naprawdę konkretnym pierdolnięciem z dystansu, znakomicie panuje też nad piłką, co w świecie blind futbolu nie jest znowu czymś tak oczywistym. Pomaga mu w tym fakt, że na co dzień widzi doskonale na jedno oko, więc posiada pewną przewagę nad zawodnikami mającymi problemy ze wzrokiem „od zawsze” (w trakcie meczu podobnie jak oni ma gogle i nie widzi absolutnie nic).

– Prowadzenie futbolówki przychodzi mu nieco łatwiej niż nam, bo może to sobie przećwiczyć „normalnie”, patrząc na nią – wyjaśnia Marcin Ryszka.

„Jestem kozakiem w tej dyscyplinie” – napisał o sobie na fejsbuku Robert. Śmiałe słowa? Bezczelne? Pewnie tak, ale też prawdziwe – Mkrtchyan to naprawdę jest gość. Robertowi nie wyszedł w Nowej Hucie właściwie tylko jeden mecz – finał. W pozostałych spotkaniach ciągnął naszą drużynę w ataku, ale w tym najważniejszym starciu, z Irlandią, zagrał poniżej możliwości, co zezłościło selekcjonera Lubomira Praska.

– Co ty kurwa grasz?! – między innymi takie słowa padały z ust trenera, który nawiasem mówiąc ma też… klasę mistrzowską w tańcu towarzyskim.

DSC_1136

Robert Mkrtchyan w ataku na irlandzką bramkę.

Kiedy przyjeżdżałem na turniej blinda wyobrażałem sobie, że ci biedni goście będą biegać po boisku z gracją baletnic, a kontaktu w ich sporcie jest mniej więcej tyle, co w siatkówce. Cóż, już po pierwszym meczu zweryfikowałem swoją opinię – zrozumiałem, że piłka nożna niewidomych to połączenie hokeja (ostra walka przy bandach), rugby (jedni wpierdzielają się w drugich bez pardonu, często niespecjalnie, ale jednak) i piłki ręcznej (nieustanne przepychanki rękami). Skutkiem tej walki najlepszy napastnik Irlandczyków, niejaki Corney, wjechał w meczu otwarcia z Polską w słupek. Efekt? Rozpołowiona warga i wizyta na SOR-ze, na który pojechał z nim Krzyszkowski. Co ciekawe, mimo tego, że Polak pomagał mu jak mógł, w kolejnym spotkaniu tych drużyn, czyli w finale, wyspiarz… podeptał Mateusza. Jeszcze lepszą akcję „Mojżesz” zaliczył w spotkaniu z Białorusią. Broniąc dostępu do własnego pola karnego stracił równowagę i upadł, co nieźle go zdenerwowało.

– Kurwa!

– Sam jesteś kurwa! – odkrzyknął mu wściekły rywal ze wschodu, przekonany, że te słowa skierowane są do niego.

Mógł się pomylić, w końcu nie widział tej sytuacji, prawda?

O ile pamiętam tym gościem był Jurij Ardynov, lider Białorusi, gość wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju. Facet zasłużyłby na jeszcze jeden tytuł – największego chama imprezy, tę „nagrodę” rezerwuję jednak dla Szwajcarów.

Ci goście dopiero uczą się blinda, skutkiem czego obrywali od wszystkich solidnie po tyłkach. Z Polską przegrali 0:8, mniej więcej po trzecim golu krytykowali każdą decyzję sędziego i marudzili w nieskończoność. W tym spotkaniu skończyło się jednak na słowach, inaczej niż w meczu z Austrią (2:8), w trakcie którego Helweci… wyskoczyli do rywali z łapami, przez co zarobili bodaj dwie czerwone kartki. Zabawne, że najagresywniejszy w ich obozie był bramkarz wyglądający jak kopia Marcina Wasilewskiego.

Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy, gdy stał po drugiej stronie boiska i obserwował jeden z meczów, byłem przekonany, że to „Wasyl” wpadł na znajome nowohuckie obiekty, by popatrzeć na Polaków (swoją drogą fajnie, że chyba pierwszy raz od czasów Hutnika i sezonu 1996/97, w którym krakowska drużyna podejmowała AS Monaco, w okolicy zapachniało międzynarodową piłką.). Byłem w błędzie, ale nie oznacza to, że przy turnieju zabrakło kogoś związanego z ligą. Między słupkami bramki Polaków stał bowiem Krzysiek Apolinarski, który w latach 90. cztery razy wystąpił w ekstraklasie, w barwach Warty Poznań. Chłopak był też w Lechu Poznań, gdzie przegrywał rywalizację o skład m.in. z Kazimierzem Sidorczukiem.

„Apolinary” żyje teraz ze szkolenia bramkarek i z… prowadzenia imprez okolicznościowych, takich jak chrzty i komunie. W biało-czerwonej bramce zmienia się z Krzyśkiem Bednarkiewiczem, naprawdę niezłym agentem. Facet mieszka na co dzień w Wiedniu, ale z reprezentacją Polski w blindzie jest związany tak mocno, że potrafi przyjechać z Austrii na dwa mecze i od razu po nich zawijać do domu. Jego poświęcenie było zresztą widać w trakcie turnieju – darł się na obrońców tak mocno, że stracił głos. W związku z tym jego występ w finale stanął pod znakiem zapytania. Sytuacja była o tyle niewesoła, że Apolinarski musiał przed nim wrócić do rodzinnego Poznania, do którego wzywały go obowiązki zawodowe. Niedyspozycja Bednarkiewicza byłaby więc dla naszego zespołu sporym problemem. Na szczęście Krzychu dał radę wystąpić. Uratowało go… Tantum Verde, które trzymał w siatce swojej bramki zamiast klasycznego dla golkipera w tym miejscu bidonu.

DSC_1211

Mikołaj Nowacki dziękuje Krzyśkowi Bednarkiewiczowi za kolejny udany występ.

Tutaj warto poświęcić kilka słów zasadom blinda. Bramkarze widzą i mogą poruszać się i chwytać piłkę (która ma w środku grzechotkę – to ułatwia zawodnikom prowadzenie jej) metr w bok i dwa metry naprzód od bramki. Jeśli wyjdą poza te pole, rywale mają rzut karny. Zadaniem golkiperów jest nie tylko granie, ale i ustawianie zawodników w obronie. W środku boiska wskazówki przekazują im trenerzy, a pod bramką rywali tak zwani nawigatorzy. W naszym zespole tę ważną funkcję pełni Mikołaj Nowacki, który grał w juniorach Lecha Poznań. „Miki” znakomicie czuje grę, potrafi krótkimi komendami poinformować napastników, jak mają się zachować.

– Rola nawigatora jest niezwykle istotna. Nie oszukujmy się, wygrana w turnieju w Krakowie to także w dużej mierze jego zasługa – uważa Marcin Ryszka, zdobywca złotej bramki w finale. Dziennikarz Weszło FM (polecamy jego audycję „W ciemno”, w każdą niedzielę o 9 rano) błysnął zresztą nie tylko w tym meczu. W spotkaniu ze Szwajcarią zdobył bramkę tuż po tym, jak wcześniej zrobił… ruletę. Nieźle, ale „Rychę” przebił Jung, który w jednym z meczów załadował gola w okienko z mniej więcej 15 metrów. Wyobraźcie sobie jak mocny i precyzyjny musiał być to strzał, skoro bramkarz nie zdołał odpowiednio zareagować!

Biało-czerwoni pokonali w grupie Irlandię (1:0) i Szwajcarię (8:0), w półfinale okazali się lepsi od Białorusi (4:1), a w decydującym spotkaniu znowu ograli Wyspiarzy (1:0), pośród których nie brakowało oryginałów. Wspomniany Corney to także kolarz torowy, walczący o paraolimpijską kwalifikację do Tokio.

– To jeszcze nic. W ich zespole gra też mistrz Europy w golfa niewidomych. Zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić, jak on trafia w tę piłeczkę. Przecież jest ślepy! – śmieje się Ryszka.

DYSTANS to słowo-klucz opisujące naszych zawodników. Choć wielu z nich nie miało w życiu łatwo, choć niektórzy wyjeżdżali z rodzinnych domów mając 7 lat (w ich miastach nie było odpowiednich szkół dla ludzi pozbawionych wzroku), poczucie humoru prawie ich nie opuszcza. Kiedy Marcin komentował ze mną jedno ze spotkań, stwierdził, że w sumie to dobrze, że go nie widzi, bo z boiska wieje nudą. Innym razem do ciekawej sytuacji doszło w hotelu. Ryszka:

– Idę sobie korytarzem i słyszę, że nadchodzi ktoś z naprzeciwka. Uznałem, że pewnie mnie minie, no ale niestety po chwili zderzyliśmy się. Gość trochę się ode mnie odbił, bo jednak jestem potężnym facetem. Myślę sobie: ślepy, czy jak? Po chwili coś mnie natchnęło i stwierdziłem, że to możliwe, bo przecież jedną czwartą hotelu zajmują drużyny. Mówię więc do gościa tak samo jak na boisku „voy”, on mi na to „voy” (okrzyk, który trzeba powtarzać rywalom na murawie, żeby wiedzieli, że przeciwnik nadbiega – przyp. red.) i już wiedziałem, że zderzyło się dwóch niewidomych (śmiech).

Polskim zawodnikom nie jest za to do śmiechu wtedy, gdy myślą o przyszłości blinda w naszym kraju. Ta zależna jest od pozyskania środków finansowych na wyjazdy na kolejne turnieje. W 2017 podopieczni Lubomira Praska chcieli wystartować w ME drugiej dywizji, ale nie dali rady zgromadzić środków finansowych, by polecieć do Rumunii.

– Mam nadzieję, że po udanym występie w Krakowie sponsorzy się nami zainteresują. Jesteśmy rozwojowym zespołem, w który warto inwestować – opowiada Ryszka.

Na razie władze małopolskiego miasta opłaciły im wspomniane wcześniej profesjonalne bandy, kosztujące 30 tys. euro, które niezwykle przydadzą się podczas treningów. Teraz przydałby się dobrodziej, który dorzuci kasę na podróże. Oby ktoś taki się znalazł – ta drużyna naprawdę nie zasługuje na to, żeby zostać zepchnięta do otchłani ciemności, miejsce tych niezwykłych chłopaków zdecydowanie jest w świetle reflektorów.

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Justyna Wydra

PS. Polecam też tekst Kuby Białka o blind futbolu

Opublikowane 17.05.2018 21:12 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Blogi i felietony
22.10.2020

Valmiera? Benfica? Bez różnicy. Lech ma jaja

Lech przegrał z Benficą. No i co z tego? Czy ktoś powinien mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Nie, bo pokazał, że ma jaja i nie boi się grania tego, co chce. Przed meczem mówiłem sobie, że wynik mnie nie interesuje. Szanse na to, by Lech pokonał Benficę – faworyta nie tylko naszej grupy, ale i […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Sporo pozytywów oraz duet stoperów i Kaczarawa. Noty Lecha za Benfikę

Mimo że Lech Poznań przegrał z Benfiką, nie mamy pretensji do jego zawodników. Podjęli walkę, zagrali w swoim stylu, nie było wątpliwości, że obie drużyny uprawiają tę samą dyscyplinę sportu. Większość ocen jest więc co najmniej przyzwoita, choć są wyjątki. Skala not tradycyjnie 1-10, wyjściowa 5.  Filip Bednarek (5) Dwie dobre interwencje w końcówce, szczególnie […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Gol sezonu Rangersów. Szkoci zaczynają od zwycięstwa w lechowej grupie

Mogliśmy się zastanawiać nad tym, który z pozostałych zespołów w grupie Lecha Poznań w Lidze Europy jest silniejszy. Rangersi czy jednak Standard Liege? Bo co do tego, że Benfica przerasta resztę stawki, nie było wątpliwości. No i na „dzień dobry” Szkoci ograli Belgów 2:0. Natomiast pewnie nie wynik, a gola z 92. minuty zapamiętamy na […]
22.10.2020
Blogi i felietony
22.10.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Gdy Lech strzelał pierwszą bramkę, na powtórce każdy Polak mógł wyczytać z ust Puchacza soczyste „MOŻNA KURWA”. Gdy Crnomarković naciśnięty pressingiem oddał piłkę za darmo w aut, zebrał opieprz za minimalizm. Za brak podjęcia nie walki jako takiej, a walki o grę w piłkę. Jakub Kamiński przy drugim golu w zasadzie był kryty przez dwóch […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Zawiodło to, czego się obawialiśmy. Gra w obronie

Wiadomo, że podobał się nam ten mecz w wykonaniu Lecha. Zobaczyliśmy to, co w gruncie rzeczy chcieliśmy, czyli drużynę walczącą jak równy z równym z bardzo mocną Benfiką. Co więcej, zobaczyliśmy Kolejorza, który się nie bał, nie pałował wszystkich piłek, pokazał wiele więcej niż tylko mityczne już cechy wolicjonalne. Zresztą po raz kolejny. Oczywiście na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Lech Poznań? Tak przecież nie grają polskie drużyny! Porażka, ale bez wstydu

Lech Poznań przegrał mecz. To fakt. Ale przypuszczamy, że gdybyśmy zrobili dziś wieczorem spacer po Poznaniu i gdybyśmy pytali poznańskich kibiców „czy jesteś dumny z Kolejorza”, to dostalibyśmy same odpowiedzi twierdzące. Poznaniacy przegrali. Ale postawili Benficę trudne warunki, długimi minutami byli stroną przeważającą, dwukrotnie odrabiali straty. Z taką grą lechici nie mają się czego bać […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

HEJT PARK PO MECZU LECHA | TRAŁKA, WAWRZYNIAK, STANOWSKI

Wow, Lech zrobił nam dziś wieczór. Ale na 90 minutach show w Poznaniu emocje się nie kończą. O godz. 21 startujemy z „Hejt Parkiem w Dobrym Składzie” w Weszło.FM oraz w Kanale Sportowym! Prowadzenie: Krzysztof Stanowski. Goście: Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak. Temat? Chyba oczywisty. Czekamy na wasze telefony: 22 219 94 42! Sponsorem programu […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

„Nie wyobrażam sobie, żeby Lublin nie miał Ekstraklasy do 2025 roku”

Iście mocarne plany ma Motor Lublin. Nie dość, że w czerwcu właścicielem klubu z Lubelszczyzny został miliarder Zbigniew Jakubas, to teraz ogłoszone zostało, że jednym z jego doradców będzie Bogusław Leśnodorski. Postać absolutnie nieprzypadkowa i mająca know-how, jak w polskiej piłce zrobić sukces, w który wszyscy w Lublinie celują. – Nie wyobrażam sobie, żeby Motoru […]
22.10.2020
Live
22.10.2020

LIVE: Panowie… To wasz czas!

Oj, wyczekał się Lech Poznań na ten wieczór. Lata niepowodzeń, lata rozczarowań, ale jak wreszcie zaskoczyło.. Ofensywna, atrakcyjna, widowiskowa gra. Mnóstwo wychowanków w składzie, większość z nich jasno deklarujących, że gra dla Kolejorza to dla nich coś więcej niż praca. Parę autentycznych gwiazd ligi, bo tak trzeba określić Tibę czy Ishaka. Efekt? Dziś ich wieczór. […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Real w pułapce – jak wiele zaufania może otrzymać legenda?

Futbol nie jest, nie był i nigdy nie będzie bajkowym światem. Nigdy nie ma tutaj kropki na końcu zdania „i żyli długo i szczęśliwie”. Każdy dobry moment to tak naprawdę wyczekiwanie, aż wszystko się rozsypie. Długo rzeczywistość oszukiwał Zinedine Zidane. Trzy razy feta po zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Opuszczenie statku jeszcze przed kryzysem, właściwie na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Trudne zadanie przed Lechem. Polskie kluby nie potrafią łączyć ligi i pucharów

Występy polskich klubów w europejskich pucharach są zbawieniem i męką. Zbawieniem – bo kibice wreszcie mają okazję się uradować, bo UEFA wysyła pieniądze, a i jakoś tak zawsze można ponapinać się przed resztą Ekstraklasy. Ale wejście do fazy grupowej Ligi Europy (czy rzadziej – Ligi Mistrzów) wiąże się też po prostu z grą. Częstą, intensywną […]
22.10.2020
Inne sporty
22.10.2020

Gamrot: Kiedy usłyszałem werdykt, poczułem się, jakbym dostał bejsbolem

Od debiutu Mateusza Gamrota w UFC minęło już parę dni, ale emocje wciąż wiszą w powietrzu. Polski zawodnik MMA wspominał swoją walkę z Guramem Kutateladze w programie Oktagon Live na Kanale Sportowym, którego był gościem wraz z Marcinem Tyburą. Spisaliśmy dla was najciekawsze wątki z jego rozmowy z Maciejem Turskim. Różnice między KSW a UFC: […]
22.10.2020
Uncategorized
22.10.2020

Superliga powraca, odcinek 2841. Co wielkie kluby wykombinowały tym razem?

Są pewne rzeczy, wydarzenia, czynności, które wydają się nam ciągnąć w nieskończoność. Nawet, gdy myślimy, że już nadszedł ich kres, powracają i próbują skupić swoją uwagę. Wczoraj znowu można było pomyśleć: “jest, wylazł”, bo Liverpool i Manchester United przypomniały, że oni to by w sumie chcieli tę Superligę. Znowu. Nie jest to pomysł nowy, wszak […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Może Świderski, może Klimala, a może Bale? Kto błyśnie w Lidze Europy?

W tym roku na Ligę Europy patrzymy z większym zaciekawieniem, niż miało to miejsce przez ostatnie kilka lat, kiedy siłą rzeczy traktowaliśmy ją nieco po macoszemu. Lech świetnie zagrał w eliminacjach, awansował do fazy grupowej, więc naturalnie czwartkowe wieczory na europejskich boiskach, przynajmniej te jesienne, będą nieco gorętsze. Tylko, czy sprawiedliwym jest sprowadzania tych rozgrywek […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Finansowy raport za 2019 rok. Lech z najwyższymi spadkami, Wisła Płock oszalała

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport finansowy dotyczący Ekstraklasy. Jak zwykle dostaliśmy sporo ciekawych danych podanych w przystępnej formie. Jednak mamy gdzieś z tyłu głowy to, że ta analiza dotyczy 2019 roku. Czyli roku, w którym nie było pandemii, nie było zawieszenia rozgrywek, pustych stadionów, pobicia rekordu transferowego Ekstraklasy, fazy grupowej Lecha Poznań… Niemniej kilka […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Jak katowiccy bombardierzy nastraszyli Benficę

Gdy w 1993 roku GKS Katowice pojawił się w Lizbonie na meczu Pucharu Zdobywców Pucharów, otrzymał od portugalskiej prasy przydomek „bombardeiros”. Aż tak nas doceniali? Zachwycała ich gra głową Mariana Janoszki, a także nieustępliwość Kazka Węgrzyna? Otóż nie: dziennikarze określili polskich przybyszów bombardierami, ponieważ katowiczanie przylecieli rozklekotanym, postsowieckim IŁ-em. Lata dziewięćdziesiąte? Kasety VHS, trzepak, Super […]
22.10.2020
Weszło Extra
22.10.2020

„Wygralibyśmy z Lechem 99 meczów na 100”. Pucharowe boje Kolejorza w sezonie 2010/11

Dwanaście spotkań zdążył rozegrać Lech Poznań w sezonie 2010/11 przed meczem otwarcia fazy grupowej Ligi Europy, w którym „Kolejorz” miał się zmierzyć z Juventusem. Ówcześni mistrzowie Polski tylko w jednym z tych dwunastu starć zdobyli więcej niż dwa gole. W siedmiu w ogóle nie znaleźli drogi do siatki rywali. Powodów do optymizmu przed występem podopiecznych […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Niedawno juniorzy Benfiki, dziś III liga. „Za dużo imprez, odbiła mi sodówka”

Przemysław Macierzyński mając 16 lat i 116 dni zadebiutował w Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk. Stał się pierwszym chłopakiem z rocznika 1999, który zagrał w polskiej elicie. Ciągu dalszego jednak nie było, a jego kariery wcale nie przyspieszyło pójście do juniorów Benfiki Lizbona. Dziś wciąż dość młody napastnik (21 lat) próbuje się odbić w III […]
22.10.2020