post Avatar

Opublikowane 27.03.2017 15:54 przez

redakcja

W Planicy pojawiłem się w ten weekend po raz pierwszy w życiu. Ba – ja w ogóle debiutowałem na skokach narciarskich. I choć strzelić w aucie tysiąc kilometrów w jedną stronę to nie jest przyjemna sprawa, a przespanie w ciągu kilku dni śmiesznych kilkunastu godzin również nie pomaga w złapaniu formy, to najchętniej już bukowałbym identyczny wyjazd na marzec 2018.

Tak jak w czasach „Małyszomanii” byłem kompletnym fascynatem wybijania się z progu, tak potem moje zauroczenie nieco się wypaliło. Ten syndrom trafił zresztą chyba nie tylko mnie, bo szerokie grono znajomych i sporej reszty kibiców odczuwało podobny marazm. Tak jak przez długie lata weekendy programowałem w ten sposób, by wołać rodzinkę „na Małysza”, tak po wzruszającym monologu Włodzimierza Szaranowicza puentującym karierę Adama coś chrupnęło. Niby Kamil Stoch wskoczył w pozostawione przez mistrza buty, niby spisywał się nieźle i zamiast się w nich wywracać, to dzielnie kroczył do przodu, ale zajawka nie była już ta sama. Zamiast konkursu w Kuopio wolałem odpalić sobie jakieś archiwalne skakanie z tymi wszystkimi bohaterami dzieciństwa – od Widhoelzla, przez Romoerena aż po Schmitta.

Znienacka stałem się więc Januszem skoków. Wyniki sprawdzałem jak po obiedzie zostawała już musztarda, a te wszystkie zmiany w przepisach, powiększone skocznie i kolejne emerytury moich idoli tylko pogłębiły obojętność. Nie mogło być więc lepszego sposobu na próbę reanimacji sympatii do fruwania na nartach niż wypad do Planicy. Zwłaszcza, że w tym sezonie jakoś zupełnie nieplanowanie coś drgnęło i pooglądać tych wariatów przelatujących absurdalne odległości zdarzało się coraz częściej.

Na konkursie w Zakopanem nie byłem nigdy, ale Wielką Krokiew zwiedzić się udało. Latem po raz drugi albo trzeci stanąłem pod skocznią i znów mnie zatkało. Zdawało mi się wówczas, że wpaść na pomysł rozpędzenia się do jakichś stu kilometrów na godzinę i przelecenia 130 metrów to jak igraszka z życiem. Stąpanie po cienkim lodzie. Coś, czego nie wykonałbym nigdy na trzeźwo, w pełni władz umysłowych i z własnej inicjatywy. I tak jak zrozumiałem wówczas, że trzeba albo dysponować wielką odwagą, albo mieć nie po kolei w głowie, by na to się porwać, tak gdy stanąłem pod Letalnicą… Wow.

aaa

O znakomitości tych konkursów najlepiej świadczy fakt, że atmosferę chłonąć można we wspaniały sposób już sprzed telewizora. Słyszysz te wszystkie kołatki, trąbki, wuwuzele, nakręcającego zabawę gościa i DJ-a serwującego imprezowe kawałki i aż ryj ci się śmieje. Będąc na miejscu odczucia potęgują się kilkukrotnie. Nie wiem, ile osób przekroczyło bramki obstawione ochroniarzami, ale tak dobrej imprezy na kilka (kilkanaście?) tysięcy osób jeszcze nie widziałem. Niby różne narodowości, niby ludzie przyjeżdżający kibicować komu innemu, a poczucie wspólnoty jakby był to Stadion Narodowy, mecz Polaków o mistrzostwo świata i absolutny brak obostrzeń. Możesz po trybunach biegać, możesz na nich tańczyć, może stawać na głowie, pić piwo, śpiewać i przytulać się ze wszystkimi dookoła. Wolnoamerykanka. Brak krzesełek na których musisz usiąść i kompletna frywolność robią swoje.

Generalnie już w drodze na skocznię czujesz, że będzie kozacko, a musicie wiedzieć, że mówiąc o drodze na skocznię nie mam na myśli odległości do 500 metrów od bramek. Mówię o kilku kilometrach, bo zazwyczaj wygląda to tak że wszyscy spotykają się w oddalonej o jakieś dziesięć kilometrów Kranjskiej Gorze i stamtąd darmowymi autokarami transportowani są pod Letalnicę. Autobusy podstawiane są na przystankach sąsiadujących ramię w ramię z pubami i knajpami, więc możecie sobie tylko wyobrazić jak wesoło bywa w trasie.

Dominowały oczywiście akcenty słoweńskie i polskie. To, co zaskoczyło mnie najbardziej, to liczba flag austriackich, które mógłbym policzyć na palcach obu rąk. Widziałem ludzi z całego świata – siedząc z piwkiem na trawie uwagę musiałem dzielić między skaczących, a piękną Brazylijkę, która tańczyła przede mną przez pół piątkowego konkursu (sory, byłem zbyt skrępowany, by cyknąć fotkę). Wśród flag powiewała ta szkocka (no tak, słynni szkoccy skoczkowie!), a jakiś wariat wpadł nawet reprezentując… Sporting Lizbona.

IMG_3682

Spotkać więc grupę Polaków było tak trudno, jak trafić w centrum Warszawy na otwartą budkę z kebabem o drugiej nad ranem w weekend. Oczywiście trasę wyznaczały dla każdego punkty z browarem, zabawa trwała w najlepsze i ewidentnie nikt nie miał zamiaru liczyć się z groszem. Celem było tylko to, by znakomicie spędzić weekend.

asafsf

W sobotę pisałem z Planicy, że piątkowy konkurs chwilowo nieco stępił pokłady optymizmu. Każdy był niby świadomy klasy Krafta, no ale Stoch ma swoje umiejętności i wiara w końcowy triumf była słabsza. Podczas porannej drużynówki Austriak zresztą odarł ze wszystkich złudzeń, co wspominałem w ten sposób:

Po tym jak na 251. metr pofrunął Kraft – wśród Polaków zapadła cisza. Czuło się jak gdyby Austriak skoczył i z bezczelnym uśmiechem na ustach zapytał kibiców: „I co? Zatkało kakao?”. No, zatkało. To był ten moment rezygnacji, kiedy machasz ze zrezygnowania ręką, odwracasz się na pięcie i idziesz po piwo. Rywal jest na takim poziomie, że dobić do niego nie ma sposobu. Astronomiczna dyspozycja, wydaje ci się, że nic lepszego nie możesz już zobaczyć.

I wtedy na belce siada Stoch.

251 i pół metra. Cholera. Widziałem wiele momentów, gdy kibice eksplodują z radości. Widziałem, gdy polscy fani po golu Lewandowskiego z Grecją szaleją na trybunach Narodowego. Widziałem, gdy puby wybuchają po serii rzutów karnych ze Szwajcarią. Gdy wpadają w paranoiczny szał gdy Małysz zdobywa Kryształową Kulę. Ale takiej emocjonalnej wycieczki z doliny do którą wrzucił nas Kraft, na Mount Everest, gdzie wyciągnął nas Stoch – chyba nie zarejestrowałem.

Gdyby więc w niedzielę wpaść pod skocznię i kompletnie nie wiedzieć, kto szykuje się do odebrania Kryształowej Kuli, a kto tę szansę stracił na samym finiszu, to domyślić się byłoby praktycznie niemożliwe. Tak jak wspomniałem – akcentów austriackich tyle, co kot napłakał, polskich – w bród. Furorę robili polscy kibice z flagami, klasę pokazywali Polacy grający na bębnach, tamburynach, w wielkich koszulkach z logiem „Harnasia” i koniecznie w czapce z dzwoneczkami. Nie patrzyli już na skoki, tak jakby przewidywali, że druga seria w ogóle się nie odbędzie. Wariowali gdzieś z boku, a z minuty na minutę liczba podziwiających tylko się powiększała. Wygląda to jak końcówka wesela, gdy orkiestra wybija jeszcze rytmy, a kto żyw, ten rusza na parkiet. Szwagier łapie ciotkę ze strony brata, stryjek obraca świeżo poznaną znajomą narzeczonej i tak generalnie to nikt nie ma zamiaru wracać do domu.

IMG_3684

Nie muszę dodawać, że w sumie kiepska w niedzielę pogoda miała tam takie samo znaczenie dla zabawy, jak cykliczne opady deszczu w lasach równikowych?

Oczywiście znad Wisły przybyli wszyscy, jak Polska długa i szeroka. Nazw miejscowości, które przewijały się wokół skoczni nie potrafiłbym za nic w świecie wskazać na mapie, a z geografii jestem akurat niezły. Byli starzy wyjadacze i zapaleńcy, którzy za Stochem i resztą jeżdżą po całej Europie, ale był też takie prawdziwki jak ja, które „po Małyszu” wpadły w kryzys. Teraz znów pojawili się na zawodach i znów rozemocjonowani zapowiadali, że za rok stawią się znów. Biało-czerwone koszulki, czapki, kapelusze, flagi, szaliki – absolutnie wszystko. Choć, muszę przyznać, trafiały się też stylówki zupełnie od czapy. „Marek 10” na koszulce Barcelony owinięte szalem z orłem i z plecakiem Realu Madryt zaskoczył mnie chyba najmocniej. Fotki zrobić się nie udało – po piwo ścisk jak cholera, a jeszcze odwracając się ze śpiewam na ustach zalał mnie browarem. „Sory kolego, ale zara Stoch!”. Trudno było się nie uśmiechnąć.

Fajna, naprawdę fajna jest ta cała kultura skoków, bo mimo że alkohol leje się hektolitrami, to raz, że by trafić na widok kogoś totalnie zrobionego trzeba mieć wielkie szczęście, a dwa – wszyscy częstują wszystkich. Generalnie w punktach nie nadążali z laniem piwka, a i ochroniarze byli łaskawi. Z tego co zaobserwowałem, to jeśli ktoś chciał wnieść ćwiartkę w rękawie, to dziesięć metrów za bramką wyrzucał ją już opróżnioną do kosza. Atmosfera i wszystkie okoliczności sprzyjają szeroko pojętej konsumpcji, ale poza drobnymi wyjątkami ludzie trzymają poziom. Wiadomo, notoryczne skakanie i śpiewy robią swoje.

Ha, a jakim powodzeniem cieszyły się hostessy! Nie wiem, czy te piękne dziewczyny rozdały przez cały konkurs więcej czekoladek, czy więcej zrobiły sobie jednak zdjęć z kibicami. Ktoś naprawdę strategicznie ustawił je na drodze od wejścia pod skocznię, więc jeśli producent słodkości chciał wypromować jeszcze mocniej swoją markę, to zrobił to w sposób doskonały.

To był mój pierwszy raz na skoczni i na pewno nie ostatni. To chyba jedno z niewielu wydarzeń sportowych, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić, gdzie wynik sam w sobie nie ma znaczenia. Wiadomo jak to jest na przykład na stadionie – jeśli świętują inni, to drudzy cierpią. Jeśli śpiewają ci po lewo, to ci po prawo milczą. A na skokach? Biesiada jednakowa dla wszystkich. Nieważne czy wygra Kraft, czy Stoch, czy ktokolwiek inny – wszyscy bawią się razem, razem piją, śpiewają i tańczą. Atmosfera nie do podrobienia.

No i jeszcze kilka fotek na zakończenie.

IMG_3451

IMG_3479

IMG_3489

IMG_3502

IMG_3680

„I feel S-LOVE-nia” – takie hasło błyszczało co krok pod skocznią. No i jeśli tak smakuje Słowenia, tak można ją poczuć podczas zawodów, to obowiązkiem jest jeszcze powrócić w to miejsce.

Serio, nawet jeśli nie oglądacie tydzień w tydzień skoków i generalnie całe to wybijanie się z progu nie kręci was jakoś bardzo, to Planicę zwyczajnie trzeba odwiedzić. By docenić jak nie po kolei w głowie mają ci, którzy szarpią się na takie zabawy. By spędzić kapitalny weekend, wybawić się w towarzystwie kilku narodowości, wypić zimne piwko w słoneczku, zainaugurować wiosnę i zwiedzić okolicę. No i żeby strzelić fotkę z hostessami!

MARCIN BORZĘCKI

Opublikowane 27.03.2017 15:54 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 9
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
dario armando
dario armando

Wspaniała przygoda

bil klinton
bil klinton

Fajnie się czytało! Zazdroszczę autorowi wyjazdu na te jedyne w swoim rodzaju zawody. Planica to magiczne miejsce. Nabrałem respektu do tej skoczni, gdy wszedłem kilka miesięcy temu na próg jej rozbiegu. Ogromny szacunek dla wszystkich skoczków, którzy mają jaja, żeby oddać skok z tego potwora.

lakolako
lakolako

http://betsforplayers.blogspot.com/ znowu wszystko trafili i kurs 50 nawet ! na dzis juz maja kolejne kupony ! polecam ich ! sam gram i trafiam

barszczyk
barszczyk

Świetna relacja. Od siebie dodam tylko, że wybrałem się ze znajomymi na zawody kamperem, który zaparkowaliśmy w odległości nie dalszej niż 200 metrów od kompleksu skoczni. To był znakomity pomysł, bo ta dróżka, przy której zatrzymaliśmy się, służyła skoczkom do rozgrzewki. Jemy śniadanie, a metr od nas przebiega Johansson, Koudelka albo inny Ito i życzy nam smacznego. Druga sprawa, dla której warto było się tam wybrać, to możliwość pogadania z samymi skoczkami. Mieliśmy ze znajomymi „biedabilety” (za 29 euro), uniemożliwiające wstęp w te rejony, gdzie przebywali skoczkowie, a mimo to udało nam się zebrać autografy/pogadać/cyknąć fotkę z prawie wszystkimi (poza D. Prevcem, P. Prevcem i S. Ammannem). Nikt nie odmawiał, niemalże wszyscy życzliwi i sympatyczni. Odnośnie zaś samych kibiców, to też byłem zdziwiony, że tak mało było austriackich flag (odniosłem wrażenie, że chyba nawet tyle samo co węgierskich, tj. 2, słownie: „dwie”). Wnioskując po flagach, to rozkład kibiców pod względem narodowości wyglądał następująco: 75 % Słoweńcy, 20 % Polacy, 5 % cała reszta (głównie: Niemcy i Norwegowie). Chociaż w momencie gdy spiker wywoływał Noriakiego można było odnieść wrażenie, że na trybunach zasiada 100 % Japończyków. Jedynym minusem oglądania skoków (lotów) na żywo jest to, że ciężko rozpoznać z większości miejsc na trybunach, czy poszczególny skok (lot) będzie dobry, bardzo dobry czy fantastyczny. Chociaż tutaj sprawę ratowały olbrzymie telebimy pokazujące lot w ujęciu telewizyjnym.

bil klinton
bil klinton

W którym miejscu dokładnie postawiliście kampera? Przyda mi się taka wskazówka na przyszły rok 🙂

barszczyk
barszczyk

Zaparkowaliśmy na jedynej drodze wiodącej do Olimpijski Sportini Center Dom Planica, jakieś 50 metrów od tego hotelu. Zdjęcie poglądowe hotelu:

http://files.planhab.com/200000328-d09b1d28ed/Planica.JPG

Przyjechaliśmy do Planicy ok. 2-3 nad ranem w piątek, a już ok. godz. 8-9 tego samego dnia dojazd do naszego miejsca parkingowego został zamknięty, a więc jeżeli chcesz zająć takie świetne miejsce, to musisz przyjechać odpowiednio wcześniej.

Król Roastów
Król Roastów

Kiedyś, kiedy Lech eliminował z Ligi Europy Juventus i pokonywał Manchester City, na forum jednego wrogiego mu klubu zdania co do tego osiągnięcia były podzielone. Jedni gratulowali, inni twierdzili z kolei, że nie wolno się cieszyć, nie wolno gratulować, bo to wróg i koniec. Dyskusja posuwała się w kierunku: „jak gratulujesz Lechowi, to wypierdalaj na Lecha” albo ironiczne „czyżby nowa zgoda się szykowała”? A Na samym końcu tej dyskusji przeczytałem jedno z najdurniejszych zdań w swoim życiu. Mianowicie:

„A może kurwa niech w ogóle na całym świecie zapanuje przyjaźń i życzliwość?!”

Oto właśnie różnica między podejściem skrajnych kibiców piłkarskich, a fanów skoków. Jedni wolą nienawiść, drudzy jedną wielką balangę, na którą zaproszenie mają wszyscy, bez względu na barwy narodowe. I dziwota, że na taki Śląsk nie przychodzi pies z kulawą nogą.

Kamil Grocholski
Kamil Grocholski

Bardzo miło się czyta, dzięki za ten tekst. Takimi relacjami wytrącacie argumenty ze „nowe weszlo” jest gorsze!

bil klinton
bil klinton

Następnie wjeżdża artykuł Gapińskiego i poziom znów drastycznie spada.

Weszło
15.08.2020

To już oficjalnie: po sezonie 20/21 Piszczek odchodzi z Borussii Dortmund

Cholera, jak ten czas zapieprza. Jeszcze niedawno czytaliśmy w 99% artykułach dotyczących Borussii Dortmund słynne zdanie „warto przypomnieć, że w BVB gra trzech Polaków”. Wydawałoby się to być prawie, że wczoraj, gdy na plecach trójki z Dortmundu chcieliśmy podbijać Euro 2012. Cieszyliśmy się, bo w końcu mieliśmy znaczących graczy z pola w Europie. Cóż, nadal […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Wisła Płock. Klub, który się nie rozwija

Wisła Płock może się cieszyć, że w przyszłym sezonie zdegradowana zostanie tylko jedna drużyna. Jeśli ktoś ma stanąć do walki o spadek z beniaminkami, „Nafciarze” są najoczywistszym z kandydatów. Ale to nie znaczy, że to się stanie. Raczej nastawiamy się na spokojne utrzymanie, pewnie już kilka kolejek przed końcem. Ale nie dlatego, że Wisła nas […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Pierwsze sensacje za nami, Zagłębie Sosnowiec i Korona Kielce odpadają z Pucharu Polski!

Przeczuwaliśmy, że jakieś niespodzianki w Pucharze Polski się przytrafią – za nami dość szalone półrocze, podczas którego w niektórych klubach doszło do trzęsienia ziemi. Ale że jednocześnie odpadną dwa kluby całkiem niedawno występujące w Ekstraklasie, w dodatku gubiąc się na dość niskich płotkach? Unia Janikowo niemiłosiernie męczyła się w rundzie wstępnej z IV-ligowym Zawiszą Bydgoszcz, […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Jak bardzo rozjechały się drogi Walukiewicza i Sobocińskiego?

6 września 2019 roku. Jan Sobociński i Sebastian Walukiewicz tworzą parę stoperów reprezentacji Polski U21 na mecz eliminacyjny z Łotwą. Z obozu młodzieżówki dochodzą głosy, że jeśli ktoś z tego duetu usiądzie na ławce w kadrze, to prędzej Walukiewicz i za niego wskoczy Wiśniewski. 14 sierpnia 2020 roku. Sebastian Walukiewicz po bardzo udanym sezonie w […]
15.08.2020
Niemcy
15.08.2020

Czapki z głów, panie Flick!

Dużo po wczorajszej kompromitacji Barcelony mówi się o potrzebie rewolucji w Dumie Katalonii, o Robercie Lewandowskim, który gra być może sezon życia, o ciekawym przypadku Coutinho i tak dalej. Tematów jest mnóstwo, a gdzieś w tle, na drugim planie, jawi się postać Hansiego Flicka, szkoleniowca Bawarczyków. I chyba niesłusznie tak mało się o nim wspomina, […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Legia znakomita na papierze. Optymizm przed meczami w Europie wskazany!

Rok w piłce? Wieczność. 12 miesięcy temu Legia miała za sobą stracony sezon, wymagała poważnych zmian i zmierzała w niezbyt dobrym kierunku. Teraz zmiażdżyła ligowych rywali, ale co ważniejsze – zaliczyła rewelacyjne okno transferowe. Już dawno nie mieliśmy tak silnego wrażenia, że nasz reprezentant może coś ugrać w Europie. Wiadomo – ciężko przechodzą takie słowa przez klawiaturę, […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Poznań zapłacze za Gytkjaerem? Czy Ishak lepiej wpasuje się do ofensywnego Lecha?

Christian Gytkjaer strzelił dla Lecha 65 goli w 119 meczach. Został najlepszym strzelcem wśród obcokrajowców grających w Kolejorzu. – I gdy strzelał, to było bardzo dobrze. Problem w tym, że gdy jednak nie trafiał, to Lech jakby grał w dziesięciu. Wydaje mi się, że Kolejorz potrzebuje dziś napastnika bardziej pasującego do obecnego stylu gry – […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Nieustanny pech. Niemieckie media podają, że Kownacki ma koronawirusa

Wielu mieliśmy pechowych polskich piłkarzy. Wydawało się, że pół życia spędzali na przechodzeniu pod drabinami, śledzeniu czarnych kotów czy biciu kolejnych lusterek. Pech ich nie opuszczał, był najlepszym przyjacielem, takim, którego się zabiera na ryby i zwierza z sercowych rozterek. No można sobie wyobrazić lepszego kompana i pewnie kolegę chciałby zmienić Dawid Kownacki, którego zły […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Widzew zaczyna sezon. Czy w końcu zadowoli swoich kibiców?

Pięć lat zajęło Widzewowi dotarcie na zaplecze Ekstraklasy. Były nieplanowane przystanki w trzeciej i drugiej lidze. Był awans, który spowodował zamieszki na stadionie. Było różnie – raz lepiej, raz gorzej – kibice Widzewa chyba zgodzą się, że raczej gorzej, bo jak na klub z takim potencjałem i budżetem, nie wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku. […]
15.08.2020
Weszło
15.08.2020

Dziewięć lat bez sukcesu. Jak Guardiola przegrywał w Lidze Mistrzów

W sezonie, w którym Guardiola wygrał ostatni raz Ligę Mistrzów, dla reprezentacji Polski zagrali Hubert Wołąkiewicz i Roger Guerreiro. Wisła Kraków była mistrzem Polski, Widzew uplasował się w środku ligowej stawki, Łukasz Teodorczyk sięgał po króla strzelców Młodej Ekstraklasy, a Jerzy Dudek bronił w Realu Madryt. Tak. Ładnych kilka lat minęło. Prawie dziesięć. Guardiola od […]
15.08.2020

Stan Futbolu po klęsce Barcelony!

Krzysztof Stanowski i Wojciech Kowalczyk, dwóch wielkich fanów Barcelony, spotka się dzisiaj w naszym studiu, by omówić wczorajszą klęskę. Towarzyszyć będą im Marcin Borzęcki, Adam Kotleszka i Szymon Borczuch. Możemy się spodziewać, że Quique Setien zostanie rozjechany walcem, ale to na pewno nie będzie jedyna z dzisiejszych atrakcji. Zapraszamy!
15.08.2020
Hiszpania
15.08.2020

Recepta dla Barcelony? Granat do środka i budowa od nowa

Już kilka razy pisaliśmy, że Barcelona coraz bardziej się odbrązawia w oczach przeciwników, że sama siebie demitologizuje. Od dłuższego czasu gołym okiem było widać, że wszystko zmierza ku temu, by po odejściu Leo Messiego lub zakończeniu przez niego kariery Blaugrana stała się po prostu jedną z wielu europejskich drużyn. Drużyn bardzo dobrych, ale nie mających […]
15.08.2020
Weszło
14.08.2020

Lewandowski dziś nieco w cieniu, ale kropkę nad „i” postawił

Robert Lewandowski rozgrywał dziś jeden z najważniejszych meczów w swoim życiu. I nie chodzi tylko o to, że po – w założeniu – wyeliminowaniu Barcelony zmierzałby po wyśniony triumf w Lidze Mistrzów. Polak na oczach całego świata miał udowodnić, że wszedł już na najwyższy możliwy poziom w piłkarskiej hierarchii, czyli dorównał Leo Messiemu i Cristiano […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

8:2. BARCELONY EUROWPIERDOL WSZECH CZASÓW

Szybko stracona bramka ustawiła przebieg meczu i Barcelona przegrała z Bayernem 2:8, notując swój osobisty eurowpierdol wszech czasów. Barcelona, w tym kształcie, w tym zestawieniu, w tej formule – jak zwał tak zwał – jest skończona. Nie ma żadnej przyszłości. Chyba, że interesuje ją zjeżdżanie po równi pochyłej, z prędkością gwarantująca obtarcie tyłka do krwi. […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Bardzo udana próba generalna Legii. Tylko czy taka może się odbywać bez rywala?

Próbą generalną Legii przed tym sezonem miało być starcie z Cracovią, ale wiemy, co się stało – do drzwi zapukał koronawirus, chcielibyśmy, żeby sobie poszedł, ale on nie chce i uparcie przeszkadza. Pierwszym meczem Wojskowych okazała się więc rywalizacja z Bełchatowem i można było się zastanawiać, czy ten mecz – ze względu na klasę rywala […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Najładniejsza piłka w Polsce przyniesie wreszcie trofea?

Naprawdę nie chce nam się po raz wtóry stosować metafory z Adamem Miauczyńskim. To już nudne, to oklepane. Lech Poznań też jest już znudzony tym, że jest wiecznie drugi. Dlatego wyznaczył sobie nowy cel – chce grać najładniejszą piłkę w kraju. Czy ten cel przyniesie tytuł mistrzowski? Tego nie wiemy. Póki co w rozdaniu przed […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Ekstraklasa, czyli najbardziej łaskawy rynek pracy

Ekstraklasowy piłkarz to ma klawe życie. Nie bardzo musi go interesować wynik jego drużyny, bo on doskonale wie, że miejsc pracy na rynku jest tyle, że wystarczy dwa-trzy razy celnie kopnąć piłkę i ktoś się nabierze. Odbudujemy go! Ma potencjał! Jest względnie tani (czyli zarabia 20 tysięcy)! I tak to się kręci. Gdyby Dariusz „dwa […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tęskniliśmy za tym: Jerzy Brzęczek ogłosił zagraniczne powołania!

Sytuacja jest wciąż dość trudna. Coraz częstsze odwoływanie spotkań, te które się odbywają cały czas rozgrywane są z bardzo ograniczoną publicznością, do tego co i rusz komunikaty zespołów medycznych, które informują o zakażeniach koronawirusem wśród piłkarzy. Tym większa jest radość, gdy docierają do nas okruchy dawnej normalności. Jednym z takich okruchów jest zapowiadany powrót futbolu […]
14.08.2020