Czy linia obrony przyjęta przez Ruch Chorzów ma sens? Nie za bardzo, ale jest jedyną możliwą i nic dziwnego, że klub postanowił się chwycić tej właśnie brzytwy – nie tyle by się obronić, ale by zminimalizować straty. Po wywołanej w niedzielę burzy, czas podsumować, co dokładnie wiemy.

Jak broni się Ruch Chorzów i dlaczego nie ma to sensu?

Ruch Chorzów zawierał z piłkarzami podwójne umowy – na klub oraz na fundację. Tych drugich ani nie opłacał, ani nie zgłaszał komisji licencyjnej, co jest przez nią wymagane. W zasadzie nie ma możliwości, by „Niebiescy” obronili się przed zarzutem złamania przepisów licencyjnych w tym zakresie. Jak wcześniej informowaliśmy, grozi im za to do 10 ujemnych punktów (dyrektor departamentu rozgrywek krajowych PZPN uznał ją za prawdopodobną), kara zawieszenia licencji nie jest rozważana ze względu na organizację całych rozgrywek – o czym też pisaliśmy.

Jak broni się Ruch? Otóż broni się tak, że umowy z fundacją nie miały nic wspólnego z grą w piłkę. Zawodnicy po prostu niejako dobrowolnie podejmowali się kolejnej pracy, za którą mieli otrzymywać kolejną wypłatę. A że jej nie otrzymywali – to już wina fundacji. Jednak w żaden sposób – zdaniem Ruchu – nie można łączyć wynagrodzenia za grę w piłkę z wynagrodzeniem z fundacji Ruchu, bo to inne podmioty i inny zakres obowiązków.

Dlaczego taka interpretacja nie trzyma się kupy? Z kilku powodów.

Po pierwsze – nie broni się to na bazie logiki. Każdy klub może zapisać w obowiązkach kontraktowych, że piłkarz jest zobligowany marketingowo czy PR-owo wspierać fundacje czy firmy z klubem współpracujące. Tymczasem Ruch zamiast po prostu zawrzeć taką klauzulę w kontraktach piłkarskich, wolał aby zawodnicy związywali się kolejnymi umowami o pracę z fundacją. Bezsensowne dodatkowe obciążenie?

Byłoby bezsensowne, gdyby we wszystkim nie chodziło o ZUS. Można przyjąć, że obciążenia przeciętnego/słabego kontraktu w Ruchu względem ZUS wynosi nieco ponad 3000 złotych. Jeśli jednak piłkarz dodatkowo podpisze umowę o pracę z fundacją na 2000 złotych brutto, wtedy odprowadza składki tylko od tej umowy, a od kontraktu zostają resztki (ubezpieczenie społeczne). Wtedy obciążenie względem ZUS spada łącznie z ponad 3000 złotych do 1400. Jeśli przemnożymy tę kwotę przez łączną liczbę piłkarzy, robi się z tego w skali roku niezła sumka. A jeszcze większa, gdy tego rodzaju symulację przeprowadzimy dla kontraktów wartych miesięcznie nie 10 000 złotych, ale 30 000.

Oczywiście, że Ruch będzie twierdził, że chodzi o dwie zupełnie inne działalności, ponieważ w przeciwnym razie dobrałyby mu się do tyłka także organy państwowe. Skoro jednak wszystko jest takie czyste i oczywiste, nasuwa się pytanie: czemu Ruch już tego manewru nie stosuje?

Po drugie – obrona Ruchu nie broni się na poziomie faktów. Zacytujmy w oryginale oświadczenie Bartłomieja Babiarza (złożone zanim chorzowski klub się z nim porozumiał na spłatę zaległości na początku stycznia):

Umowa w oparciu o którą uzyskałem wyrok Sądu o którym mowa w petitum niniejszego pisma została zawarta ze mną przez Fundację Ruch Chorzów SA. Umowa ta była warunkiem koniecznym podpisania kontraktu o profesjonalne uprawianie piłki nożnej zawartego w dniu 01.07.2013. Została ze mną zawarta równocześnie o czym świadczą chociażby daty widniejące na obu dokumentach. Ówczesny prokurent klubu Ruch Chorzów SA Mirosław Mosór upoważniony do zawierania umów w imieniu klubu z zawodnikami profesjonalnymi razem ze wskazanym kontraktem dał mi do podpisu umowę o pracę na czas określony, której stronami byłem oraz Prezes Fundacji Ruch Chorzów Dariusz Gęsior. Wynegocjowana kwota kontraktu została rozbita na dwie umowy tj. kwota na kontrakcie została pomniejszona odpowiednio o kwotę widniejącą w umowie z Fundacją, co łącznie miało stanowić moje wynagrodzenie z klubu. Zostało mi wytłumaczone, że pomimo dwóch umów będę otrzymywał wynagrodzenie w łącznej kwocie stanowiącej kolektyw obu umów. Jednocześnie pan Mirosław Mosór na pytanie dlaczego będę miał dwie umowy zamiast jednej wytłumaczył mi, że to kwestia wewnętrznej działalności klubu a umowa o pracę w sensie stricto jest mi niezbędna dla prawidłowego odprowadzania składek na Ubezpieczenie Społeczne itp. Oraz, że takie mają od zawsze w klubie praktyki i jeśli się na to nie zgodzę, nie zwiążę się umową z klubem w żaden sposób.

Zacytujmy też wywiad z Krzysztofem Kamińskim. Odpowiada na pytanie, dlaczego podpisał tę umowę: – To był warunek. Nie było czegoś takiego, że „jeśli chcesz, to zrobimy tak”. Nie, zero dyskusji. Został podsunięty papier i tyle. Podpisujemy. Powiedziałem, że pierwszy raz się z czymś takim spotykam, a oni zbyli temat i powiedzieli, że tak to u nich wygląda i mam podpisać taką umowę, jaka jest. Nie było czegoś takiego, że jedno będzie na sto procent, a drugie na pięćdziesiąt. Pieniądze z obu umów miały być na sto procent. Przeczytałem też w kontekście „Babiego”, że to zawodnik poprosił o taką umowę, żeby inaczej rozliczać się z podatkiem, co jest bardzo słabym zachowaniem.

Umówmy się – układa się to w logiczną całość. Piłkarze nie prosili o „dodatkową pracę” (cudzysłów niezbędny), np. jako specjaliści od marketingu, lecz wymuszono na nich rozbicie wynagrodzenia na dwie części, po czym jednej nie płacono. Teoretycznie jest możliwe, że do klubu przychodzi student marketingu i mówi: – Szanowny prezesie, marzy mi się, by zacząć pracę w tym kierunku, pomogłoby mi to w przyszłości i myślę, że nie kolidowało z karierą piłkarza.

Ale nie, to nie jest ten przypadek. Tu ewidentnie mamy tu złamanie podręcznika licencyjnego, punkty 10.2.c oraz 10.3.a:

Zrzut-ekranu-2016-12-11-o-16.11.35

Ruch chciał być cwańszy od klubów, które odprowadzały pełny ZUS od kontraktów piłkarzy. W porządku, może i miał do tego prawo, niech się tym zajmują organy państwowe. Ale nie miał prawa ukryć tego mechanizmu przed komisją licencyjną. Skoro Ruch i Fundacja Ruch nie mają ze sobą nic wspólnego, aż dziw bierze, dlaczego dzisiaj Ruch w ogóle w panice zawiera porozumienie np. z Bartłomiejem Babiarzem, zamiast konsekwentnie stać na stanowisku, że to nie jego problem (i kolejne plus minus pół miliona innych zaległości fundacji to też nie jego problem). Znowu ewidentny brak logiki.

Gdyby Komisja Licencyjna uznała, że kluby mogą podpisywać drugie umowy jako fundacja i się z nich nie wywiązywać, za moment mogłoby się to stać standardem i banalnym sposobem na omijanie przepisów. Z tego co wiemy, komisja przedstawicieli Ruchu wysłuchała, ale ich interpretacji nie podziela. Trudno zresztą, by tak było, jeśli przed KL klub Ruch reprezentuje Mirosław Mosór, który wcześniej podpisywał się na dokumentach Fundacji jako jej wiceprezes.

Za niespłacenie i niezgłoszenie zobowiązań, Ruch otrzyma karę 20 grudnia. Wszystkie kary, które zapadną później, będą już dotyczyły następnego sezonu. A w kwestii dalszych kar chorzowianie chyba mogą spodziewać się trochę łagodniejszego potraktowania. Wynika to z tego, że widać, iż cały mechanizm nie powstał po to, by uciec z limitów finansowych nakładanych przez Komisję. One zostały niejako złamane (bo zostały) przy okazji, trochę przez niewiedzę lub naiwność działaczy, iż zobowiązaniami fundacji nie trzeba się przejmować. Celem podwójnych umów była ucieczka przez wyższym ZUS-em, a nie przed Komisją Licencyjną. Jeśli więc Ruch otrzyma ujemne punkty także na przyszły sezon, to – tutaj nasza prognoza – nie będzie ich aż dziesięć.

Tylko czy w przyszłym sezonie ujemne punkty dla Ruchu w ogóle będą miały znaczenie?

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments