Reklama

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

redakcja

Autor:redakcja

21 marca 2018, 21:04 • 7 min czytania 46 komentarzy

Marzec 2008 roku. Dokładnie dziesięć lat temu, właściwie niemal co do dnia, bo 22. kolejka ligi została rozbita na 20 i 22 marca. Całkiem ciekawa seria spotkań – Wisła Kraków idąca po kolejne mistrzostwo gra na swoim stadionie z zawsze groźną Odrą Wodzisław Śląski. Małe derby Górnego Śląska rozgrywają się w Bytomiu, gdzie na Polonię przyjechał Górnik Zabrze. Przy Piłsudskiego ligowy klasyk, nawet jeśli już wtedy mocny wyblakły – Legia odwiedziła Widzew. Widzów w całej kolejce? Jakieś 43 tysiące. Chwilę wcześniej taki wynik wykręciły same derby Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze na Stadionie Śląskim.

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

No właśnie. Na Stadionie Śląskim. Wówczas jednym z niewielu, na który dało się wcisnąć taką masę ludzi bez zagrożenia ich życia. Wspomniana 22. kolejka właściwie w całości rozgrywała się na obiektach albo przeraźliwie rozklekotanych, albo po prostu prowincjonalnych. Widzew z Legią – 7 tysięcy widzów – to w obliczu obecnego karnetowego sukcesu tego klubu jakiś żart z zamierzchłej przeszłości. Zagłębie Sosnowiec na obiekcie, który już wtedy przypominał scenografię do filmów wojennych zebrało 2,5 tysiąca widzów na meczu z ŁKS-em. W Bytomiu w ogóle grano bez udziału publiczności, a areny tej kolejki uzupełniały stadiony w Grodzisku Wielkopolskim, Bełchatowie oraz Lubinie. Właściwie jedynie Kielce ze swoim nowiutkim stadionem oraz Wisła z mocarstwową drużyną wypadały solidnie.

Poza tym jednak – totalna infrastrukturalna plaża. Spośród 16 ligowych drużyn, 11 grało swoje mecze na stadionach przedpotopowych, 2 na małomiasteczkowych obiektach z pojemnością 6 tysięcy miejsc. Piękny stadion był właściwie tylko jeden – ten w Kielcach. W Krakowie i Poznaniu trwały już prace budowlane, ale nadal – kibice w europejskich warunkach mogli oglądać mecze tylko jednego klubu.

Dziesięć lat. Tak niewiele, właściwie dwa mrugnięcia okiem. W Wiśle przecież grali Brożek, Boguski i Głowacki, tak jak i dzisiaj. W Legii ważne role spełniali Astiz i Radović. Okej, wiadomo, można wyjąć przykłady łódzkich klubów i udowadniać, że wręcz przeciwnie, dekada to w piłce nożnej trochę więcej niż wieczność, ale jednak – gdy mówimy o infrastrukturze, o budowaniu, to 10 lat staje się przelotnym momentem. W polskiej piłce tymczasem to jak przejście z ery kamienia łupanego do ery słonecznika łuskanego. Jak wyglądałby ranking obiektów w Polsce w 2008 roku? Kielce na pierwszym miejscu, potem co? Obiekt GKS-u Bełchatów, schludny i elegancki 5-tysięcznik upchnięty między domkami jednorodzinnymi?

Ułożenie podium wymagałoby już sięgnięcia do któregoś ze stadionów albo pozostających w przebudowie, albo budowanych na długo przed kapitalizmem w Polsce.

Reklama

Dziś pierwszą piątkę dałoby się ułożyć wyłącznie z obiektów powyżej 40 tysięcy miejsc i nawet moglibyśmy się zastanawiać, kto bardziej zasłużył na miejsce w tym gronie. Po przyznaniu nam prawa do organizacji Mistrzostw Świata U-20 w 2019 roku większość ludzi pochłonęły dyskusje na temat miejsca Polski w międzynarodowych strukturach, potencjalnego składu reprezentacji na tej imprezie czy gwiazd, które mogą wówczas się pojawić nad Wisłą. Moim zdaniem najważniejsze jest zaś potwierdzenie – infrastrukturalnie z dnia na dzień jesteśmy gotowi na przyjęcie dwunastu, albo i osiemnastu meczów reprezentacyjnych jednocześnie.

Przed nami mecze towarzyskie reprezentacji Polski, którą wyciągnięto z „domowego” Stadionu Narodowego. I Wrocław, i Chorzów, i Poznań nie wypadną gorzej, niż Warszawa, jestem tego absolutnie pewny. A przecież w kolejce jest ładny obiekt przy Łazienkowskiej, świetny stadion Jagiellonii, pojemny i klimatyczny dom Wisły Kraków. To stadiony w miarę duże, a mamy też potężne zaplecze średnich obiektów. Właściwie nie da się w Polsce rzucić kamieniem i nie trafić w jakiś zadbany stadion. GKS-u Tychy, Motoru Lublin, Widzewa, Arki, nawet Cracovii. To wszystko 15-tysięczniki, które nie przyniosłyby wstydu nie tylko przed ekipami młodzieżowymi, ale też dorosłymi reprezentacjami wielu państw. Chorwacja mecze domowe organizuje na Maksimirze, gdzie zadaszona jest symboliczna liczba miejsc. Włosi jeden z meczów eliminacji Mistrzostw Świata grali w Palermo, na stadionie z 36 tysiącami miejsc, ostatni poważniejszy remont przechodził pod koniec lat osiemdziesiątych. Ale to i tak nie był jeszcze szczyt. Tutaj Mapei Stadium, również jedna z aren, na których wybiegali w ostatnich latach reprezentanci ze Squadra Azzurra.

Znalezione obrazy dla zapytania mapei stadium

Przyzwyczailiśmy się do luksusu na tyle, że nawet nie robią szczególnego wrażenia zapowiedzi Macieja Sawickiego, iż Polska będzie próbowała zwiększyć liczbę stadionów-gospodarzy z sześciu do dwunastu, by dobra młodzieżowa piłka mogła zagościć w kolejnych ośrodkach. W ostatniej dekadzie otwarto na dobrą sprawę niemal 20 nowych obiektów (18 pełnych, 3/4 w Zabrzu, 1/4 na ŁKS-ie). W kolejce stoją zaś już Katowice, Chorzów, Rzeszów, Radom i szereg mniejszych inwestycji. Tak, w Ekstraklasie nadal gra Sandecja Nowy Sącz, która chyba prędzej zatrudni Freddy’ego Adu Stanko Svitlicę niż otrzyma od miasta nowy stadion. Tak, też trudno mi się ogląda relacje z Płocka, gdzie z ekranu sączy się niemal namacalne zmęczenie kibiców na stadionie, obserwujących te same rdzawo-błękitne płoty od stu lat. Ale na tle tych pukawek, z których atakowaliśmy w 2008 roku, dzisiaj mamy flotę lotniskowców.

W kolejce rozgrywanej dziesięć lat temu, tylko jeden stadion powstał już w XXI wieku i był to obiekt kielecki. W kolejce rozgrywanej w ubiegły weekend, stadion w Kielcach był najstarszy z całej stawki.

***

Reklama

W tym samym czasie z 27 spotkań II ligi zaplanowanych na pierwszą połowę marca, odbyło się pięć. To jeszcze nie jest jakaś wielka tragedia – ot, ściął mróz, trzeba było odwołać dwie-trzy kolejki. Oczywiście można się dopytywać, czy na pewno kilka stopni poniżej zera i delikatne opady śniegu muszą paraliżować ligę na cały tydzień (bo wygląda na to, że w nadchodzącej kolejce również mecze będą przekładane), ale to jeszcze nie jest żaden powód do szczególnych zmartwień, zwłaszcza, że to dopiero trzeci ligowy szczebel.

Gorzej, że dochodzi do takich absurdów jak ten, wychwycony przez Macieja Sypułę.

Lider Ekstraklasy cały czas ćwiczy na sztucznych murawach. Jest pierwszy dzień wiosny, mowa o Jagiellonii Białystok, która na pierwszym miejscu w tabeli nie jest przypadkiem, ale w wyniku konsekwentnej pracy ostatnich paru lat, jaka dała im m.in. tytuł wicemistrza w ubiegłym sezonie. Jaga to organizacyjny top tej ligi pod względem spójnej wizji prowadzenia klubu, pod względem cierpliwości, pracy u podstaw, oka do piłkarzy i trenerów. Nieźle radzą sobie z młodzieżą oraz jej wprowadzaniem do dorosłej piłki, nie spóźniają się z wypłatami. A jednak – pierwsza drużyna do połowy marca nie ma żadnej naturalnej murawy wyłącznie do swojej dyspozycji.

Rozumiem – jest zima, musi być zimno. Ale kurczę, liga normalnie gra, na naturalnych murawach, na żywej trawie. Ba, niektóre płyty wyglądają całkiem przyzwoicie, niespecjalnie widać po nich ekstremalne warunki pogodowe. Czyli w pewnych okolicznościach, przy pewnych nakładach finansowych, da się doprowadzić naturalne boisko do stanu używalności nawet w końcówce bardzo mroźnego lutego. A skoro da się przygotować jedną, tę główną murawę – to dlaczego miałoby się nie dać dołożyć do tego drugiej, w bazie treningowej?

Retoryczne pytanie, skoro do niedawna mianem „bazy treningowej” określało się pojedyncze zarośnięte boiska. I to w Ekstraklasie.

Od lat juniorzy byli wyganiani „na żwirowe za kotłownią”, trochę starsza młodzież musiała czekać na swoją kolej na wysłużonej sztucznej murawie. Ale mamy 2018 rok, kilkadziesiąt wypasionych stadionów, a naturalnych muraw niewiele więcej niż dekadę temu. Mamy stadiony za setki milionów złotych, ale nie mamy boisk nawet za setki tysięcy. Przykład Łodzi przywoływałem tysiąc razy – gdy z rozmachem powstawały obiekty za jakieś ćwierć miliarda, z trudem rodziły się bazy treningowe za kilkanaście milionów. Podobnie jest w wielu innych miastach, gdzie ukończenie strefy VIP na stadionie kosztowało tyle, ile mogłoby kosztować kolejne boisko, choćby i dla pierwszej drużyny.

A skoro problem ma lider Ekstraklasy i jeden z najbardziej poukładanych klubów – co dzieje się niżej? I dlaczego podręcznik licencyjny milczy na temat zaplecza treningowego?

Nadzieja na przyszłość to fakt, iż tak jak parę lat temu co kilka miesięcy otwierano stadion, tak dziś jedna po drugiej powstają akademie młodzieżowe, które dysponują przynajmniej 3-4 pełnowymiarowymi boiskami. Jasne jest, że w takich miejscach seniorzy też nie muszą się zastanawiać, czy w ogóle przydadzą im się w tym sezonie korki, czy sezon da się przebimbać na „śnieżynkach”. Jasne, nadal Lubin i Poznań odskakują peletonowi, ale odległość się zmniejsza.

Życzenia na kolejne dziesięć lat? By podobną rewolucję jak w infrastrukturze stadionowej rozkręcono również w kwestii infrastruktury treningowej. Dziesięć lat temu anomalią był nowy stadion – trochę tak, jak dziś anomalią jest akademia na dziesięć boisk. Jeśli i na tym polu wykonalibyśmy skok cywilizacyjny, to może nawet uda się kwalifikować na te wszystkie imprezy młodzieżowe nie tylko wówczas, gdy miejsce otrzymujemy jako ich organizator.

Najnowsze

Felietony i blogi

1 liga

Miasto Płock gwarantuje Wiśle ekstraklasowy budżet. Czy to wystarczy na Ekstraklasę?

Szymon Janczyk
16
Miasto Płock gwarantuje Wiśle ekstraklasowy budżet. Czy to wystarczy na Ekstraklasę?
EURO 2024

Trela: Atuty rywala ważniejsze od własnych. Austria pokazuje miejsce w szeregu

Michał Trela
91
Trela: Atuty rywala ważniejsze od własnych. Austria pokazuje miejsce w szeregu

Komentarze

46 komentarzy

Loading...