Właściwie nikt nie powinien się specjalnie dziwić. Legia Warszawa ściągnęła latem człowieka, który poza kilkoma niezłymi rajdami na skrzydle, na YouTube funkcjonuje głównie jako bujacz głową w rapowych teledyskach. Wiecie, na pierwszym planie raper puszczający kółka z dymu, na drugim panny z cyckami na wierzchu, a w tle Steeven z poważną miną bujający karkiem w rytm bitu.

Wielki powrót fioletowej ambrozji! Martynika < Ołomuniec!

No i sensacja gotowa. Kupili rapera to mają rapera. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Gdy legioniści odpoczywali po Lidze Mistrzów i przygotowywali się do meczu ze Śląskiem – on dmuchał z sziszy prosto w obiektyw aparatu podczas imprezy z tonami alkoholu na stole. Co gorsza – swój melanż relacjonował na żywo przez snapchata, udowadniając, że obce są mu nie tylko profesjonalna regeneracja (choć w sumie i po czym…), ale i świat Internetu.

Legia wymierzyła Langilowi karę finansową, Jacek Magiera zapewne skreślił jego nazwisko ze swojego dzienniczka i sprawa zostałaby uznana za zakończoną. Gdyby nie fakt, że Langil nie zwalnia.

Tym razem mecz ze Śląskiem, od którego ciekawsze była fioletowa ambrozja, szafir Paryża, który Steeven trzyma w ręce (oby nie pił, od tego się ślepnie!) oraz towarzyszka z Soplicą, jak donosi Twitter – smak miód/cytryna (to już w sumie lepiej tę ołomuńską whisky). Czyli generalnie – znów melo zamiast jakichś czysto piłkarskich aktywności typu selfie z sałatką warzywną na Instagrama.

Jak pisaliśmy: nie jesteśmy szczególnie zdziwieni, że raper żyje dokładnie tak, jak ludzie wyobrażają sobie, że żyje raper. Troszeczkę zaskakuje, że Legia zdecydowała się budując skład na Ligę Mistrzów dołączyć doń rapera. Już kompletnie niezrozumiałe jest z kolei, że nikt jeszcze Steevenowi nie odciął wi-fi.

Dorobek Steevena w Legii to więc 12 spotkań, 767 minut, 1 gol, 2 solówki na pianinie, 2 imprezy relacjonowane na żywo w Internecie i 1 butelka purpurowej magii.

Czujemy, że zwiększać będą się już tylko trzy ostatnie liczby.