Często zdarza się, że piłkarze bez klubu proszą swoje dawne kluby o możliwość treningów w celu podtrzymania formy. Michał Czekaj, który przestał być zawodnikiem Wisły w lipcu, a ostatni występ w Ekstraklasie zaliczył we wrześniu 2014 roku, zrobił to samo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie nazwa tej drużyny. Bo wcale nie chodzi o Wisłę Kraków, a o Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Krakowie…

Michał Czekaj nie ma klubu, a chce być w formie. Pomagają mu w tym… gimnazjaliści

To niespotykany przypadek, żeby zawodowy piłkarz chodził na treningi drużyny dzieciaków z gimnazjum. Zadzwoniliśmy do Czekaja, aby wyjaśnił, o co dokładnie chodzi.

Doszła do nas informacja, że trenujesz z SMS-em Kraków, czyli z zespołem szkolnym.

Wyleczyłem kontuzję, mogę już normalnie grać. Mieszkam niedaleko szkoły, więc trener daje mi znać, o której chłopaki trenują i jadę pograć z chłopakami z gimnazjum lub liceum. Uważam, że to lepsze od samodzielnego pójścia na boisko i kopania na pustą bramkę.

Młodzi w szoku?

Chłopaki mnie poznają, to pewnie też dla nich jakaś frajda. Bywa śmiesznie, krzyczą „zagrajcie do pana” czy „zostaw piłkę panu”, wtedy ich koryguję, żeby śmiało mówili po imieniu.

Skąd w ogóle wziął się pomysł treningów z gimnazjalistami?

To mój pomysł. W tamtym tygodniu rozmawiałem o tym z panią dyrektor, podziękowałem za dostanie możliwości treningów.

Nie przeszła ci przez głowę myśl, że zawodowemu piłkarzowi nie wypada tak trenować?

Nie, nie miałem takiej myśli. Zdaję sobie sprawę, że można do tego podchodzić humorystycznie, ale uważam, że taki trening jest lepszy, niż indywidualny.

Jak długo to potrwa?

Nie wiem dokładnie. Manager rozmawia z kilkoma klubami, czekam na wieści od niego.

Dla chłopaków z SMS-u to na pewno radocha, ale Michałowi życzymy, żeby jak najszybciej zaczął trenować z zawodnikami, którzy – jako że jest bardzo wysoki – sięgają mu chociaż do brody.

Fot. 400mm.pl

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments