Andrzej Kubica to w historii polskiej piłki postać tajemnicza. Wyjechał na Zachód z Zagłębia Sosnowiec, a potem z miejsca odnalazł się w Rapidzie Wiedzień. Grał w Nicei, Standardzie Liege. Był królem Izraela, strzelając jak na zawołanie w Maccabi Tel Awiw. Zwiedzał Japonię, strzelając dla Urawa Red Diamonds i Oita Trinita. W kadrze nigdy nie zadebiutował, ale chyba tylko dlatego, że wybierał egzotyczne kierunki, bo strzelcem był wyborowym.

Jego zmysł do bramek i umiejętności widać po tym kapitalnym golu strzelonym dla Beitara Jerozolima:
Przecież to już było z rok temu na weszło. Pamiętam, bo gamoń strzelił gola, po czym wypieprzył koszulkę w trybuny i nie wiedział co zrobić.