Reklama

Ranking Weszło – bramkarze 2016

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

24 grudnia 2016, 18:48 • 5 min czytania 0 komentarzy

Jeśli akurat trzymacie w rękach młotek, nóż, wałek lub jakikolwiek inny przedmiot, którym można zrobić komuś krzywdę, odłóżcie go w bezpieczne miejsce przed rozpoczęciem tej lektury. I usiądźcie, weźcie trzy głębokie wdechy, ewentualnie poproście kogoś o masaż stóp. Skąd te wskazówki? Ano stąd, że wjeżdżamy z rankingiem, który z reguły jest zaproszeniem do dyskusji tak ostrej, że ludzie o słabych nerwach powinni odpuścić przewijanie komentarzy. Do rzeczy: pozycja po pozycji wskazywać będziemy 10 najlepszych polskich piłkarzy w 2016 roku. 

Ranking Weszło – bramkarze 2016

Jeśli przesadziliśmy w tym wstępie, to tylko trochę. No bo – po pierwsze – mamy doświadczenie, wiemy, jak wyglądało to w poprzednich latach. Zawsze temperatura rosła w takim tempie, że majstrowaliśmy przy domowych kaloryferach, by uniknąć sauny. Po drugie, jesteśmy świeżo po redakcyjnej debacie na temat pierwszych odsłon zestawienia. Było burzliwie, hasło „łączy nas piłka” brzmi teraz jakoś mniej prawdziwie.

Tak, wynika to poniekąd z problemu bogactwa. Bo za polską piłką naprawdę dobry rok. Turniej we Francji, na którym reprezentacja pokazała się z naprawdę dobrej strony. Okienko transferowe, które dobitnie udowodniło, że polscy piłkarze znaczą na kontynencie, w mocnych ligach naprawdę sporo. No i tak długo wyczekiwany awans polskiej drużyny do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a w niej szalona przejażdżka kolejką górską zakończona wywalczeniem promocji do Ligi Europy. Kilka fajnych historii i bardzo wielu bohaterów. Jednak te zestawienia nie będą jedynie hołdami dla nich. Niektóre uwypuklają sporą biedę w polskiej piłce, niedobór graczy o określonej charakterystyce.

Kilka kwestii – nazwijmy to – technicznych, które pozwolą uniknąć nieporozumień. Przede wszystkim to ranking za rok 2016 (a nie za zasługi). Czyli również za rundę wiosenną, więc pamiętajcie – świeższe wspomnienie niekoniecznie jest ważniejsze. Istotne było z kolei znalezienie kompromisu przy porównywaniu graczy równych przez cały rok z tymi, którzy mieli świetną rundę, ale też taką, w której byli przeciętni/grali mało/wcale nie pojawiali się na boisku. Dalej: o kilku polskich zawodnikach można powiedzieć: „uniwersalne bestie”, bo grywają na wielu pozycjach. Trzeba było zdecydować się na jedną. Tak więc jeśli nie zobaczycie Artura Jędrzejczyka wśród najlepszych prawych obrońców (a nie zobaczycie), to zachowajcie spokój – będzie wśród najlepszych lewych. Poszczególnym piłkarzom przyznajemy jedną z pięciu klas – miejcie na uwadze, że są one dość obszerne. No i wiadomo, kogo nie uwzględnialiśmy.

Dobra, tyle tytułem wstępu. Zaczynamy rzecz jasna od bramkarzy. Tu na biedę narzekać nie możemy.

Reklama

Na samym szczycie bez zmian – ten rok potwierdził, że jedynką jest Łukasz Fabiański, a po piętach depcze mu Wojciech Szczęsny. Nie zapominajmy jednak, że detronizacja była blisko. To nie tak, że golkipera Romy zadanie przerosło. Tego tak naprawdę nie wiemy. Dostał on od Adama Nawałki rower, spokojnie sobie pedałował, ale w końcówce pierwszego etapu, meczu z Irlandią Północną wsadzono mu kij w szprychy. Gleba, Nawałka musiał wrócić do wariantu z Fabiańskim. Rzucić, że bramkarz Swansea stanął na wysokości zadania, to grube niedopowiedzenie.

Za plecami tej dwójki dochodzi do najważniejszej zmiany. Może chyba powiedzieć, że następuje przekazanie pałeczki w sztafecie pokoleń. 36-letni Artur Boruc – uchodzący wciąż za numer trzy w kadrze – spada z pudła, a wskakuje na nie 25-letni Łukasz Skorupski. Obaj bronią w przeciętnych drużynach z silnych lig (drugi nawet w bardzo przeciętnej), a to oznacza, że na brak roboty z reguły nie narzekają. Mamy graniczące z pewnością wrażenie, że od jakiegoś czasu z obowiązków lepiej wywiązuje się golkiper Empoli. Nagłówki „Skorupski bohaterem” w pewnym momencie mogły nawet spowszednieć. Co trzeci mecz w tym roku w klubie kończył z czystym kontem, a w ekipie tego pokroju to duże osiągnięcie. Ostatnią naprawdę poważną wpadkę zaliczył chyba jeszcze w Romie. Już udowodnił, że – tak jak Zieliński – po Empoli zasługuje na szansę w dużym klubie i kwestią czasu jest to aż ją dostanie. Boruc? Wiadomo, że szacuneczek. Zdarzają się słabsze chwile, ale proporcje wybronionych spotkań do tych, w których nie pomógł, wciąż są naprawdę w porządku.  Starzeje się z klasą i spadek poza podium tego nie zmienia.

Bramkarzowi Bournemouth nie należy się miano przegranego, nie patrzymy tak na niego. Bardziej pasuje ono np. do Rafała Gikiewicza, Bartłomieja Drągowskiego czy Przemysława Tytonia. Dwaj pierwsi po bardziej lub mniej delikatnym obniżeniu lotów wiosną, trochę wypisali się z rywalizacji, bo siedzą na ławce lub na trybunach po zmianie barw klubowych. Koniec końców czwarty (Gikiewicz) i siódmy (Drągowski) bramkarz poprzedniego roku wypadli poza dziesiątkę. Tytoń z kolei spadł o kilka pozycji, bo najdelikatniej rzecz ujmując – nie jest gwarantem stabilności. Wiedzą to w VfB Stuttgart (dziś już drugoligowym klubie), początek w Deportivo też zdaje się to potwierdzać (do bramki wskoczył dopiero ostatniego dnia października).

Kto skorzystał? Niezwykle równy Białkowski, który wymiata na zapleczu Premier League. Przeżywający którąś już z kolei młodość Arkadiusz Malarz – nawet za Hasiego trudno było mu coś zarzucać, ewenement. Wyciągnął kilka razy piłkę z siatki w Lidze Mistrzów, ale co odbił, to jego. Na koniec rozgrywek wylądował w „11” kolejki i – patrząc całościowo – należała mu się taka puenta. Jakub Szmatuła – fajna historia, a jeszcze fajniejsze jest to, że Kuba nie okazał się piłkarzem jednego sezonu. Nie zamierza opuścić ligowego topu. W obecnym, trudnym dla Piasta sezonie dalej jest gwiazdą. Uzupełnienie stawki to hołd dla regularności i solidności bramkarzy, którzy grają tylko na zapleczach w Anglii i w Hiszpanii, ale są tam cenionymi fachowcami. Uznaliśmy, że znaczy to troszkę więcej, niż przyzwoita postawa naszych ligowców, dajmy na to Sandomierskiego czy Pilarza.

xuU5AVn

Reklama

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...