Potrafimy wyobrazić sobie lepsze miejsca na wyjazd po trzy punkty niż stadion Bruk-Betu – jasne, niedawno wygrała tam Korona, ale to była pierwsza porażka u siebie i Niecieczy wciąż nie można było uznawać za przyjazny teren. Tym bardziej jeśli jesteś Zagłębiem Lubin, znajdującym się w dołku, bowiem tak trzeba nazwać wyłapanie trzy razy w cymbał z rzędu. Stokowiec miał jednak na ten mecz tajną broń i ta dała mu zwycięstwo.

Buksa jak Yao Ming – bezwzględny w powietrzu dla rywala

Mowa tu o Adamie Buksie i nie bez powodu nazywamy go tak jak w akapicie wyżej, bo trudno powiedzieć, że rywale widząc jego nazwisko w składzie trzęśli się ze strachu. Napastnik nie strzelił jeszcze bramki w tym sezonie, nie dał asysty, a w protokołach meczowych zapisał się jedynie żółtą kartką. Krótko mówiąc: bryndza, choć trzeba dodać, że był głównie zmiennikiem. Jednak z każdym gwizdkiem rozpoczynającym mecz historia nie ma znaczenia i tak było tym razem. Buksa momentami masakrował obrońców gospodarzy, a strefę powietrzną to już w ogóle nazwał swoim imieniem. Jego starcia z rywalami w walce o główkę wyglądały tak, jakby Yao Ming walczył z Marcinem Garuchem na tablicy. Pomogło to przy decydującej bramce – Buksa zgrał piłkę głową, potem to samo zrobił Janoszka, wrzucił Cotra i piłka przechodząc jeszcze ponownie przez Janoszkę trafiła pod nogi Buksy, który wykonał wyrok.

Buksa był wszędzie, jego nazwisko komentatorzy wymieniali co chwilę, dość powiedzieć, że ten chłopak – jak podało na Twitterze Ekstrastats – w 55. minucie miał już sześć strzałów! Jeden zamieniony na bramkę, ale jeszcze jeden pięknej urody – wrzutka była dość ostra, niska, a napastnik i tak zagarnął ją głową, zmuszając Pilarza do intensywnej gimnastyki.

Lecz żeby nie było, w Zagłębiu też grali inni. Świetnie pokazywał się Jagiełło, bramkę prawie strzelił Janus, ale po niepewnej interwencji Pilarza piłkę z linii wybił Fryc.

Natomiast Bruk-Bet nie potrafił odpowiedzieć. Jasne, w drugiej połowie – szczególnie pod koniec – podopieczni Michniewicza przycisnęli, ale bardziej liczyli, że coś urodzi się z chaosu niż mieli rzeczywisty plan, by Polacka pokonać. Bo może główka Kędziory wpadnie, może Guilherme coś dorzuci, albo w ogóle – jego wrzutka niepokojona przez nikogo wleci do bramki. Za dużo tu stawiania na jeden przebłysk, naiwności. W efekcie Bruk-Betowi udało się oddać tylko jeden celny strzał. Przyznajemy, Babiarz uderzył ładnie, ale tylko raz zatrudnić bramkarza rywali w meczu u siebie – za mało.

W efekcie Bruk-Bet może zaraz spaść poza podium, a Zagłębie zrobiło wiele, by odskoczyć od środka tabeli i odkręcić się z dołka formy.

grafazag

Fot. 400mm.pl

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments