Cała Polska zalana łzami. Maestro kończy z reprezentacją

redakcja

Autor:redakcja

23 marca 2017, 10:30 • 3 min czytania

Reklama
Cała Polska zalana łzami. Maestro kończy z reprezentacją

Wyobraźcie sobie, co będzie się działo w Argentynie, gdy czarodziej o imieniu Lionel skończy swoją przygodę z piłką. Sytuację będzie wtedy można porównywać z żałobą po śmierci prezydenta. Tak samo w przypadku Cristiano Ronaldo, tylko że w Portugalii, rzecz jasna. Co to ma do Zbigniewa Bońka? Tym, czym jest dla „Albicelestes” Messi, był trzy dekady temu dla polskiej reprezentacji „Zibi”. Dzisiaj mija 29. rocznica ostatniego meczu z orzełkiem na piersi obecnego prezesa PZPN-u.

Reklama

Jego dorobku w reprezentacji nie sposób nie docenić. 80 meczów w biało-czerwonych barwach, 24 gole, doskonała dyspozycja i ogromny udział przy jednym z największych sukcesów polskiej piłki – trzecim miejscu na MŚ w 1982 roku. Wtedy też zresztą Boniek zajął ostatnie miejsce na podium w plebiscycie Złotej Piłki, co niejako potwierdzało poziom jego występów dla reprezentacji. Drużyna gwiazd tamtego mundialu, później Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, stałe miejsce we wszystkich zestawieniach najlepszych indywidualnych występów w zespole Polski – po 3 golach strzelonych Belgii.

Cięty język. Pewność siebie. Już od pierwszych kroków w seniorskiej piłce – bezczelność wobec starszych. Boniek był nie tylko znakomitym piłkarzem, ale też urodzonym liderem, charyzmatycznym i wyszczekanym. Mógł sobie pozwolić na dyskutowanie z każdym, nawet z bardziej doświadczonymi i utytułowanymi kolegami czy trenerami, bo klasę udowadniał na boisku. Na poważnie wpadł tak naprawdę tylko raz – po aferze na Okęciu, po której zresztą i tak wielu trzymało stronę jego, Stanisława Terleckiego i reszty „bandy czworga”. Nawet ten incydent pokazuje jednak miejsce Bońka w historii polskiej reprezentacji – wystarczyło przeprosić (zdecydowali się na to widzewiacy, Terlecki twardo odmawiał ukorzenia), a występy w biało-czerwonych barwach znów były możliwe. Czy władze byłyby tak uległe wobec postaci z drugiego czy trzeciego planu?

Ludzie często zadają sobie pytanie: Boniek czy Lewandowski? Zawsze w takich chwilach przypominamy o obowiązującym we Włoszech za kadencji Zibiego zasadzie – tylko dwóch obcokrajowców. Juventus, ekipa bogata, szanowana i walcząca o najwyższe cele mogła mieć właściwie dowolnego zawodnika z najdalszych zakątków świata. A jednak, obok Michela Platiniego, francuskiego wirtuoza, trzymała Polaka. To jest tak wyrazista definicja jego ówczesnej klasy, że stanowi bodaj najpoważniejszy argument w tej niełatwej dyskusji. Drugi? Mistrzostwa Świata, coś, co „Lewego” dopiero ma szansę spotkać w Rosji. Wspomniany hat-trick z Belgią, wykartkowanie z ZSRR, oglądany z boku przegrany półfinał z Włochami. No i wreszcie zwycięstwo nad Francją, odbiór medali i miejsce w panteonie największych gwiazd rodzimego futbolu. Jak wyglądałaby ostateczna kolejność tamtego mundialu, gdyby Boniek zagrał z Włochami? Nie dowiemy się nigdy.

Reklama

Sześć lat później, „Zibi” zadecydował, że w reprezentacji już więcej nie zagra. Pozostały tylko miłe wspomnienia. Co ciekawe, z piłką w drużynie narodowej pożegnał się dokładnie dwanaście lat bez jednego dnia, po debiucie.

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Zainteresowanie Bartoszem Kapustką. Dwa kluby zgłosiły się do jego agenta

Braian Wilma
12
Zainteresowanie Bartoszem Kapustką. Dwa kluby zgłosiły się do jego agenta