Reklama

Na Łotwie paru piłkarzy nie przyjechało na trening, bo nie mieli za co zatankować

redakcja

Autor:redakcja

25 stycznia 2018, 09:01 • 6 min czytania 7 komentarzy

– Zaległości w wypłatach były spore. W trakcie przygotować do meczów eliminacji Ligi Mistrzów z Astaną kilku piłkarzy nie przyjechało na treningi, bo nie mieli za co zatankować auta. Mieszkali w Rydze, więc mieli do pokonania 39 kilometrów w jedną stronę – opowiada „Przeglądowi Sportowemu” w ciekawym wywiadzie na temat warunków pracy na Łotwie czy Białorusi Marek Zub, dziś trener białoruskiego Szachtiora Soligorsk.

Na Łotwie paru piłkarzy nie przyjechało na trening, bo nie mieli za co zatankować

GAZETA WYBORCZA

Liga Narodów wyzwaniem dla Nawałki.

– Po każdym losowaniu jestem zadowolony, podchodzę do nich z dystansem. Nie marnuję energii na to, na co nie mam wpływu – mówił w środę selekcjoner Adam Nawałka. Faktycznie, już wcześniej było wiadomo, że jego zespół w nowych rozgrywkach UEFA czeka olbrzymie wyzwanie. Reprezentacja zasłużyła na miejsce w Dywizji A razem z najlepszymi zespołami na kontynencie. Trudno było znaleźć konfigurację, w której Polska nie uchodziłaby za najsłabszy zespół w grupie. Po losowaniu bukmacherzy za faworytów do pierwszego miejsca uznali Włochów (1,83 euro za jedno postawione), niżej oceniają szanse Portugalii (2,5), triumf Polski byłby sensacją (6,50). Na pierwszy rzut oka jesienią piłkarze Nawałki będą zatem bronili się przed spadkiem – do Dywizji B zostanie zdegradowana najgorsza drużyna z grupy. Jej zwycięzca natomiast awansuje do turnieju finałowego (odbędzie się w czerwcu 2019 r.), który wyłoni triumfatora Ligi Narodów.

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.41.21

Reklama

RZECZPOSPOLITA

Tutaj też przeczytamy o Lidze Narodów. Oczekiwanie na gorący październik – wtedy w trzy dni zagramy w Polsce z Portugalią i Włochami.

Kibice szykują się już na jesień, gdy w odstępie trzech dni zagramy w Polsce z Portugalią i Włochami.

Aktualni mistrzowie Europy Portugalczycy i czterokrotni mistrzowie świata Włosi – Polacy poznali rywali w Lidze Narodów, nowym turnieju pod patronatem UEFA. Rozgrywkach, które zastąpić mają mecze towarzyskie i dzięki którym będzie można też awansować do mistrzostw Europy 2020. Pierwsze mecze w ramach LN odbędą się już po mistrzostwach świata – we wrześniu 2018 roku. Zaczniemy od wyjazdowego spotkania z Italią.

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.42.30

SUPER EXPRESS

Reklama

W „SE” mamy rozmowę z Jarosławem Jachem po podpisaniu kontraktu w Crystal Palace. W której wyjaśnia, jak to się stało, że mimo pobytu w Niemczech na testach w Ingolstadt, trafił do Premier League.

Pana transfer do zespołu Orłów to spore zaskoczenie. Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia wydawało się, że zostanie pan piłkarzem niemieckiego drugoligowca Ingolstadt, a tu Premier League!
Do Londynu przyleciałem w piątek wieczorem. Z Niemiec, bo tego dnia przechodziłem testy medyczne w Ingolstadt. I byłem zdecydowany zostać w tym klubie. Wiedziałem, że będę miał tam bardzo duże szanse na granie. Kiedy jednak do gry wkroczyli Anglicy, nie zastanawiałem się nawet chwili. Od dziecka jestem fanem Premier League, kibicuję Manchesterowi United i wiedziałem, że bym żałował do końca życia, gdybym nie spróbował zmierzyć się z wymarzoną ligą.

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.44.50

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.20.06

O losowaniu grupy Ligi Narodów pisze dziś każdy, w „PS” do prezentacji rywali i tekstu po losowaniu dostajemy wywiad z Adamem Nawałką. Jak to u Nawałki – ciężko wyciągać jakieś smaczki, ale znajdziemy w rozmowie zapowiedź tego, że selekcjoner chce przed mundialem sprawdzić kilku zawodników z kadry U-21.

Możemy spodziewać się nowych nazwisk?
Tak, między innymi z reprezentacji młodzieżowej jednak nie będę wymieniał konkretnych zawodników. Jest grupa, która wyróżnia się w ostatnim czasie. Do tej pory dawałem im ogrywać się w kadrze do lat 21, co było przemyślanym posunięciem pod kątem ich rozwoju. Jednak pierwsza reprezentacja jest najważniejsza więc jeśli będę miał potrzebę zabrania do siebie kilku zawodników, na pewno to zrobię. Nikt nie ma z tym najmniejszego problemu.

Będzie pan dopracowywał taktykę z trzema obrońcami?
Taki jest plan. Ustawienie z czwórką defensorów jest naszym podstawowym natomiast doskonalenie innego zestawienia bloku obronnego w najbliższych meczach to jedno z naszych założeń. Chcemy dać sobie więcej opcji, ale sprawdzanie wariantów zależy od nazwisk na liście powołanych. Charakterystyka zawodników określa jak gramy. Nie narzucam na siłę, a optymalizuję i dostosowuję, aby maksymalnie wykorzystać potencjał zawodników. Niczym szycie garnituru na miarę.

Fiorentina nie chce puścić Drągowskiego. Ale przed Polakiem mają się otworzyć szanse na złapanie w tym sezonie kilku występów.

Drągowski był jednym z pierwszych transferów dokonanych przez dyrektora sportowego Pantaleo Corvino, który jest nadal wielkim zwolennikiem zatrzymania polskiego bramkarza. Z 20-latkiem wiążą we Włoszech nadzieję również dlatego, że – jak ujawniła florencka gazeta „La Nazione” – szefowie Violi nie są przekonani do płacenia 6 milionów euro Atalancie Bergamo za wykup obecnie pierwszego bramkarza Marco Sportiello. Tu pojawia się szansa właśnie dla Drągowskiego. Obecnie Fiorentina gra w kratkę, raczej szybko zapewni sobie utrzymanie, ale występy w europejskich pucharach raczej jej nie grożą. Jeśli taki scenariusz zaistniałby w ostatnich kolejkach sezonu, Drągowski mógłby dostać szanse i od tego sprawdzianu umiejętności w większej liczbie meczów zależałoby, czy mógłby rozpocząć nowy sezon jako bramkarz numer 1. Takiego rozwiązania nie wykluczają florenccy dziennikarze. Według nich to rozwiązanie jest poważnie dyskutowane w sztabie szkoleniowym dwukrotnych mistrzów Włoch.

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.20.22

Kolejny dzień, kolejna spora sylwetka stranieriego. Tym razem Kuba Radomski przedstawia Laszę Dwalego, który – jak informuje nas lead – chce trafić z ekstraklasy do silniejszej ligi, bo tutaj są na to znacznie lepsze szanse niż w Gruzji. Cóż, jakby to najdelikatniej ująć… W formie z jesieni, to raczej mało prawdopodobne.

– Kiedyś pojechaliśmy na turniej o Puchar Prezydenta w Azerbejdżanie. Grały tam młodzieżowe zespoły, przyjechała Hiszpania, która była pełna gwiazd. Tyle że najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano jednego z nas. Nie będę wymieniał nazwiska, bo nie o to chodzi. Ten chłopak był niesamowity, ale półtora roku później nie grał już w piłkę. Przeżył wielką tragedię rodzinną, po której nie mógł się podnieść. Wpadł w depresję. Kiedy było z nim trochę lepiej i chciał wrócić, nikt mu nie pomógł. Zostawiono go samemu sobie. Teraz gra w Gruzji, występuje w I lidze, ale to cień piłkarza z tamtych lat. Myślę, że już stracił szansę. Gdyby urodził się w Polsce, być może grałby teraz w Premier League – przekonuje Dwali.

Jagiellonia chciałaby ściągnąć Romana Bezjaka. Zawodnika, którym kilka lat temu, za czasów gry w Łudogorcu, miał być zainteresowany… Manchester United. By jednak do transferu mogło dojść, Słoweniec musiałby się zgodzić na dużą obniżkę zarobków – dziś to około 32 tysiące euro miesięcznie.

– Mogę potwierdzić, że Jagiellonia i Lech faktycznie rozmawiały z moim partnerem biznesowym z Niemiec, zajmującym się interesami Bezjaka. Do porozumienia na razie nie doszło, bo rozbieżności finansowe były spore – mówi menedżer Robert Kiłdanowicz, który współpracuje z niemieckim agentem Klausem Funkiem. 

Wysokie wymagania finansowe nie oznaczają wcale, że 28-latek nie trafi do ekstraklasy, zwłaszcza, że ostatnie pół roku miał właściwie stracone. Jesienią, w barwach Darmstadt rozegrał zaledwie cztery spotkania (trzy ligowe i jedno w Pucharze Niemiec). Choćby z tego powodu może być zmuszony do obniżenia wymagań finansowych. Inną opcja może być wypożyczenie go.

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.20.31

Marek Zub, który po otrzymaniu nagrody dla Trenera Roku na Litwie w 2014, został Trenerem Roku na Łotwie w 2017, opowiada o realiach pracy w Jurmali.

Z tego co wiem, warunki pracy na Łotwie nie należą do najlepszych. Musiał pan dbać o takie rzeczy, jak dostęp do siłowni, odżywki, pieniądze?
Codziennie trzeba było o coś walczyć. Po jakimś czasie udało się pewne rzeczy uporządkować, ale do końca nie było różowo. Do naszej dyspozycji było jedno treningowe boisko i mała siłownia z kilkoma podstawowymi stanowiskami.

Vladislavs Gabovs, były piłkarz Korony, opowiadał, że na Łotwie są olbrzymie problemy z pieniędzmi. Pan też musiał się z takimi borykać?
Niestety tak. Zaległości w wypłatach były spore. W trakcie przygotować do meczów eliminacji Ligi Mistrzów z Astaną kilku piłkarzy nie przyjechało na treningi, bo nie mieli za co zatankować auta. Mieszkali w Rydze, więc mieli do pokonania 39 kilometrów w jedną stronę.

Trudno pracować w takich warunkach.
Wykazywałem się pełnym zrozumieniem. Jak piłkarze mają się angażować na sto procent, kiedy mają problemy, żeby zrobić normalne zakupy czy zapłacić podstawowe rachunki? Było trudno, ale udało się zdobyć mistrzostwo.

Zrzut ekranu 2018-01-25 o 08.20.58

fot. FotoPyK

Najnowsze

EURO 2024

Santiago Hezze: Cieszę się, że byłem obserwowany przez polski związek, ale odmówiłem

Damian Popilowski
0
Santiago Hezze: Cieszę się, że byłem obserwowany przez polski związek, ale odmówiłem

Komentarze

7 komentarzy

Loading...