Czasem można odnieść wrażenie, że dyskusja o używaniu powtórek video w futbolu jest starsza niż sama dyscyplina, bo gadamy o tym od dawien dawna, głównie z winy rządzących piłką, którzy radykalnych zmian się panicznie bali. Jednak zdrowy rozsądek nie dawał się już dłużej ignorować i nie tylko wkraczamy w rewolucję, lecz dziś mamy po prostu jej kolejny odcinek – Viktor Kassai podyktował rzut karny na Klubowych Mistrzostwach Świata pomagając sobie technologią.

Kolejny odcinek rewolucji – Kassai gwiżdże karnego po analizie video

Mecz Atletico Nacional z Kashimą. Zawodnik japońskiej drużyny jest ewidentnie faulowany w szesnastce, rywal podcina go i gdyby węgierski sędzia widział tę sytuację dokładnie, zaraz użyłby gwizdka. W polu karnym panował jednak straszny kocioł i przewinienie arbitrowi umknęło. Jeśli żylibyśmy wciąż w średniowieczu, Japończycy mogliby jedynie pomachać łapami, pokrzyczeć i tyle by z tego mieli. Jednak – na szczęście – futbol wkroczył w XXI wiek i arbiter skorzystał z powtórki.

Głównym argumentem przeciwników tego rozwiązania był zarzut, że wszystko będzie trwało długo i sprawdzanie nagrań zajmie zbyt dużo czasu. Ile trwało to w tym spotkaniu? Śmiesznie mało, może 30 sekund. Sędzia podbiega, sprawdza taśmę i szybko podejmuję decyzję, po krzyku i bez bólu. Zresztą, sprawdźcie sami i oceńcie, czy tę przerwę można było specjalnie odczuć:

No, nie wydaje się. Do weryfikacji doszło dwie minuty po samym zdarzeniu – i tutaj tempo rzeczywiście mogło być szybsze – kiedy sędziego głównego zaalarmował jeden z asystentów, oglądający mecz na monitorze. Jednak samo sprawdzenie zajęło mniej niż 60 sekund, tyle trzeba było zapłacić za sprawiedliwość, bo tak trzeba nazwać podyktowanie karnego dla Kashimy. I koniec z argumentem, że błędy sędziowskie to część futbolu – zresztą, podobnego mógł używać ktoś cyniczny albo taki, kto nigdy nie stracił zwycięstwa, punktów czy nawet trofeum przez ludzki błąd faceta z gwizdkiem.

Cofnijmy się tylko do tej edycji Ligi Mistrzów, konkretnie do meczu City z Barceloną, który gwizdał właśnie Kassai. Sterling jest faulowany przez Umtitiego w szesnastce, ale Węgier zamiast wskazać na wapno, daje żółtą kartę Anglikowi za symulowanie. Co prawda „Obywatele” wtedy koniec końców wygrali, ale gdyby tak się nie stało, mogliby mieć pretensje. A wystarczyłoby dać wtedy Węgrowi powtórkę.

Mieliśmy już choćby czerwoną kartkę w Pucharze Holandii po analizie video, teraz dostajemy kolejny pozytywny sygnał, że zmiany idą. KMŚ to może jeszcze nie topowy poziom, jednak jesteśmy coraz bliżej celu. Wiadomo – najlepiej będzie, kiedy arbitrzy ograniczą swoje błędy do minimum, ale taka pomoc im, oraz piłkarzom i kibicom, zwyczajnie się należy.