Reklama

Jozak porównaniem do dziewczynek nie zrobił krzywdy piłkarzom

redakcja

Autor:redakcja

03 listopada 2017, 09:53 • 11 min czytania 13 komentarzy

– Kiedyś włączyłem telewizor i dopiero po 10 minutach zorientowałem się, że oglądam mecz kobiet. To były co prawda mistrzostwa świata, ale poziom był bardzo wysoki. Kobiety coraz lepiej grają w piłkę i takim porównaniem Jozak nie zrobił krzywdy piłkarzom. To oni sami robią krzywdę sobie i kibicom – komentuje na łamach „SE” pamiętne słowa Romeo Jozaka z konferencji po meczu z Lechem Orest Lenczyk.

Jozak porównaniem do dziewczynek nie zrobił krzywdy piłkarzom

FAKT

Leszek Ojrzyński swój charakter wykuwał w polu.

– W domu nigdy się nie przelewało. Wystarczało na podstawowe rzeczy, wychowałem się w komunie, więc łatwo nie było. Rodzice zawsze ciężko pracowali, żeby zapewnić nam byt. Zostałem wychowany w kulcie pracy. Pomagałem ojcu na roli. Uczyłem się w ten sposób charakteru i cierpliwości – mówi Faktowi Leszek Ojrzyński.

Charakter wpaja wszystkim swoim piłkarzom, też Arki. Ojrzyńskiego rodzice nauczyli też szacunku do pracy i pieniędzy.

Reklama

– Gdy dorosłem, Polska wchodziła w okres transformacji. Jeździłem dorobić do Berlina. W trakcie studiów podejmowałem się też różnych prac, żeby zarobić na dobry ciuch czy własne przyjemności – dodaje Ojrzyński.

Śląsk chce odczarować mecze wyjazdowe.

Odkąd trenerem Śląska jest Jan Urban (55 l.) wrocławianie wygrali tylko dwa wyjazdowe spotkania na… 17 podejść (liga plus mecze o Puchar Polski). Są jedynym zespołem w ekstraklasie, który w sezonie jeszcze nie wygrał poza własnym stadionem. To się musi zmienić, jeśli w klubie realnie myślą o wejściu do górnej ósemki.

Wojciech Kowalewski opowiada o tym, jak ojciec zaszczepił w nim twardy charakter.

Ojciec nauczył go nie tylko rozwiązywać problemy na budowie, ale także odnaleźć się na podwórku. Ukształtował jego twardy charakter.

– Kiedyś dostałem łomot od starszego kolegi, jednego z liderów podwórkowych. Pobeczałem się, poszedłem do taty na skargę. Pokazałem mu z balkonu, kto mnie pobił, a on dał mi z liścia. „Nie becz, masz sobie poradzić” – stwierdził.

Reklama

Następnym razem zabrał ze sobą kombinerki.

– Nie przydały się, gość zaczął mnie omijać. Widział moje nastawienie – wspomina bramkarz.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.04.00

GAZETA WYBORCZA

M.in. o adaptacji w Polsce z Carlitosem porozmawiał Dariusz Wołowski.

W 2012 r. jako 22-letni piłkarz wyjechał pan do Petersburga, gdzie spędził jeden sezon. Czy tamto doświadczenie pomogło podjąć decyzję o przyjeździe do Polski?
Może w jakimś stopniu. Choć Polska i Rosja to jednak dwa zupełnie różne światy. O tym, że podpisałem kontrakt w Wiśle, zdecydowała rozmowa z trenerem Kiko Ramirezem. On mnie namówił na przyjazd do Krakowa. I okazał się to strzał w dziesiątkę.

Wydaje się, że hiszpańscy piłkarze mają wyjątkową zdolność adaptacji. Widać to we wszystkich europejskich ligach.
Nie jest to takie proste i jednoznaczne. W każdym kraju, w każdej nacji są ludzie z większą i mniejszą umiejętnością przystosowywania się do innych warunków. Ja staram się nie piętrzyć problemów. Zimno? To trzeba się dobrze ubrać. Inna kuchnia? W końcu makaron na całym świecie jest prawie taki sam, a warzywa to warzywa. Nie przyjechałem do Krakowa, by robić sobie i komuś kłopot, ale pomóc je rozwiązywać. Na boisku. Tu mam dawać z siebie wszystko. I to staram się robić.

Hiszpański kryzys w Champions League.

Hiszpania się męczy. Atlético stanęło na granicy nieszczęścia. I to w sezonie, przed którym Simeone ogłosił, że klub dysponuje najmocniejszą kadrą w historii. W styczniu, gdy wygaśnie zakaz transferów nałożony przez FIFA, do zespołu dołączą dwaj reprezentanci Hiszpanii: Vitolo i Diego Costa. Ale wtedy drużyna będzie już rywalizować prawdopodobnie w Lidze Europy. Dwa remisy z Azerami z Karabachu to dla Atlético wręcz kompromitacja. Roma i Chelsea są już praktycznie poza zasięgiem. I tak klub, który dotarł do finałów w 2014 i 2016 roku, a od czterech lat w Lidze Mistrzów znalazł tylko jednego pogromcę (Real Madryt), teraz pożegna rozgrywki w fazie grupowej.

Największe poruszenie wywołuje jednak kryzys Królewskich. Pierwsza drużyna, która w erze Ligi Mistrzów obroniła trofeum, popadła w nagłą i niespodziewaną stagnację. Środowa klęska na Wembley z Tottenhamem 1:3 niczego co prawda nie przesądza, Real prawdopodobnie awansuje do 1/8 finału z drugiego miejsca w grupie. Ale w stolicy Hiszpanii szok jest ogromny. „Real sięga dna” – napisał dziennik „Marca”. A jeden z felietonistów „El Pais” mówi o destrukcji zespołu. Cristiano Ronaldo otwarcie skrytykował politykę klubu w letnim oknie transferowym, tłumacząc, że Pepe, James i Morata, których prezes Florentino Pérez się pozbył, czynili drużynę znacznie silniejszą.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 08.57.42

SUPER EXPRESS

Orest Lenczyk na łamach „SE” o porównaniu piłkarzy do dziewczynek przez Romeo Jozaka.

Trener Romeo Jozak mógł zrobić coś więcej podczas tej awantury na Legii?
Był w trudnej sytuacji jako nowy trener i obcokrajowiec. Myślę, że obiekt Legii powinien być lepiej chroniony i ci kibole nie powinni się tam znaleźć. Później zadziałała już psychologia motłochu i trudno było nad tym zapanować.

Jozak porównał swoich piłkarzy do drużyny dziewczynek. Nie przekroczył granicy krytyki?
Nie przekroczył. Kiedyś włączyłem telewizor i dopiero po 10 minutach zorientowałem się, że oglądam mecz kobiet. To były co prawda mistrzostwa świata, ale poziom był bardzo wysoki. Kobiety coraz lepiej grają w piłkę i takim porównaniem Jozak nie zrobił krzywdy piłkarzom. To oni sami robią krzywdę sobie i kibicom.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 08.59.07 1

Niezgoda strzela za drobne. Najlepszy napastnik Legii w lidze zarabia znacznie mniej niż nieskuteczni Sadiku i Chukwu.

W ubiegłym sezonie, na wypożyczeniu w Ruchu Chorzów, zdobył 10 bramek i jego ogólny bilans w Ekstraklasie wynosi obecnie 36 spotkań i 15 goli. A to wszystko za stosunkowo niewielką cenę, jeśli porównać ją do innych kontraktów strzelców z Łazienkowskiej. Z ustaleń „Super Expressu” wynika, że zarobki Niezgody oscylują wokół 25 tys. zł miesięcznie brutto, czyli nieco ponad 70  tys. euro rocznie (…). 

W przypadku Chimy Chukwu, który jest na najlepszej drodze, aby zostać niewypałem dekady, mówi się o kwocie zbliżonej do pół miliona euro za sezon.

Z kolei Armando Sadiku, jak podawało Weszło, zarabia 35 tys. euro miesięcznie, czyli 420 tys. euro rocznie. Wkład Chukwu jest żaden (w lidze 4 mecze, 0 goli), a Sadiku, jak do tej pory, bardzo niewielki (12 meczów w Ekstraklasie i 2 gole).

Lechia potrzebuje wstrząsu – twierdzi Bogusław Kaczmarek.

Lechia wyjdzie na prostą?
Jest w niej jakość i potencjał. Gdyby rozłożyć zespół na czynniki pierwsze, to powinna odgrywać w lidze znaczącą rolę. Kuciak wiosną zdobywał Lechii punkty, Wolski wrócił do kadry, Marco Paixao był królem strzelców w ubiegłym sezonie. I tak można wyliczać dalej. Taki mecz jak z Koroną nie ma prawa się powtórzyć. Trudno sobie wyobrazić, że może być jeszcze gorzej jak ostatnio. Z Arką to będzie gra o przywrócenie godności i zaufania. To będzie odpowiedź na pytanie: quo vadis Lechio?

Czy w tej sytuacji to Arka jest faworytem derbów?
Nie ma faworyta. Lechia i Arka to dwa różne bieguny. To nie będzie łatwy mecz dla gdynian. Trzeba wierzyć, że w Lechii po ostatniej katastrofie nastąpi wstrząs i przebudzenie. Bo tak dalej być nie może.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 08.59.17

PRZEGLĄD SPORTOWY

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.12.26

Liga Mistrzów bez Polaków. Na wiosnę w Champions League może zostać tylko Bayern Roberta Lewandowskiego, Roma Łukasza Skorupskiego i Juventus Wojtka Szczęsnego. Z których regularnie gra tylko ten pierwszy.

Najgorzej wygląda sytuacja Borussii. Ma już tylko teoretyczne szanse na awans. Musi wygrać z Tottenhamem i Realem, a do tego liczyć na potknięcie Królewskich z APOEL-em. Najlepiej na porażkę, bo w razie remisu BVB musi pokonać Real 4:2, różnicą trzech goli, a przy 3:1 liczyć na lepszy bilans bramkowy z całych rozgrywek. Piszczek może się pocieszać, że nie przyczynił się do ostatnich wstydliwych remisów z APOEL-em.

Większe szanse na awans ma Glik, ale też nie będzie mu łatwo. Monaco również musi wygrać dwa mecze – z RB Leipzig u siebie i z Porto na wyjeździe – i liczyć na to, że drużyna z Portugalii nie pokona Besiktasu. Remis z zespołem z Lipska da awans, tylko jeśli Monaco rozbije Porto różnicą czterech goli lub 4:1, a Lepzig ulegnie Besiktasowi.

Trochę lepiej wygląda sytuacja Napoli. Ekipie Polaków też będzie jednak trudno, bo nie tylko musi wygrać dwa pozostałe mecze – z Szachtarem i Feyenoordem – ale jeszcze liczyć na pomoc mającego już pewny awans Manchesteru City. A piłkarzom tej drużyny może nie chcieć się już dawać z siebie wszystkiego w starciu z Szachtarem.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.12.32

Jaka jest recepta na odrodzenie Górnika według Marcina Brosza? Sposoby wylicza w swoim tekście Antoni Bugajski.

Ludzie z cienia
Rozstanie z rutyniarzami oznaczało, że w ich miejsce wskoczą młodzi piłkarze. Średnia wieku podstawowego składu znacząco się obniżyła, a kibice żartowali, że nie w tym rzecz, iż skład od wielu lat jest najmłodszy, ale że najtańszy. Z perspektywy czasu do rangi symbolu urasta występ Szymona Żurkowskiego 5 maja przeciwko Chojniczance. Dla dwudziestolatka szkolonego w Gwarku Zabrze był to pierwszy mecz w podstawowym składzie przy Roosevelta. Gospodarze wygrali 6:1, a potem już wszystkie spotkania do końca sezonu, co rzutem na taśmę dało im awans. Żurkowski jak wskoczył do składu, tak już z niego nie wypadł. W oczach rosły też inne piłkarskie młokosy: Tomasz Loska, Bartłomiej Olszewski, Marcin Urynowicz, Maciej Ambrosiewicz, Łukasz Wolsztyński. Brosz po cichu marzył o awansie, ale widział tabelę, więc szykował się też na budowanie drużyny na kolejny sezon walki o powrót do elity. Chciał bazować na tych młodych i nieco starszych, lecz wciąż głodnych sukcesów piłkarzach z cienia i okazało się, że wygrał podwójnie.

Lech szuka konkurenta dla Kostewycza, by Ukrainiec mógł czasem odpocząć.

Na początku rozgrywek lechici mieli w nogach dużą dawkę gier (w lidze i pucharach) i Kostewyczowi przytrafiła się wówczas poważna pomyłka. Podczas rewanżu z FC Utrecht (2:2) w kwalifikacjach do Ligi Europy w końcówce stracił piłkę na własnej połowie, co Holendrzy z zimną krwią wykorzystali, wbili gola na 2:1 i w ten sposób mieli niemal w kieszeni awans do czwartej rundy. Ta sytuacja przekonała szefów Kolejorza do tego, żeby rozglądać się za jeszcze jednym lewonożnym obrońcą. Takim, który będzie stanowił konkurencję dla Ukraińca, ale pozwoli mu także na odpoczynek przy dużej dawce meczów.

W kadrze zespołu nie ma takiego piłkarza. Latem wydawało się, że na zmiennika można typować Vernona De Marco, który jest lewonożny. Argentyńczyk z hiszpańskim paszportem jest jednak nominalnym stoperem i nie czuje się komfortowo na boku boiska. W defensywie sobie jeszcze radzi, choć zdarzył mu się głupi faul we własnym polu karnym przeciwko Koronie Kielce (1:0), ale rzadko włącza się do akcji ofensywnych. A tego bezwzględnie wymaga trener Nenad Bjelica.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.12.44

Niesamowita historia Michała Koja. Od paraliżu połowy ciała do pewnego miejsca w zespole lidera ekstraklasy.

Wrzesień 2016. Michał Koj leży w szpitalnym łóżku. Jest sparaliżowany od pasa w dół, ledwie rusza rękoma. Nie poznaje znajomych twarzy, czego później nawet nie pamięta. Lekarze dają mu minimalne szanse na powrót na boisko. Twierdzą, że prędzej niż w szatni, usiądzie na wózku inwalidzkim.

Wrzesień 2017. Michał Koj asystuje przy golu Damiana Kądziora, po którym Górnik prowadzi z Pogonią 2:0. Szczecinianie zdobywają honorową bramkę, ale brakuje im czasu na doprowadzenie do remisu. Dzięki zwycięstwu zabrzanie są pierwsi w tabeli ekstraklasy.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.13.03

Maciej Skorża na rozdrożu. Czy będzie mieć problem, by znów wskoczyć na karuzelę? Na pewno, by przekonać do siebie piłkarzy.

Skorża pracując w Lechu i Pogoni zachowywał się momentami tak, jakby nie zależało mu na dobrych relacjach z piłkarzami.– Kiedy przeczytałem wywiad z trenerem, w którym zapewniał, że nadrobił zaległości z psychologii, tylko się uśmiechnąłem. Ale pomyślałem sobie: OK, miał trochę czasu, może coś przemyślał – mówi anonimowo jeden z piłkarzy, który pracował z 45-letnim szkoleniowcem w Lechu.

Wniosków starczyło na dwa, trzy tygodnie. Mniej więcej tyle w szatni Pogoni panowała sielska atmosfera. Indywidualne rozmowy z piłkarzami szybko się skończyły, za to zaczęło się obarczanie zawodników winą za wyniki. Widział ją tylko po ich stronie, siebie łatwo rozgrzeszał, a przecież kilka lat temu zachowywał się zupełnie inaczej.

Co gorsza piłkarze podejrzewali, że trener porażki tak samo tłumaczy kibicom, w trakcie spotkań, na które chodził sam, bez przedstawicieli rady drużyny. 

Zmiany trenerów w trakcie sezonu ostatnio zwykle wychodzą na… dobre.

Holenderscy naukowcy przeanalizowali tysiące zmian szkoleniowców i stwierdzili, że zwykle nie daje to pożądanych efektów. Może w innych krajach tak się dzieje, ale ostatnio w naszej ekstraklasie kluby, które zmieniły w trakcie rozgrywek szkoleniowca dobrze na tym wyszły. Czy tak będzie też w Pogoni Szczecin?

To piąta zmiana trenera w tym sezonie. W Legii, Bruk-Becie Nieciecza i Piaście nowi szkoleniowcy mają lepszą średnią punktów na mecz niż ich poprzednicy. Tylko w Lechii zmiana nic nie dała. Adam Owen ma identyczną średnią co Piotr Nowak. Tyle że to specyficzny przypadek. Zespół przejął członek sztabu szkoleniowego, a dotychczasowy pierwszy szkoleniowiec został w klubie jako dyrektor sportowy.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.13.11

W „Chwili z…” Izy Koprowiak – Wojciech Kowalewski. Między innymi o przyjaźni z Aleksiejem Zujewem, który swego czasu został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym za napad z bronią w ręku.

W gronie pana przyjaciół jest wciąż Aleksiej Zujew?
Oczywiście. Zuj to wrażliwa istota, ale też wielki człowiek, który w pewnym momencie ciężko zachorował.

To bramkarz, z którym grał pan w Spartaku. Klub rozwiązał z nim kontrakt po zajściu na stacji benzynowej, gdzie groził człowiekowi bronią. Został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym.
Wychodząc z takich zakrętów, dał świadectwo swojemu człowieczeństwu. Stojąc na balkonie, na ósmym piętrze, był trzymany przez ludzi, którzy go kochają. Nie skoczył. Potrafił wyjść z tego, wyciągnąć wnioski. Gdy wyszedł na prostą, bardzo chciał mi pokazać, co przeżył. Przejeżdżaliśmy wzdłuż różowego muru. Wytłumaczył, że za nim jest szpital psychiatryczny, w którym przebywał. Powiedziałem: „Napisz o tym piosenkę. Byłeś za tym murem, zostałeś zdiagnozowany, wyleczony. Pomyśl, ile osób po tej stronie ma takie problemy, ale nic z tym nigdy robi. I w końcu skoczy z ósmego piętra”. Ten mur to symbol. Nie wiadomo, po której stronie świat jest bardziej szalony, gdzie ludzie są normalniejsi. Napisał piosenkę, jest na jego płycie.

Wielu by spojrzało na niego jak na wariata.
I wielu tak zrobiło. Między innymi klub. Zrobiono z niego kryminalistę. Wszystko zostało przerysowane. Komuś było tak wygodnie. Ale prawdziwi przyjaciele od Zuja się nie odwrócili.

Zrzut ekranu 2017-11-03 o 09.13.25

fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

13 komentarzy

Loading...