Saga transferowa zakończona. Sandomierski w Genku

redakcja

Autor:redakcja

10 sierpnia 2017, 08:52 • 2 min czytania

Reklama
Saga transferowa zakończona. Sandomierski w Genku

Jeśli chodzi o transfery, to najgorsze są trwające czasami po kilka miesięcy sagi, dotyczące jednego zawodnika. Weźmy na warsztat takiego Pogbę. Do ilu klubów najdroższy Francuz w historii miał trafić? Barcelona, Real Madryt, Bayern, PSG, oba Manchestery, i tak w sumie moglibyśmy wymieniać jeszcze chwilę, ale oszczędzimy sobie trudu. Polski przykład? Chociażby Lewandowski w Realu. Do stolicy Hiszpanii trafić miał już w 2014 roku, a mamy 2017 i „Lewy” nadal siedzi w Monachium. Nasza przaśna ekstraklasa akurat pod tym względem czasami nadążała za „wielkim światem” i również miała swoje telenowele. Jak ta zakończona dokładnie sześć lat temu, gdy Grzegorz Sandomierski ostatecznie zdecydował się zamienić Polskę na Belgię.

Nic dziwnego, że w pewnym momencie był aż taki popyt na Sandomierskiego. Grzesiek uznawany był za jednego z najbardziej utalentowanych golkiperów w swoim roczniku, więc i chętni na kartę Polaka się znaleźli. Najbardziej zdeterminowane do ściągnięcia Sandomierskiego były dwa zespoły: szkocki Celtic i belgijski Genk. Licytację zaczął klub z Glasgow, który właściwie miał już Grześka na tacy. Postanowił jednak spróbować zbić z ceny, nawet jeśli byłaby to różnica w granicach 200 tysięcy euro. To niezdecydowanie wykorzystał Genk, który dogadał się z Jagiellonią w ekspresowym tempie, wpłacił 1,6 bańki i wyprzedził ekipę „The Bhoys” na ostatniej prostej.

Był to wtedy dla belgijskiej drużyny rekordowy transfer, gdy mówimy o kupnie bramkarzy. Sandomierski przychodził do Belgii po to, by zastąpić absolutny diament tamtejszej szkółki i zarazem dzisiejszą gwiazdę Chelsea, Thibuata Courtoisa. Guy Martens, trener bramkarzy w Genku, tak wypowiedział się o transferze 22-letniego Polaka w „PS”: „Nigdy nie płaciliśmy takich sum za bramkarzy. Maksimum to pół miliona euro. Ale oglądałem Grzegorza w 7 meczach, dlatego na posiedzeniu zarządu powiedziałem, że jestem pewien tego transferu”. Sami widzicie – Grzesiek miał w Genku wszystko. Niezbyt dużą rywalizację na swojej pozycji (no bo kim w porównaniu do Courtoisa był Laszlo Koteles?), ogromne zaufanie „przełożonego” i wiele spotkań w sezonie, podczas których mógł się pokazać publiczności.

Koniec końców Sandomierski wracał jednak do Polski z podkulonym ogonem, wyznając później w wywiadzie dla Weszło, że jego kariera zdecydowanie nie poszła w kierunku, który sobie wymarzył. Niestety – nie on pierwszy i nie ostatni…

Reklama

Najnowsze

Ekstraklasa

Misiura ma kolejny problem. Piłkarz nie zagra do końca sezonu

Jan Broda
0
Misiura ma kolejny problem. Piłkarz nie zagra do końca sezonu
Ekstraklasa

Widzew nie wpuści kibiców Górnika. Powodem rozwalone kible

Jan Broda
14
Widzew nie wpuści kibiców Górnika. Powodem rozwalone kible

Weszło