Reklama

Dochodziły mnie słuchy, że Biliński zwariował i poleciał na pieniądze. Nieprawda!

redakcja

Autor:redakcja

20 czerwca 2017, 17:40 • 4 min czytania 7 komentarzy

Dalecy jesteśmy od napisania, że Kamil Biliński to rewelacja sezonu. Nie przejdzie nam jednak przez klawiaturę też to, że zaliczył zły sezon i że nie pociągnął Śląska Wrocław w kluczowym momencie rozgrywek. Dlatego dziwne wydało nam się to, że klub nie potrafił się dogadać z zawodnikiem, który deklarował chęć pozostania we Wrocławiu na dłużej. Co stanęło na przeszkodzie? Pytamy samego zainteresowanego.

Dochodziły mnie słuchy, że Biliński zwariował i poleciał na pieniądze. Nieprawda!

Gadaliśmy chwilę tuż po tym jak wyszła informacja o nieprzedłużeniu twojego kontraktu ze Śląskiem i biła wtedy od ciebie taka pewność siebie, że to nie ty w tej całej sytuacji jesteś przegrany. I faktycznie – bez problemu znalazłeś sobie nowy klub.

W ostatnich tygodniach miałem naprawdę duże urwanie głowy przez oferty. Wiele osób może w to nie wierzyć, ale było ich naprawdę sporo. Najbliżej było mi do Beitaru Jerozolima. Tak naprawdę byłem już zdecydowany by jechać do Izraela i zrobić przegląd, jak to wygląda na miejscu.

Beitar – dość mocna egzotyka.

Czwarty zespół ligi izraelskiej, który gra w eliminacjach Ligi Europy i to mnie przekonywało. Byłem mocno zainteresowany tą ofertą i chciałem iść w tę stronę. Miałem też ofertę z jednego klubu rumuńskiego grającego także w Lidze Europy, ale Beitar ją przebijał. Zbierałem dużo informacji na temat Beitaru i nie wiedziałem, co robić. Biłem się z myślami bardzo długo. W podjęciu decyzji pomogła mi Wisła Płock, która pojawiła się dość nagle i dość niedawno. Była na tyle konkretna, że szybko się dogadaliśmy. Powiedzieliśmy sobie z rodziną, że są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze, dlatego zostaniemy w Polsce. Czasem trzeba coś stracić, żeby coś innego zyskać. Było naprawdę duże zainteresowanie trenera, prezesa, klubu – to nas też przekonało.

Reklama

11 bramek i 4 asysty to jak na napastnika Śląska Wrocław dobry czy zły wynik?

Z przekroju całego sezonu i mojej perspektywy – bardzo dobry. Szczególnie biorąc pod uwagę, jaką miałem pozycję w zespole. W wielu momentach nie grałem, trenerzy mieli w trakcie sezonu inne koncepcje co do mojej osoby. Zawsze wierzyłem w siebie i wiem na co mnie stać. Kiedy mam czystą głowę i zaufanie – zawsze jestem w stanie strzelić dwucyfrową liczbę bramek.

Bilans masz niezły, więc sportowo się obroniłeś. Jesteś wychowankiem Śląska, utożsamiasz się z Wrocławiem – wydaje się, że na takich jak ty powinno się budować klub.

Śląsk chciał ze mną przedłużyć kontrakt, ale po pierwszej ofercie wiedziałem, że absolutnie nie jestem pierwszą opcja i że być może bez względu na moje starania i tak spędzę większość czasu na ławce rezerwowych, co mnie nie interesuje. Chcę czuć, że ktos faktycznie na mnie stawia i że jestem mu potrzebny. Nie chodziło o aspekt finansowy. Wielokrotnie dochodziły mnie słuchy, że Biliński zwariował i poleciał na pieniądze, bo strzelił kilka bramek i nagle chciał niewiadomo ile. Prawda jest taka, że chodziło o zasady i szacunek w stosunku do mnie. Z mojej perspektywy nie wyglądało to na prawdziwe negocjacje. „Bierzesz to albo nie i tyle”. Pojawiły się informacje, że niby miałem bardzo duży kontrakt i klub mi chciał go tylko trochę obniżyć, a ja zwariowałem i powiedziałem, że nie. Absolutnie tak nie było. Klub chciał mi urwać sporo z poprzedniej umowy. Chciał mi dać kontrakt 1+1, ale z różnymi haczykami. Nie mogło to tak wyglądać. Mówiłem wprost: potrzebuję stabilizacji, chciałem we Wrocławiu już osiąść na dłużej. Ktoś powie: no tak, ale podpisałeś kontrakt w Płocku na podobnych warunkach bo też masz 1+1. Ale to 1+1 jest zupełnie inne.

Na czym polega różnica?

Są tam kruczki, które się różnią. Przede wszystkim czuję, że przychodzę do Wisły po to, by być kimś ważnym. Nie czułem bym we Wrocławiu miał stanowić o sile zespołu.

Reklama

Czemu ten Śląsk cię tak właściwie nie chciał? Zawsze ci było tam pod górkę, niby miałeś wahania formy, ale koniec końców się wybroniłeś.

Tak naprawdę nie wiem. Jak powiedziałeś – wybroniłem się. Wiele osób krytykowało moją postawę, a ja w końcówce sezonu wziąłem wszystko na swoje barki i pociągnąłem z chłopakami ten zespół do utrzymania, do widowiskowych spotkań, zwycięstw. Jeżeli te ostatnie mecze były moimi ostatnimi we Wrocławiu i już nigdy tam nie zagram, to pożegnałem się z klubem w jak najlepszy sposób. I z tego powodu bardzo się cieszę.

JB

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Igrzyska

Stefano Lavarini: Uwielbiam grać w pokera. On ma coś z siatkówki [WYWIAD]

Jakub Radomski
0
Stefano Lavarini: Uwielbiam grać w pokera. On ma coś z siatkówki [WYWIAD]
Ekstraklasa

Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Kamil Warzocha
4
Jagoda: Praca przy Ekstraklasie? Jestem jak grzybiarz w lesie w okresie suszy

Komentarze

7 komentarzy

Loading...