Reklama

Astana znów nieszczęśliwa: najgorszy z możliwych wyników dla Polski

redakcja

Autor:redakcja

01 września 2017, 20:07 • 2 min czytania 9 komentarzy

Czarnogóra jadąc do Kazachstanu rozgrywała może nie mecz o wszystko, lecz wygrać zwyczajnie musiała, jeśli myślała jeszcze o happy endzie w grupie eliminacji. Wydawało się nam, że nie trafili na teren sprzyjający rozgrywaniu trudnych meczów, bo Astana lubi zaskoczyć przyjeżdżające ekipy, ale… no właśnie – wydawało się. Czarnogórcy przyjechali do Astany jak po swoje, pewnie wygrali, nie dali Kazachom zbyt dużego prawa głosu.

Astana znów nieszczęśliwa: najgorszy z możliwych wyników dla Polski

Oglądanie tego meczu było bardzo dziwnym uczuciem. Nagle okazało się, że sztuczna trawa wcale nie musi być problemem, że długa podróż wcale nie musi paraliżować nóg. Z drugiej strony Czarnogóra – wbrew temu na co wskazuje wynik 3:0 – nie wyczyniała jakichś specjalnych wygibasów, to nie było przekładanie lewej nogi za prawe ucho. Była po prostu do bólu skuteczna i wykorzystała niemalże wszystko, co sobie stworzyła.

Bramka numer jeden? Efekt tego, w co Czarnogóra grała od początku – cierpliwe, spokojne wyprowadzanie akcji i próbowanie raczej środkiem niż skrzydłami. Vesović zwietrzył swoją okazję i wszedł między kilku zdezodientowanych Kazachów, a później podciął piłkę na totalnym luzie nad bramkarzem. Powodzenia tej akcji nie zburzył nawet fakt, że piłka turlała się do siatki jakieś pół godziny. Trafiony Kazachstan miał w pewnym momencie swoje pięć minut, ale był potwornie nieskuteczny – szczególnie Kuat, który powinien trzymany być jak najdalej od bramki przeciwnika. Raz głową uderzył w poprzeczkę, raz sprzed pola karnego prawie wybił piłkę ze stadionu, a w samej końcówce nie potrafił zdobyć gola pocieszenia z kilku metrów i… znów prawie wybił piłkę ze stadionu. Znacznie skuteczniejsza była Czarnogóra – dwa kolejne gole padły po świetnie rozegranych rzutach wolnych. Zarówno Beciraj jak i Simić czuli się w polu karnym mniej więcej tak, jak Raymond Domenech opisujący swoje przeżycia w biografii (przypomnijmy tytuł – „Straszliwie sam”). Ogólnie jednak – biorąc pod uwagę obraz gry – był to całkiem wyrównany mecz. Dla Kazachów to jednak żadne pocieszenie.

A dla nas? Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że to najgorszy z możliwych układów. Czarnogórcy dojeżdżają do nas na trzy punkty, a to oznacza, że ciągle jesteśmy pod prądem. Niewykluczone, że to właśnie z Czarnogórą – o ile ta nie potraci punktów po drodze – zagramy w ostatnim meczu o pierwsze miejsce w grupie. Ale to raczej wciąż czarny scenariusz.

***

Reklama

Sytuacja w grupie po meczu Czarnogóry i przed meczem Polski:aaaaaaaaaaaaaaaaa

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

9 komentarzy

Loading...