Reklama

3:4 w Lubinie. Emocje, kontrowersje, charakter lidera. Mecz kompletny.

redakcja

Autor:redakcja

07 kwietnia 2017, 23:34 • 4 min czytania 62 komentarzy

43 strzały w meczu Cracovii ze Śląskiem Wrocław. Wynik 3:4 w meczu Zagłębia Lubin z Jagiellonią Białystok. Nie wiemy, jakie jeszcze konfiguracje tych dwóch cyfr przygotuje dla nas Ekstraklasa, ale strzelamy, że po takim ładunku emocji i niezłej piłki jak dziś, jutro w tych granicach będą oscylować co najwyżej noty ofensywnych piłkarzy czy liczba celnych strzałów na mecz. Serio – tym, co działo się dzisiaj na Dolnym Śląsku, można by obdzielić wszystkie jutrzejsze mecze, a i tak pewnie nie narzekaliśmy na nudę.

3:4 w Lubinie. Emocje, kontrowersje, charakter lidera. Mecz kompletny.

Rzadko się zdarza w Ekstraklasie mecz, w którym było zupełnie WSZYSTKO. Ten – z czystym sumieniem możemy to napisać – taki był. Zwroty akcji? Równie częste, co wybuchy Probierza przy ławce. Piękne bramki? Za taką w sumie można uznać gola Janoszki po wrzutce-marzenie Starzyńskiego. Błędy sędziego? Oj, i to nawet niejeden. Zaskakujący finisz? I to jak. Czarny charakter? Nawet dwa, Raczkowski i Polacek. Siedem bramek, losy meczu odwrócone w ostatnim kwadransie, kontrowersje…

Mecz kompletny.

Przed spotkaniem najwięcej mówiło się o braku Vassiljeva. Był on oczywiście zauważalny (w przeciwieństwie do Szymańskiego, który miał wcielić się w jego rolę), lidera Jagi godnie zastąpił dziś jednak duet Sheridan-Polacek. Zaczęło się od nieprawidłowego gola Zagłębia. Asysta podaniem górą Janusa była może i ładna, ale sędzia nie może nie widzieć tak wyraźnego spalonego, na jakim był Woźniak. Bardzo duży błąd bocznego arbitra.

Reklama

Jagiellonia wyrównała błyskawicznie. Środek do celu? Zahipnotyzowanie defensywy rywali, która pozwoliła im na oddanie trzech strzałów w jednej akcji. Polacek był zamroczony do tego stopnia, że aż wystawił piłkę Sheridanowi na drugą dobitkę, a ten bardzo przytomnie uderzył z powietrza, mimo że przy tak krótkim czasie reakcji co drugi ligowiec nie zdążyłby nawet oderwać nogi od ziemi. Irlandczyk wbił później jeszcze gola z karnego, którego sędzia podyktował po faulu Polacka na Frankowskim. Słowak wyciął równo z trawą będącego w pełnym biegu Polaka, raczej nie było o czym dyskutować. W przeciwieństwie do incydentu z ostatniej akcji połowy, gdy Kelemen wypluł przed siebie piłkę, Janoszka podciął ją nad nim, zostawił nogę i dał się Słowakowi powalić. Karny z gatunku tych, których sędziowie nienawidzą gwizdać – sporo teatru, jeszcze więcej cwaniactwa i żadna celowość faulującego. Ale jednak pretekst do odgwizdania był bardzo duży. Sędzia Raczkowski wskazywać na wapno jednak nie zamierzał, co – jak widać – okazało się błędem.

Uznajemy jednak, że do wypaczenia wyniku nie doszło – podarował Zagłębiu gola, później gola odebrał. Kontrowersja była jeszcze przy bramce Piątka. Istnieje szansa, że na spalonym był Nespor, ale gdy popatrzymy na stopklatkę z dobrej kamery… Jeśli już, był to ofsajd naprawdę centymetrowy, raczej nie do wychwycenia dla bocznego.

Reklama

W tym momencie to Zagłębie miało psychologiczną przewagę i to ono bardziej cisnęło. Gdy perfekcyjną wrzutkę do Janoszki posyłał Starzyński, a skrzydłowy Zagłębia na dodatek pakował piłkę do siatki, wydawało się, że jest już po wszystkim. Ale no właśnie – ten mecz był tak absurdalny, że nastąpił kolejny zwrot akcji. Jaga wcisnęła bramkę po wolnym Tomasika i  główce Runje. Gdzieś na parterze w tej akcji był Polacek, co – gdyby sędzia zachował aptekarskie podejście – mogło zostać uznane za faul, bo jednak nie znalazł się tam sam, a przy wyraźnej pomocy Gutiego. Sama końcówka to już było małe bombardowanko ze strony Jagi. Raz świetnie przymierzył Chomczenowskyj, lecz Polacek rzutem na taśmę zaliczył jedyną dobrą interwencję w meczu. Za chwilę znów Ukrainiec – rogal przeszedł centymetry obok bramki. Nie minął moment – słupek Sheridana. Kolejna chwila – Chomczenowskyj zostaje zablokowany, piłka trafiła prosto pod nogi Sheridana, co okazało się kluczowe dla losów meczu. Napastnik wystawił piłkę do Novikovasa, a ten dopełnił z kolei formalności. 3:4.

Kompletnie popieprzony mecz. Imponować może to, jak konsekwentnie Jaga nie daje zepchnąć się z fotelu lidera. Dziś – umówmy się – nie trafili na łatwy teren, mecz także nie ułożył się po ich myśli, do tego grali bez faceta, który odpowiedzialny jest za ponad połowę goli drużyny. A mimo to wcisnęli te cztery bramki. Czapki z głów.

Panie Probierz, z każdą kolejką rosną szanse, że te gratulacje dla Lecha trzeba będzie prostować.

C160vJX

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

62 komentarzy

Loading...