Reklama

Reprezentant Norwegii w Wiśle. Kolejny przemyślany transfer beniaminka

redakcja

Autor:redakcja

20 marca 2017, 14:38 • 4 min czytania 12 komentarzy

Przyzwyczailiśmy się, że beniaminkowie Ekstraklasy z rynku transferowego zbierają ochłapy. Biorą podesłanego od znajomego menedżera obcokrajowca, wyciągają z ligowej czołówki tych, którzy sobie nie poradzili, ewentualnie zabierają ze sobą wyróżniającego się pierwszoligowca. Ale Wisła Płock dokonuje wzmocnień w inny sposób, na wyższym poziomie – mimo skromnych możliwości, w pierwszym sezonie ściągnęła Furmana, Kriwca, Piątkowskiego czy teraz Harmeeta Singha, 7-krotnego reprezentanta Norwegii.

Reprezentant Norwegii w Wiśle. Kolejny przemyślany transfer beniaminka

Już w letnim oknie obserwowaliśmy mały pokaz siły Wisły. Jasne, trafiały do niej nikomu nieznani zawodnicy, jak Merebaszwili czy Hemeha, przychodził absolutnie nieskuteczny w Górniku Kante, ale nawet dwa z tych trzech transferów okazały się trafione. Wystarczy wspomnieć, że Gruzin w tym sezonie ligowym zaliczył sześć bramek i pięć asyst, a Hiszpan – siedem bramek i dwie asysty.

Poza tym, obserwowaliśmy, jak sensownie realizowano określone kierunki:

– Furman i Kriwiec to niegdyś czołowe postacie Ekstraklasy
– Bozić i Sylwestrzak to ligowcy z kilkoletnim doświadczeniem, którzy gwarantują już określony poziom
– 18-letni Popiela i 20-letni Łukowski uchodzą za piłkarzy dobrze rokujących i perspektywicznych

– Wiadomo, że nie wszystkie transfery wypaliły, ale myślę, że jesteśmy zdecydowanie na plus. Więcej nam wyszło niż nie wyszło. Proszę też pamiętać, z jakiego poziomu startowaliśmy, jaki mieliśmy pułap finansowy, a kto dziś jest w kadrze zespołu – opowiada Łukasz Masłowski, dyrektor sportowy Wisły. – Kante w Zabrzu nie trafił ani razu, a u nas jest bardzo chwalony i, gdyby nie kontuzja, miałby na koncie więcej bramek. Merebaszwilego nikt nie znał, a zadomowił się od razu. Wnieśliśmy do Ekstraklasy coś świeżego, z określoną jakością.

Reklama

Nie da się ukryć, że beniaminek największą uwagę zwracał wzmocnieniami w środku pola. Raz, że Furman dwa i pół roku wcześniej wyjeżdżał do Toulouse za 2.75 mln euro, uchodząc w Polsce za duży talent. Dwa, że Kriwiec kilka sezonów temu świetnie prezentował się w Lechu, z którym grał w Lidze Europy, a ostatnio występował w drugiej lidze francuskiej. O ile Białorusin na razie rozczarowuje (pierwszy gol w 26. kolejce), o tyle Wisła może wykupić dobrze spisującego się Furmana. Rzecz jednak w tym, że trzeba zapłacić za niego ok. pół miliona euro.

– Dominik jest bardzo ważnym ogniwem i każdy życzyłby sobie, by z nami został. Ale to raczej mało realne, byśmy byli w stanie wykupić go za takie pieniądze. Nie odpowiadam za finanse, ale wydaje mi się, że to przekracza nasze obecne możliwości. Możemy usiąść do rozmów po transferze, tyle że po negocjacjach ceny – przyznaje Masłowski. – A Kriwiec? Jego możliwości są dużo większe niż to, co dotychczas nam sprzedał. W ostatnich dwóch meczach wyglądał lepiej i liczymy, że wreszcie da to, czego my oczekujemy od niego, ale i on sam od siebie.

Najnowszy deal dyrektora sportowego Wisły to Harmeet Singh. Pięć lat temu, po kilku sezonach rozegranych w Valerendze, trafił do Feyenoordu za 300 tys. euro, ale w Holandii niespecjalnie się sprawdził. Wrócił więc do ojczyzny, ostatnie trzy sezony rozegrał w norweskim Molde: wychodził regularnie w pierwszym składzie, w minionych rozgrywkach zdobył pięć bramek, a jeszcze w sezonie 2015/16 rywalizował w Lidze Europy. Do Płocka przybył z własną kartą na ręku.

Singh przechodzi obecnie testy medyczne w łódzkiej klinice współpracującej z Wisłą, jutro powinien podpisać w Płocku półtoraroczny kontrakt. Nie wiadomo jednak, kiedy pomoże drużynie na boisku, bo ma pewne zaległości treningowe.

– Odkąd było wiadomo, że Vrdoljak już nie wyzdrowieje, potrzebowaliśmy piłkarza do środka pola. Nie szukaliśmy na siłę, nie szukaliśmy przypadkiem. Realizacja tego transferu trwała bardzo długo, bo ten chłopak ma określoną jakość. Poza tym, nie mamy po swojej stronie tak wielu atutów: budżet jest, jaki jest, niektórzy w Polsce płacą więcej, stadion też odbiega od ideału. Mamy na szczęście inne argumenty, by ściągnąć tu dobrych piłkarzy. Wierzę, że Singh jeszcze podniesie nasz poziom – dodaje Masłowski.

Rzeczywiście, Wisła znów na rynku pokazuje, że stara się działać nieprzypadkowo. Latem dokonała sporej przebudowy, wchodząc na wyższą piłkarsko półkę, zimą – zakontraktowała Piątkowskiego, niedawnego czołowego strzelca w lidze, no i Singha. W tabeli Ekstraklasy jest zaś tuż nad Arką, drugim beniaminkiem, i traci trzy punkty do grupy mistrzowskiej.

Reklama

PT

Najnowsze

Komentarze

12 komentarzy

Loading...