Śląsk się utrzymuje i zaskakuje. Potrójnie!

redakcja

Autor:redakcja

27 maja 2017, 21:18 • 3 min czytania

Reklama
Śląsk się utrzymuje i zaskakuje. Potrójnie!

Nie robimy tego zbyt często, ale dziś postanowiliśmy udać się do Wrocławia na mecz Śląska. Zazwyczaj podróże planujemy w inne miejsca, bo – nie ma co się oszukiwać – co może nam zaoferować ten klub i drużyna? Widowiska sportowego na wysokim poziomie – raczej nie. Wypełnionych trybun – tym bardziej. Jedynie wątek humorystyczny się pojawia, bo wiadomo, że bramkarz Śląska często jest na tapecie. Jednak dziś we Wrocławiu zaskoczyły nas trzy rzeczy. Właśnie poziom, frekwencja i – jakże by inaczej – Mariusz Pawełek.

Reklama

Zdarzało się już, że Weszło przywoziło ze sobą różne klątwy lub rozpoczynało dobre serie klubów i poszczególnych piłkarzy. Tym razem możemy przypisać sobie wkład do utrzymania w Ekstraklasie Śląska Wrocław. Zaczniemy od tego, co zaskoczyło nas jako pierwsze. Jedziemy na stadion – korków oczywiście nie ma. No bo korki przed meczem? We Wrocławiu? Abstrakcja. Tym większy był szok wymalowany na naszych twarzach, gdy weszliśmy na trybuny, a na nim niemal 12 tysięcy kibiców.

Niespodzianka numer dwa – jakość. Śląsk grał dziś naprawdę nieźle, żeby nie powiedzieć, że dobrze. Z tyłu pewny Celeban wspomagany przez Pawelca, w środku rozdający karty Morioka i Madej, a z przodu znów groźny Kamil Biliński. Zresztą w przypadku tego ostatniego wystarczy spojrzeć na liczby – cztery ostatnie mecze i pięć goli. Przytomnie zachował się w polu karnym, gdy piłkę dośrodkował mu Morioka, po czym strzelił gola. A miał też inne okazje – gdy centymetrów zabrakło mu do piłki, gdy zabiegli sobie drogę z Pichem i 30-metrowy rajd od linii bocznej pod pole karne, gdy minimalnie przestrzelił.

Zupełnie inaczej wyglądała Cracovia, która błędy przeplatała większymi błędami. Gol Morioki to – innego słowa w przypadku Japończyka nie użyjemy – harakiri defensywy Cracovii. Więcej miejsca pomocnik Śląska miałby chyba tylko na pustym pasie startowym lotniska we Wrocławiu. Ale jak o tej akcji piszemy, to najważniejszy był jej początek. Madej miał piłkę na prawym skrzydle w okolicach linii środkowej. Przyciskał go Steblecki i wydawało się, że nic już z tego nie będzie, jednak Madej przepchnął rywala, wyprzedził go i zagrał idealnej do Japończyka. Steblecki się nie popisał i choć niby trudno rozliczać go za to, że po prostu wolniej biega, to miał już przewagę na dobre dwa kroki i mógł wybić piłkę na aut. Nie chciał, a to się zemściło.

Generalnie dzisiejsze popisy defensywy Cracovii, zwłaszcza Polczaka i Wołąkiewicza to bardzo wysoki, jeśli nie najwyższy poziom parodii. Pomijając słabe zorganizowanie w obronie, najbardziej rozśmieszyło dośrodkowanie Huberta Wołąkiewicza, które wylądowało gdzieś między dziesiątym a piętnastym rzędem trybun. Z przodu nie było lepiej, akcji naprawdę zagrażających bramce Śląska niewiele, oprócz tej, która mogła dać bramkę do szatni. Jednak strzał z dystansu jednego z zawodników Pasów wybronił Pawełek.

Reklama

Genzo Wakabayashi z Wrocławia #ŚLACRA#Pawelekpic.twitter.com/aCbuYov7BY

— Pan Józek (@Pan_Jozek) 27 maja 2017

I tak doszliśmy do trzeciej, chyba jednak największej niespodzianki. Mariusz Pawełek. Od początku był dziś pewny przy dośrodkowaniach i za to może jeszcze brawa się nie należą, ale przy wideo, które czeka na was niżej – oczekujemy wręcz owacji na stojąco przed monitorami. Od kibiców ją dostał i „Pawełek” było skandowane nawet po meczu. Obejrzyjcie – cóż za zwrotność, refleks! Piątek kopiąc w słupek wystawił sam sobie patelnię, ale Pawełek zgasił pożar. Dobitka Jendriska – rzucając mu się pod nogi znów uratował zespół. Bramkarz Śląska jest chyba jedynym bramkarzem w naszej lidze, który w jednym sezonie może zgarnąć statuetki za babola oraz najlepszą interwencję sezonu. To taki polski narcyzm – jak nie możesz mówić, że jesteś w czymś najlepszy, to mówisz, że jesteś najgorszy. I odwrotnie. Dziś Pawełek, jeśli pójdzie się napić, to zdecydowanie na wesoło.

uZY6lHg

Reklama

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Był wielkim talentem Liverpoolu. Teraz przyznał się do brutalnego ataku na byłą partnerkę

Kacper Korpak
1
Był wielkim talentem Liverpoolu. Teraz przyznał się do brutalnego ataku na byłą partnerkę

Weszło

Reklama