Mecz z Wisłą Kraków był szczególnym wydarzeniem w życiu Marcina Warcholaka. 27-latek, który dopiero w tym sezonie zadebiutował w lidze, strzelił w nim swojego debiutanckiego gola w Ekstraklasie. Być może mówilibyśmy dziś nawet o najpiękniejszym wieczorze w przygodzie z piłką tego chłopaka, jednak nie możemy, z prostego powodu – spotkania piłkarskie nie trwają sześć minut. A tak się złożyło, że po golu na początku Warcholak zrobił wiele, byśmy zrozumieli, dlaczego do tej pory szwendał się po niższych klasach rozgrywkowych. 

Boguski uwielbia strzelać hat-tricki. A Warcholak je oglądać

Mieliśmy całkiem dobre zdanie na jego temat – myśleliśmy, że przy tych umiejętnościach i przy takim deficycie solidnych lewych obrońców nie powinien mieć problemów ze znalezieniem zatrudnienia przez następne pięć lat. Zwątpiliśmy. No bo prędzej czy później ktoś może się połapać, że Warcholak na boisku bywa leniem.

Nie zrozumcie nas źle, praktycznie co tydzień trafiają się obrońcy, którzy grają beznadziejnie i zawalają przy trzech-czterech bramkach. Zdarza się. Ale przyłapać kogoś na takim braku zaangażowania udaje się chyba średnio raz na rundę. Ostatni przypadek to bodaj Janota i Gergel, których w Wielkich Derbach Ślaska przy akcji bramkowej Ruchu wyprzedził nawet sędzia. Tutaj też niewiele brakło (Warcholak to ten, z którym Boguski wygrał pojedynek o piłkę przed swoją szesnastką)…

Mamy wrażenie, że sędzia Przybył przegrał ten „pojedynek” tylko dlatego, że gorzej widziałby akcję, gdyby zapędził się głębiej. Sportowo miał przewagę, ale zwyciężyło poczucie obowiązku.

Ba! W ostatni piątek widzieliśmy dziesiątki ludzi, którzy najprawdopodobniej dogoniliby w tej sytuacji Boguskiego. Nastolatki, emeryci, ludzie, którym waga pokazuje trzy cyfry przed przecinkiem – oni wszyscy wykazali się większym zaangażowaniem, by w czasie Black Friday załapać się na jakąś fajną promocję.

I jak tak dalej pójdzie, to Warcholak też będzie uczestniczyć w takich wyścigach, zamiast walczyć z napastnikami na poziomie Ekstraklasy.