Reklama

Skrzydła, które nie latają. Oto prawdziwy powód zmiany taktyki?

redakcja

Autor:redakcja

27 marca 2018, 15:58 • 6 min czytania 6 komentarzy

Największym atutem systemu z trójką środkowych obrońców, który obecnie sprawdza Adam Nawałka, jest możliwość zrezygnowania z klasycznych skrzydłowych. A przynajmniej jest to ogromny atut dla reprezentacji Polski, w której, jak wiemy, boczni pomocnicy od pewnego czasu nie należą do naszych najjaśniejszych punktów. Dziś można się tylko zastanawiać, czy – gdyby nie niewątpliwy pomór na skrzydłach – Nawałka w ogóle zdecydowałby się na testowanie nowego wariantu. Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista.

Skrzydła, które nie latają. Oto prawdziwy powód zmiany taktyki?

Na dziś jednak uzasadnienie dla odejścia od systemu z klasycznymi skrzydłowymi jest jak najbardziej zrozumiałe. Kuba Błaszczykowski z powodu wciąż niewyleczonej kontuzji nie gra w piłkę od 13 listopada i meczu z Meksykiem. Za jakieś dwa tygodnie stuknie mu pięć miesięcy (!) bez grania. Problemy zdrowotne nie opuszczają też Kamila Grosickiego, który na początku roku również opuścił kilka spotkań z powodu urazu. Co więcej, Grosik przez ostatnie cztery miesiące rozegrał jedynie 225 minut, co stanowi niespełna 16 procent możliwego czasu gry. W 2018 roku jego Hull rozegrało już 16 spotkań i tylko raz (!!!) Polak znalazł się w wyjściowej jedenastce. Naprawdę nie wygląda to optymistycznie.

Na niebiesko mecze w wyjściowym składzie, na czerwono rozpoczęte na ławce.

No ale dobra, jakkolwiek byśmy dziś narzekali na naszych podstawowych skrzydłowych, gdzieś tam możemy zakładać, że zarówno Kuba, jak i Grosik raczej będą potrafili przygotować formę do mundialu. Ten pierwszy już raz to udowodnił, bo przed dwoma laty miał równie duże problemy w klubie, ale na sam turniej potrafił wypracować kapitalną dyspozycję. Drugi z kolei, pomimo ostatnich kłopotów z miejscem w pierwszym składzie i słabiutkiej formy całego Hull, mimo wszystko natłukł już w tym sezonie sporo występów, przez co też raczej nie będzie narzekać na brak rytmu meczowego. Problem polega jednak na tym, że – po pierwsze – to wciąż tylko hipoteza oraz – po drugie – wśród ich zmienników panuje jeszcze większa bryndza.

A że zmiennicy by się przydali nawet w optymistycznym wariancie, nie ma wątpliwości. Popatrzymy chociażby na styl gry Grosickiego, który zawsze od początku daje z siebie maksa. Jak kiedyś wyliczyliśmy, w ostatnich meczach kadry (licząc od początku Euro 2016) Kamil wypracował osiem goli – trzy razy sam zapakował piłkę do siatki, pięć razy asystował. Aż siedem z tych ośmiu bramek padło w pierwszych połowach meczów, a aż pięć w pierwszych 20 minutach. Innymi słowy, Grosicki jest typem zawodnika, którego efektywność wyraźnie spada wraz z upływającym czasem gry. Potwierdza to też inna statystyka z tego samego okresu, na przestrzeni którego Kamil rozegrał w kadrze 16 meczów, z tego tylko 6 w pełnym wymiarze czasowym. Przy zawodniku wykonującym tyle sprintów w meczu to absolutnie nie dziwi, ale też nie jest wielką tajemnicą, że w spotkaniach o najwyższą stawkę i z najbardziej wymagającymi rywalami prędzej czy później będzie potrzebował zmiany.

Reklama

Podobnie może być z Jakubem Błaszczykowskim, który – jak już zostało wspomniane – zbliża się do pięciu miesięcy bez boiskowego występu i wciąż nie jest w pełni sił. A to oznacza, że najwyższa dyspozycja fizyczna tego piłkarza na mundialu w Rosji również stoi pod dużym znakiem zapytania. Przy graniu co 4-5 dni w początkowej fazie turnieju także i Kuba może mieć problemy w końcówkach, i cały czas mowa tu o najbardziej optymistycznym dla niego wariancie.

Jeżeli weźmiemy też poprawkę na urazy, z jakimi ostatnio obaj dość regularnie miewają problemy, ciężko w ogóle brać pod uwagę jakikolwiek wariant z klasycznymi skrzydłowymi bez co najmniej dwóch solidnych zmienników. Spośród zawodników, którzy od dłuższego czasu pozostawali w orbicie zainteresowań Adama Nawałki takich jednak nie widać. Wszołek został skreślony, Kapustka w ogóle nie gra, Peszko jest słaby jak nigdy, a Rybus zmienił pozycję – tylko w tym sezonie 18 razy wystąpił w klubie w obronie lub na wahadle i tylko 2 razy na skrzydle. Są także nowi – Kądzior, Kurzawa (chociaż to też nie jest klasyczny skrzydłowy), Frankowski, rehabilitujący się Makuszewski czy ogrywający w młodzieżówce Michalak. Każdy z nich w kontekście mundialu w Rosji może być jednak określony jakże wymownym tytułem reprezentacyjnego następcy Pawła Sibika, co – umówmy się – nikomu nie może wystawiać najlepszej laurki.

Tak jak dzisiaj cieszymy się miejsca w najlepszej dziesiątce rankingu FIFA oraz chwalimy się zawodnikami klasy światowej w ataku czy na prawej i środkowej obronie, tak nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że na skrzydłach jesteśmy w wąskiej grupie najsłabszych ekip na mundialu. Gdzie nam choćby do grupowych rywali, czyli Senegalu, gdzie na bokach mogą grać Keita Balde z Monaco i Sadio Mane z Liverpoolu albo Kolumbii, z Jamesem Rodríguezem z Bayernu i Juanem Cuadrado z Juventusu. My, z niegrającym od pięciu miesięcy Błaszczykowskim z piętnastego w Bundeslidze Wolfsburga oraz z Grosickim, który ma zaledwie jeden występ w tym roku w podstawowym składzie w osiemnastym w Championship Hull, nie tyle nie mamy podjazdu do rywali z Rosji, co nawet do poprzednich turniejowych reprezentacji Polski z XXI wieku, które w ogromnej większości przypadków były obijane jak leci. Co więcej, nawet obsada skrzydeł z 2002 roku ze wspomnianym Sibikiem na tle dzisiejszej kadry nie wygląda najgorzej.

Wobec powyższego Adam Nawałka mógłby załamywać ręce, mógłby też szykować sobie wiarygodną wymówkę na wypadek mundialowej wpadki. On jednak wolał rozwiązać sytuację poprzez wprowadzenie nowego systemu gry, który minimalizuje nasze słabości na skrzydłach. Oto główne pozytywy:

– Zamiast mizernej obsady skrzydeł z Błaszczykowskim, Grosickickim i Peszką (?) mamy bardzo mocną obsadę wahadeł, ze świetnie radzącymi sobie w klubach Piszczkiem, Bereszyńskim i Rybusem (a jako czwarty może tu dojść właśnie Błaszczykowski).

Reklama

– Rozpoczynając mecz w systemie 4-4-2 z Grosickim i Błaszczykowskim na bokach opcją rezerwową w dalszej fazie gry – zamiast wprowadzania zmiennika o wątpliwej jakości – jest także zmiana taktyki i przejście na grę wahadłami.

– Grosicki i Błaszczykowski dołączą do wąskiej grupy ofensywnych pomocników i napastników z realną szansą na grę, a tę dotychczas tworzyli u nas jedynie Lewandowski, Zieliński i być może Milik (o ile dojdzie do zdrowia).

– Niespotykany w naszych warunkach potencjał, jaki mamy wśród prawych obrońców, zostanie lepiej wykorzystany. Na tej pozycji mamy Piszczka, Bereszyńskiego, Kędziorę, Jędrzejczyka czy ogrywającego się w młodzieżówce Gumnego. Przy nowym systemie nawet trzech z nich może równocześnie przebywać na boisku – np. Piszczek i Bereszyński na wahadłach, a Jędrzejczyk – o ile wreszcie się ogarnie – jako pół-prawy środkowy obrońca.

Co prawda nie mamy najmniejszej pewności, że nowy system ostatecznie wypali, i że uda nam się przykryć w ten sposób braki na skrzydłach, ale też nie da się Nawałce zarzucić, że nie próbuje działać. I naprawdę fajnie, że – w odróżnieniu od niektórych poprzedników – dziś na stołku selekcjonera mamy tego typu fachowca, który – niczym w szachach – planuje kilka ruchów do przodu. Kiedy w listopadzie z Urugwajem po raz pierwszy testowaliśmy nowe ustawienie, Błaszczykowski i Grosicki cały czas byli pod grą i wielu zastanawiało się, po co właściwie tego typu kombinowanie przy tej dobrze funkcjonującej maszynce. A dziś, kiedy problem na skrzydłach faktycznie zaistniał i jest widoczny dla każdego, już po raz czwarty z rzędu sprawdzimy nowe ustawienie, do czego przygotowywaliśmy się od dobrych kilku miesięcy. Jakkolwiek spojrzeć, mamy tu kapitalną robotę przy diagnozowaniu i reagowaniu na przyszłe problemy.

MICHAŁ SADOMSKI

Najnowsze

Komentarze

6 komentarzy

Loading...