Reklama

„Wychodzi na to, że Klafurić nie miał nic do gadania przy Jozaku”

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

09 maja 2018, 11:43 • 6 min czytania 28 komentarzy

Wyścig ślimaków o mistrzostwo Polski wkracza w decydującą fazę. Jeżeli Legia w środę pokona u siebie Wisłę Płock, a Lech nie zdoła pokonać Jagiellonii, „Wojskowi” będą już o krok od tytułu. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić, zwłaszcza że prowadzeni przez Jerzego Brzęczka goście nadal walczą o eliminacje Ligi Europy.

„Wychodzi na to, że Klafurić nie miał nic do gadania przy Jozaku”

Legia w ostatniej kolejce wywiozła cenny remis ze stadionu Jagiellonii, ale nadal nie możemy się otrząsnąć, że w starciu dwóch czołowych drużyn Ekstraklasy zostaliśmy zmuszeni do oglądania aż takiej padliny. – Widać, że w Białymstoku przede wszystkim nikt nie chciał przegrać, zwłaszcza Legia. Goście wiedzieli już, jak zagrał Lech, że tylko zremisował i taki wynik pozwoli zachować przewagę nad rywalami. Mimo wszystko jestem zaskoczony, że Legii włączył się taki minimalizm. Od początku dało się zauważyć, że remis jej pasuje. Może gdyby Lech wygrał w Płocku, Legia zagrałaby ofensywniej z Jagiellonią? Gospodarze chcieli trochę bardziej, ale w zasadzie nic się nie działo, mecz bez historii. Dopiero w doliczonym czasie mieliśmy naprawdę groźny strzał Kwietnia zza pola karnego – mówi nam Sylwester Czereszewski, były napastnik Legii i Lecha.

Najwyraźniej w Legii uznano, że najważniejsze jest uniknięcie dwunastej porażki w sezonie – śmieje się „Czereś”, dodając: – I tak Deana Klafuricia na razie można chwalić, bo podniósł zespół. Za Romeo Jozaka w ogóle nie było wiadomo, o co chodzi. Pod wodzą jego następcy to dopiero pierwszy mecz bez zwycięstwa. Wydaje się, że na ten moment Legia ma sytuację pod kontrolą.

MIMO JESIENNEJ WPADKI LEGIA ZDECYDOWANYM FAWORYTEM Z WISŁĄ PŁOCK. TOTOLOTEK.PL ZA JEJ WYGRANĄ PŁACI PO KURSIE 1,65

Mistrz Polski z 2002 roku i król strzelców z sezonu 1997/98 nie kryje uznania dla tego, jak stołeczna drużyna prezentuje się pod wodzą Klafuricia. – Wszyscy mówili o kryzysie Legii, a okazało się, że asystent Jozaka przejął stery i mając lepsze podejście do piłkarzy momentalnie wiele rzeczy poprawił. Drużyna już zupełnie inaczej porusza się po boisku. Przecież z Wisłą w Krakowie Legia wygrała dzięki takiej samej grze, jaką Wisła zaprezentowała kilka tygodni wcześniej zwyciężając przy Łazienkowskiej. Niebo a ziemia. Wychodzi na to, że nie chodziło o słabą formę zawodników czy coś takiego, wszystko siedziało w ich głowach. Z dnia na dzień zaczęli inaczej biegać, inaczej podchodzić do przeciwnika, pojawił się wysoki pressing, każdy walczył. Wcześniej trudno było stwierdzić, o co chodzi w grze Legii, czy to ma być atak pozycyjny, czy przede wszystkim kontry. A może Niezgoda coś strzeli, a może Kucharczyk. Takie łapu-capu. Teraz gra jest znacznie bardziej poukładana, duża różnica – uważa Czereszewski.

Reklama

Jego zdaniem były selekcjoner chorwackiej reprezentacji kobiet od razu wyciągnął wnioski z błędów swojego poprzednika. – Klafuriciowi wystarczyło chyba to, że przestał szukać kwadratowych jaj. Jozak nawet po wygranych meczach podejmował dziwne decyzje kadrowe, sadzał kogoś na ławce mimo dobrego występu i to raczej nie pomagało. Z czegoś 11 porażek w sezonie się wzięło, a przecież mamy jeszcze trzy kolejki. Nadal trudno mi uwierzyć, że z takim dorobkiem można zdobyć mistrzostwo.

23-krotny reprezentant Polski niedawno na antenie WeszłoFM zwrócił uwagę na aspekt, który wcześniej mało kto dostrzegał, a przynajmniej o nim nie mówił. – Podtrzymuję tezę, że Klafurić najwidoczniej nie miał nic do gadania przy Jozaku. Trudno inaczej wytłumaczyć to, że stery przejmuje asystent odchodzącego trenera i nagle wszystko działa. Widocznie wcześniej był jedynie marionetką, nie korzystano z jego wiedzy i uwag, które na pewno miał. Asystent czasami widzi więcej, stoi bardziej z boku i łatwiej mu dostrzec pewne rzeczy. Nie byłem za tym, żeby Klafurić zostawał. Sądziłem, że skoro mamy siedem kolejek do końca, potrzeba kogoś konkretnego, żeby dał natychmiastowy efekt. Okazało się, że jest w stanie to dać człowiek, który już od miesięcy był w klubie – przyznaje Czereszewski.

Mimo tylu błędów w ostatnich miesiącach, „Wojskowi” i tak są pierwsi w tabeli, mają wszystko w swoich rękach i nogach. Źle to świadczy o ich konkurencji, która nie korzysta z problemów obrońców tytułu.

Jest za co krytykować Legię w przekroju całego sezonu, ale znów okazuje się, że i tak nikt nie potrafi jej przegonić. Jagiellonia ostatnio puchnie, Lech kolejny raz w najważniejszych momentach chyba nie wytrzymuje presji. To dziwne, „Kolejorz” kadrowo wygląda mocno. Ma najlepszą obronę, ciekawych pomocników i czołowego strzelca ligi w osobie Christiana Gytkjaera. Teoretycznie niczego nie brakuje, więc pewnie chodzi o mentalność – analizuje Czereszewski.

Cieszy się on, że ligowe emocje nie kończą się na tej trójce i inni też mają o co grać. – Dobrze, że Legia zdobyła Puchar Polski, bo zespoły spoza podium mogą walczyć o europejskie puchary. Wolę, żeby grało w nich czwarte miejsce niż drużyna z grupy spadkowej. To się chyba rozstrzygnie między Górnikiem Zabrze i Wisłą Płock. Jedni i drudzy napisali fajną historię. To byli raczej kandydaci do spadku, a są rewelacjami sezonu. W Płocku łączą młodość z doświadczeniem, są nieźli obcokrajowcy. Górnik to w zasadzie sama młodość i fantazja, ofensywne granie, ale z głową. Trochę inne ścieżki, obie skuteczne – przyznaje „Czereś”.

WISŁA PŁOCK ZNÓW UCISZY ŁAZIENKOWSKĄ? TOTOLOTEK JEJ WYGRANĄ WYCENIA NA 5,50

Reklama

W Płocku ligowym obserwatorom objawił się wypożyczony z Legii Konrad Michalak. Młody skrzydłowy jesienią kilka razy pokazał się z bardzo dobrej strony, a wiosnę zaczął od udanych meczów z Górnikiem i Zagłębiem Lubin. Później jednak spuścił z tonu i coraz częściej zaczyna mecze na ławce. Mimo to niektórzy nadal widzą go w szerokim gronie kandydatów na mundial w Rosji.

Spokojnie z tymi pochwałami. Cały czas jesteśmy złaknieni młodych objawień w lidze, ale najgorsze jest robienie z kogoś super piłkarza, bo miał jedną dobrą rundę. Wiosną już idzie mu słabiej. Niech gra dobrze w perspektywie 2-3 lat, wtedy można mówić o reprezentacji i wielkim transferze – Czereszewski tonuje nastroje.

Michalaka w środowy wieczór nie zobaczymy na boisku, bo zabrania tego umowa o wypożyczeniu z Legią. Gdyby Wisła chciała go wystawić, musiałaby zapłacić. – Wolałbym, żeby takich klauzul nie było. Jak ktoś odchodzi do innego klubu, żeby grać, niech gra zawsze. Z drugiej strony, takie historie w lepszych ligach też się zdarzają. Obie strony na starcie wiedzą, na co się umawiają. Często zawodnik wypożyczony przeciwko swojemu klubowi rozgrywa jedne z lepszych meczów w sezonie, strzela gole. Nieraz na tej podstawie wraca, dostaje szansę i jest klapa, bo chodziło tylko o jakiś przebłysk. Oczywiście to nie jest reguła, Jarosław Niezgoda w tamtym sezonie świetnie pokazał się w barwach Ruchu przy Łazienkowskiej, a teraz w Legii też regularnie zdobywa bramki – mówi były kadrowicz.

Czereszewski spodziewa się dziś zaciętych meczów i to w zasadzie jedyna rzecz, której możemy być pewni. – Wisła na Legii na pewno się nie położy, jesienią już tam wygrała. W Poznaniu pachnie mi kolejnym remisem, choć Jagiellonia ostatnio potrafiła wygrać w Kielcach 3:0, a u siebie ma strzelecką niemoc… – podsumowuje.

My mamy do piłkarzy tylko jeden apel: nie róbcie już takich rzeczy jak Jagiellonia z Legią w niedzielę. Kolejnej tak dużej dawki antyfutbolu możemy nie wytrzymać.

PM

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Komentarze

28 komentarzy

Loading...