Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Szalona ekstraklasowa karuzela. Najdziwniejsze trenerskie roszady ostatnich lat

redakcja

Autor:redakcja

14 września 2017, 18:03 • 9 min czytania 19 komentarzy

Wyrzucając trenera cieszącego się kilka tygodni temu ogromnym zaufaniem, typowanego kilka miesięcy wcześniej na warszawskiego sir Alexa Fergusona, dokonała się jedna z dziwniejszych zmian trenerskich w naszej lidze w ostatnich kilku latach. Jacka Magierę zastąpił trener, który wcześniej… w ogóle trenerem nie był. Nie w seniorach. Ale to nie pierwsza taka roszada, powiedzielibyśmy nawet, że takich było w ostatnich latach w ekstraklasie na pęczki.

Szalona ekstraklasowa karuzela. Najdziwniejsze trenerskie roszady ostatnich lat

Wojciech Stawowy -> Albin Mikulski (Cracovia)

Bardzo, ale to bardzo podobna sytuacja do tej mającej obecnie miejsce w Legii. Z tym, że za słowami prezesa o bezgranicznym zaufaniu do trenera w Cracovii poszły czyny. Wojciech Stawowy w 2006 roku dostał od Janusza Filipiaka dziesięcioletni kontrakt, na mocy którego – co łatwo policzyć – powinien być trenerem Pasów do ubiegłego roku.

Jak się pewnie domyślacie, nie dotrwał. Od chwili, kiedy wziął do ręki długopis i parafował umowę na kolejną dekadę, do momentu, kiedy na kopach wyleciał ze stadionu przy Kałuży minęło 37… nie, nie miesięcy, ani nawet tygodni. Dni. Wtedy to chcąc wyjaśnić sytuację, w wyniku której jemu i dwóm jego piłkarzom wlepiono horrendalnie wysokie kary, dowiedział się, że nikt w klubie nie ma już ochoty z nim rozmawiać.

W czasie, kiedy Stawowy miał prowadzić Cracovię i być jej kamieniem węgielnym pod mistrzostwo i awans do Ligi Mistrzów, zdążył zaliczyć Arkę Gdynia, Górnik Łęczna, GKS Katowice, raz jeszcze Cracovię, Miedź Legnica i Widzew Łódź. I przesiedzieć ładnych kilkadziesiąt miesięcy na bezrobociu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Radoslav Latal -> Jiri Necek -> Radoslav Latal (Piast Gliwice)

Personalnie niekoniecznie, ale pod względem sposobu przeprowadzenia roszady, chyba najbardziej kuriozalna zmiana ostatnich lat w naszej ekstraklasie. Jej kalendarium wygląda… mniej więcej tak:

15 lipca 2016: wkurwienie Latala na wszystkich wokół sięga zenitu po przegranej 0:3 z Goteborgiem w Lidze Europy, uznaje więc, że on Piasta już nie będzie prowadził

1 września 2016: Latal zaprezentowany jako nowy trener Piasta

Półtora miesiąca od sytuacji, w której Latal narzeka na wszystko i wszystkich do chwili, w której Czech wraca, bo gliwiczanom nie idzie. W międzyczasie zdążył jeszcze wylać żółć na swojego asystenta Jiriego Necka, którego oskarżał o sprawienie mu zawodu na łamach czeskich mediów.

Wszyscy w klubie byli później zgodni, że zatrudnienie go po raz drugi było kompletną pomyłką. Bo poczuł, że wolno mu za wiele, w efekcie czego był jeszcze trudniejszy we współpracy niż w wicemistrzowskim sezonie.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

A że w parze poszły tym razem marne wyniki…

Marcin Kaczmarek -> Dominik Furman Jerzy Brzęczek (Wisła Płock)

Tak długo, jak gra dla Wisły toczyła się o pozostanie w lidze, dowodził najlepszym zespołem grupy spadkowej, który nie załapał się do górnej połówki jedynie o włos. W swoim pierwszym sezonie w ekstraklasie poskładał z nazwisk nieszczególnie imponujących, wokół Dominika Furmana i jego stałych fragmentów, ekipę zdolną do wygrania w jednym sezonie z wicemistrzem (dwukrotnie), z czwartą drużyną ligi, a także potrafiącą wbić mistrzowi Polski cztery bramki w dwóch spotkaniach (2:2 i 2:3).

Dominikowi Furmanowi nie podobały się jednak metody Marcina Kaczmarka, więc postanowił zwolnić trenera. Nie udał mu się co prawda skok na zwolniony stołek, ale złego, niedobrego, fatalnego Kaczmarka z klubu się pozbyto.

Dobra zmiana? Po ośmiu kolejkach 2017/18 Wisła Płock jest 14. w tabeli z 8 punktami. Po ośmiu seriach gier rok temu miała o trzy „oczka” więcej i była trzy miejsca wyżej. No i strzeliła wtedy sześć goli więcej niż dziś, dzierżąc tytuł najgorszej ofensywy ligi.

Jakby co „Furmi”, nie polecamy pójścia w przyszłości w dyrektory. Za zmianę Bogu ducha winnego trenera na gorszego raczej premii nie przyznają.

Jacek Zieliński -> Jose Mari Bakero (Lech Poznań)

W świecie uporządkowanym, wśród ludzi kierujących się w swoich decyzjach zdrowym rozsądkiem, panuje przekonanie, że jeśli jesteś dość dobry w swojej dziedzinie, zasługujesz na większe zaufanie i awans zawodowy. Jeśli jesteś przeciętny – robisz to, co robiłeś. A jeśli słaby – wiadomo, pakujesz się i szukasz nowego pracodawcy.

Lech postanowił jednak swego czasu odejść od modelu, w którym na pracę w zespole mistrza Polski powinno się zasłużyć wyróżniającą robotą w słabszym zespole. Zamiast bowiem zastępując zwolnionego Jacka Zielińskiego, sięgać po gorące nazwisko na rynku trenerskim, władze Kolejorza zdecydowały się powierzyć misję prowadzenia klubu Jose Mari Bakero. Gościowi, który z Polonią – klubem, którego prowadzenie przypominało rollercoaster, ale też z kadrą napompowaną znacznie bardziej niż u większości ligowych rywali – zajął trzynaste miejsce w lidze i którego zwolniono na starcie kolejnego sezonu. Że „Bakero to nowa jakość” wierzył tylko Józef Wojciechowski i to tylko w momencie, kiedy go zatrudniał.

Uwierzyli jednak w Poznaniu, ku powszechnemu zdziwieniu. Spotęgowanemu jeszcze wynikami Lecha w pucharach. Bo przejęta przez Bakero po Jacku Zielińskim ekipa wygrała pamiętny mecz z Manchesterem City.

Konfetti szybko jednak spadło na ziemię, równie szybko okazało się, że Bakero-trener to wydmuszka. Lech grał nijako, Lech nie potrafił wypracować sobie porządnego stylu, doszło nawet do tego, że kibice intonowali raz za razem „Guantanamera, czas już wyjebać Bakera”.

I choć przygody w Lidze Europy nikt mu nie zabierze, to późniejsze perypetie Lecha z Hiszpanem pokazują, że ten facet nigdy nie powinien dostać w swoje ręce klubu chcącego grać o poważne cele. Zresztą o tym, jakim był szkoleniowcem mówi najlepiej fakt, że trenerką Bakero po Lechu z marnymi efektami parał się w lidze Peru.

Radosław Sobolewski -> Kiko Ramirez (Wisła Kraków)

To, że Radosławowi Sobolewskiemu nie pozwolono poprowadzić Białej Gwiazdy po tegorocznej przerwie zimowej, było pewnym zaskoczeniem. Ale królik, jakiego z kapelusza wyciągnięto w Krakowie sprawił, że reakcja inna niż przecieranie oczu ze zdumienia była raczej sporadyczna. Były w Wiśle eksperymenty z wyróżniającymi się trenerami z krajów bałkańskich i okolic (Okuka, Petrescu), zdarzył się też trener średniej klasy z Holandii (Maaskant). Wszyscy oni jednak albo mieli już w Polsce renomę, albo można ich było kojarzyć z większych lub mniejszych osiągnięć w najwyższych ligach swoich krajów. Ramirez? Przychodził jako kompletny anonim i trudno było nie być sceptycznym. Pisaliśmy wtedy:

Dość gruntownie przeszukaliśmy hiszpański Internet w poszukiwaniu informacji o Kiko, ale nic z tego – widać, że Wisła nie ma zamiaru przepłacać za nazwisko czy CV i bierze faceta wyłącznie na podstawie jego umiejętności. Te muszą być bez wątpienia ogromne, bo ostatnim klubem w jego karierze był hiszpański czwartoligowiec. Biorąc pod uwagę, że na tym poziomie gra 360 drużyn (a w ligach wyższych ok. 120) – Wisła miała w kim wybierać.

Trudno od razu podać czym zaimponował krakowskiemu klubowi nowy trener, ale na szybko wypisaliśmy sobie kilka zalet, których Radosław Sobolewski nie ma i już pewnie mieć nie będzie. Kiko Ramirez, w przeciwieństwie do dotychczasowego opiekuna Wisły:

– jest Hiszpanem
– jest z Hiszpanii
– mówi po hiszpańsku
– już jako piłkarz był Hiszpanem

Okazało się jednak, że gość… ma pojęcie. Wisła nie stała się może ekipą na poziomie La Liga (swoją drogą – jak miała się nią stać, skoro jej trener nigdy nie był szkoleniowcem na poziomie La Liga?), ostatnio słychać też, że kibice nie są szczególnie zadowoleni ze stylu Białej Gwiazdy, określanego jako nie do końca udana próba kopiowania Atletico Madryt. Ale z drugiej strony – Wisła od czasu przejęcia zespołu przez Ramireza jest ex-aequo ze Śląskiem szóstą najlepiej punktującą drużyną ligi. Jedynie za bijącym się w poprzednim sezonie do końca o mistrzostwo kwartetem, a także o punkcik za plecami Zagłębia Lubin.

Marcin Brosz -> Angel Perez Garcia (Piast Gliwice)

Kiedy żegnał się z Piastem byliśmy pewni, że drugiego takiego indywiduum w naszej lidze już nie będzie. Niekoronowany król painta, mistrz motywacji i prawdziwy specjalista w dziedzinie kreowania wizerunku w social media.

Pożegnanie z Marcinem Broszem i sięgnięcie po gościa prosto z Malediwów, wobec którego można było mieć uzasadnione przypuszczenia, że więcej niż trenował, moczył cztery litery w oceanie. To był brawurowy, by nie powiedzieć: kaskaderski ruch Piasta. Piłkarze zresztą później wspominali, że Angel to „nie był trener”, tylko ktoś, kto miał pełzające po podłodze morale zespołu podnieść. Niekoniecznie pełnymi merytoryki odprawami, bardziej poklepaniem po plecach, pochwaleniem się fotką z jednego z meczów oldbojów Realu Madryt, grafikami, na których piłkarze Piasta przedstawieni są jako tygrys wygrywający walkę z innym tygrysem.

Poskutkowało na krótką metę, i to poskutkowało jak cholera, bo Piast zaczął od 5:1 z Cracovią. Na dłuższą – nie miało szans zdać egzaminu. Bo co innego śmieszkowaniem i byciem bratem łatą dźwignąć zespół dobrze przygotowany do gry, a co innego w ten sam sposób przygotować go do sezonu.

Ale mimo wszystko – parę resultados historicos jest w historii piastunek zapisanych do dziś.

Maciej Bartoszek – Gino Lettieri (Korona Kielce)

O ile o poprzednich zmianach pisaliśmy w mniej lub bardziej wyważonym tonie, o tej po prostu nie potrafiliśmy. I – choć Gino Lettieri sklecił drużynę, która nie szoruje dna tabeli ekstraklasy – nadal nie potrafimy. Jeśli nie pamiętacie okoliczności, przypomnijmy:

Bartoszek objął Koronę, gdy ta była na czternastym miejscu i większość zdrowo myślących ludzi typowała ją wtedy do spadku. Dziś Korona Kielce gra w grupie mistrzowskiej i gdzieniegdzie można usłyszeć, że to póki co najlepiej grający zespół spośród tych, które grają o nic. I co się dzieje? Prezes Korony Krzysztof Zając zwołuje konferencję prasową i ogłasza: żegnamy się z Bartoszkiem!

A my pytamy – czy wam się tam w Kielcach sufit spierdolił na łeb?

Ten sam Maciej Bartoszek – choć decyzja była zdecydowanie umotywowana właśnie idiotycznym posunięciem nowych władz Korony – został później na gali ekstraklasy mianowany trenerem roku. Bezrobotnym trenerem roku, bo decyzji, jaką podjęto w Kielcach, cofnąć już się nie dało. Zresztą wątpliwe, by Dieter Burdenski zgodził się na to, by klub prowadził ktoś, kto nie widzi w nim miejsca dla Fabiana. A także by Bartoszek wsadził dumę do kieszeni, a wręcz ją podeptał, byle tylko dalej pracować w Kielcach.

Korona zdecydowała więc, że architekta jednego z najlepszych sezonów w historii klubu zastąpi trener, o którym w Niemczech mało kto miał jakkolwiek pozytywne zdanie (a spytaliśmy naprawdę wielu osób, sprawdźcie TUTAJ).

***

No i oczywiście:

Jacek Magiera -> Romeo Jozak (Legia Warszawa)

Sama decyzja o zwolnieniu Jacka Magiery – w oparciu o wyniki, styl gry Legii z tego sezonu – to nic szokującego. Ale już okoliczności, w jakich do zwolnienia doszło, przypomnijmy, niewiele ponad miesiąc po wyrażaniu przez prezesa Legii Dariusza Mioduskiego zapewnień o tym, że pozycja szkoleniowca jest nie do ruszenia i nie przewiduje zmian w najbliższej przyszłości. Że nawet w razie odpadnięcia z Sheriffem Tiraspol nie będzie nerwowych ruchów.

Wystarczyło spotkanie ze Śląskiem Wrocław, by optyka Mioduskiego zmieniła się o 180 stopni. By prezes Legii swoje wszystkie wcześniejsze deklaracje wrzucił do kosza.

Decyzja o następcy również nie jest taką, jakiej pewnie by się wszyscy spodziewali. Nie przychodzi ani stary wyga, który z niejednego pieca chleb jadł i który wydobędzie z piłkarzy coś ekstra wprowadzając ostry reżim (Czerczesow). Ani gość z dużym nazwiskiem i piłkarską przeszłością, które same w sobie muszą sprawić, że przynajmniej na starcie będzie mieć znakomity posłuch w szatni (Berg).

Nie, przychodzi dyrektor sportowy, gość od młodzieżowców, który dopiero chce wkroczyć na ścieżkę trenerki i dla którego Legia będzie – co tu dużo mówić – poligonem doświadczalnym. Miejscem, gdzie przekona się, czy nadaje się do tego zawodu, czy jednak powinien pozostać w cieniu, odwalając kawał znakomitej roboty z drugiego szeregu. Może to zagranie va banque okaże się strzałem w dychę, ale nie zdziwi nas, jeśli Jozak kompletnie się pogubi w tak trudnej szatni, jaką bez wątpienia jest ta legijna.

Najnowsze

Piłka nożna

Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie

Paweł Paczul
11
Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie
Anglia

Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Paweł Wojciechowski
0
Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Komentarze

19 komentarzy

Loading...