Reklama

To starcie hegemonów się oglądało! Niestety Krycha i Ryba zdziałali tyle, co nic

redakcja

Autor:redakcja

28 listopada 2016, 00:09 • 3 min czytania 0 komentarzy

Hit ligi francuskiej, starcie zespołów, które absolutnie zdominowały Ligue 1 na początku obecnego milenium. Kawał historii, w końcu Lyon zgarnął w tym wieku siedem tytułów mistrzowskich – i to z rzędu! A PSG, jak wiemy, cztery ostatnie. Mecz kolejki nie zawiódł, szczególnie w drugiej połowie. Szkoda tylko, że nie możemy być zadowoleni z Polaków…

To starcie hegemonów się oglądało! Niestety Krycha i Ryba zdziałali tyle, co nic

Pierwsza połowa to absolutna kontrola PSG, którego piłkarze przez większość czasu zabawiali się piłką na połowie rywali. Najbardziej wyluzowany był Lucas Moura, który odstawił Ekstraklasę. Chciał skopiować gola Ljuboji z Piastem, ale jedynie się tym wygłupił, bo zamiast do bramki trafił w swoją drugą nogę, po czym sam wpadł na słupek. Chwilę potem znów zawiódł, gdy trochę wyrzucony na prawą stronę miał sytuację jeden na jednego z Lopezem i uderzył niecelnie na dalszy słupek. Czego nie zrobił Lucas, z karnego dokonał Edinson Cavani. Po odejściu Zlatana jest niezawodny, trafia non stop, dlatego na 1:0 strzelić musiał właśnie on. Generalnie – dominacja absolutna, Lyon czekał na kontry, ale swoją cierpliwość musiał testować przez całe 45 minut.

Maciej Rybus zagrał nijako. Ale trudno było oczekiwać od niego więcej, bo w pierwszej połowie ofensywa Lyonu istniała tylko teoretycznie, Polak nie miał okazji do wykazania się, raz zaliczył świetny odbiór i rozpoczął atak, ale koledzy schrzanili akcję. Rybus zjechał do bazy w przerwie, co bardzo nas zaskoczyło. Nie było to spowodowane słabym występem, po prostu ktoś musiał zejść, bo na ławce czekali Mathieu Valbuena i Nabil Fekir. Obaj bardzo rozruszali grę, robili dużo wiatru. Tego pierwszego męczą kontuzje, w tym sezonie nie strzelił ani jednego gola. A dziś potrzebował na to dwóch minut. W słupek trafił Rafael, ale Valbuena załatwił sprawę dobijając strzał.

Reklama

Druga połówka dzięki wspomnianej dwójce rezerwowych była dużo ciekawsza, lepsze okazje wykreował Lyon. Ale po jednej z nich kontrę rozpoczęli paryżanie, Aurier uruchomił Meuniera, a ten fantastycznie wrzucił do Cavaniego, co przyniosło oczywisty efekt. Co ciekawe – asystujący jeszcze pięć lat temu pracował w fabryce szkła…

Gdy na pięć minut przed końcem dostrzegliśmy, że Grzesiek Krychowiak wejdzie na boisko, nie myśleliśmy, że w tak krótkim czasie zdąży odegrać ważną rolę w jakiejś akcji. Myliliśmy się, bo mógł odegrać, gdy znalazł się w sytuacji sam na sam z Lopezem. Zbiegł na lewą nogę i nie popatrzył, jak ustawił się bramkarz, przez co zamiast podnieść piłkę, uderzył po ziemi wprost w niego.

Reklama

Mecz bardzo przyjemny dla oka, szkoda tylko, że gol Cavaniego po przyjęciu piłki na klatkę i uderzeniu przewrotką w samo okienko był ze spalonego, bo hat-tricka skompletowałby w książęcy sposób. A nasze orły… Cóż, na razie Francja im nie służy.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...