8 wniosków po KSW 41

Kamil Gapiński

24 grudnia 2017, 12:19 • 3 min czytania

KSW zdążyło nas przyzwyczaić do tego, że podczas gal tej federacji jest i profesjonalnie, i śmiesznie. W sobotni wieczór w Katowicach nie brakowało więc poważnych, ciekawych walk, ale i cyrku, zresztą na niezbyt wysokim poziomie. Oto najciekawsze wnioski, jakie można wyciągnąć po przedświątecznym spotkaniu fighterów MMA oraz gości, którzy nigdy, przenigdy nimi nie zostaną. 

8 wniosków po KSW 41
Reklama

Z Popka wcale nie jest taki (ha ha ha) Monster. Tym razem Pawełek dostał w czapę od Tomasza Oświecińskiego, znanego szerszej publiczności głównie z roli „Stracha” w „Pit Bullu. Nowych Porządkach”. Naszym zdaniem na następnym KSW powinien wyjść do oktagonu z Mirosławem Zbrojewiczem, czyli słynnym „Gruchą” z „Chłopaki nie płaczą”. Oczywiście nie mamy żadnych wątpliwości, że i z nim, mimo iż ma 60 lat, też nie dałby sobie rady. W sumie byłoby też fajnie, gdyby parodysta Popek zebrał oklep od „Gruchy” ubranego w swój kultowy, różowy sweterek.

Natomiast rozochocony swoim debiutem Oświeciński postanowił wyzwać na pojedynek Artura Szpilkę. Zrobił to w konkretny sposób, używając argumentów, z którymi naprawdę trudno polemizować: „Chciałbym, żeby był następny. Umiesz leżeć na deskach. Non stop leżałeś. Ja też cię położę.”. Oczywiście te słowa rozjuszyły obecnego na trybunach Artura na tyle, że wpadł do klatki i chciał wymierzyć sprawiedliwość od razu. Nie wiemy, czy cała sytuacja była wyreżyserowana czy nie, ale faktem jest, że tak jak Szpilka nie bardzo potrafi walczyć, tak robienie show w hollywoodzkim stylu też nie jest jego mocną stroną.

Reklama

Damian Janikowski ma za sobą dopiero dwie walki w KSW, ale na ich podstawie spokojnie można dojść do wniosku, że już teraz jest gotowy do starć z czołówką kategorii średniej tej federacji. OK, może i brakuje mu doświadczenia, ale umiejętności medalisty olimpijskiego z Londynu są na tyle wysokie, że w sumie nie jest to wielkim problemem.

Antoni Chmielewski przegrał właśnie trzeci pojedynek z rzędu. A to oznacza jedno: doświadczony fighter powinien poszukać innego sposobu na zarabianie na życie niż MMA. Naszym zdaniem może zająć się czymś mniej stresującym i bolesnym, może słynną hodowlą jedwabników?

Strach pomyśleć, co zrobiłby Roberto Soldić z Borysem Mańkowskim, gdyby był gotów do walki na 100 %. Przypomnijmy: zawodnik z Bałkanów dowiedział się o starciu 10 dni przed terminem. Po tym, jak rozbił poznaniaka, wyznał, że zazwyczaj jest przygotowany dużo solidniej, a co za tym idzie prezentuje lepszą kondycję. Nie wątpimy, że gdy Mańkowski usłyszał te słowa, z samego rana w niedziele dał w kościele na tacę szczęśliwy, że potrawy wigilijne będzie mógł jeść w tradycyjny sposób, a nie przez słomkę.

Michał Andryszak niebawem w końcu powalczy o pas wagi ciężkiej KSW. Wczoraj znowu pokazał, że jest w gazie – na pokonanie byłego mistrza tej federacji Fernando Rodriguesa juniora potrzebował tylko 26 sekund. Dla bydgoszczanina to szósta wygrana walka z rzędu. W każdej z nich „Longer” triumfował w pierwszej rundzie!

Fani MMA cenili oczywiście Marcina Wrzoska i Romana Szymańskiego przed katowicką galą, ale po niej panowie mają w środowisku jeszcze większy szacun. Plus gwarancję, że usłyszało o nich kilku niedzielnych kibiców, którzy KSW 41 – w połączeniu z trunkami – potraktowali jako dobry before przed świętami. Ich piętnastominutowy show był absolutnie najlepszą walką, jaką widzieliśmy sobotniego wieczora. Wygrana Wrzoska powinna zapewnić mu walkę o pas w kolejnym starciu.

Rywalem Marcina może być Kleber Koike Erbst, który zmusił Artura Sowińskiego do poddania się. To zresztą ciekawa historia: Japończyk miał bronić w Katowicach mistrzowskiego pasa, ale… nie zmieścił się w limicie wagowym, co oznaczało, że tytuł został mu automatycznie odebrany (dobrze, że nie załamał się tą sytuacją i nie chciał popełnić honorowego seppuku). W tej sytuacji w sobotę zdobyć go mógł tylko „Kornik”. Niestety, Artur nie wykorzystał swojej szansy.

Fot. Facebook KSW

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Dlaczego Klaudia Zwolińska została Sportowcem Roku?

AbsurDB
23
Dlaczego Klaudia Zwolińska została Sportowcem Roku?
Reklama
Reklama