Nie jest tajemnicą, że w dzisiejszych czasach coraz trudniej znaleźć zawodników takich, jak Ryan Giggs, Francesco Totti czy Paolo Maldini, którzy przez całą karierę nie złamali przysięgi złożonej swojemu pierwszemu klubowi. Piłkarzom coraz częściej zarzuca się pazerność na twardą walutę, traktowanie kibiców za nic i spoglądanie wyłącznie na czubek własnego nosa. Jak się jednak okazuje, ze zmieniania barw można uczynić poniekąd prawdziwą sztukę. Udowodnił to właśnie Sebastián Abreu.

Abreu z rekordem Guinnessa. Za chwilę powalczy pewnie i o kolejny

Urugwajczyk napastnikiem wybitnym raczej nigdy nie był i choć w Ameryce Południowej jest naprawdę poważany, na Starym Kontynencie zdecydowanie bliżej niż do ścisłego topu było mu zawsze raczej do przeciętniaka. Mimo że z europejską piłką rozstał się już kilka ładnych lat temu, a słuch o nim praktycznie zaginął, ostatnio jednak po raz kolejny zrobiło się o nim głośno. Wszystko za sprawą przejścia z salwadorskiego Santa Tecla do klubu z trzeciej ligi brazylijskiej o enigmatycznej nazwie Bangú.

W czym tkwi haczyk? Otóż Abreu transferem tym zapracował sobie właśnie na miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa. Był to bowiem jego… 28. transfer w karierze. Nikt w historii futbolu nie może pochwalić się równie wysoką częstotliwością przeprowadzek, jak czterdziestolatek. Nawet Jacek Kiełb nie zaliczył w swoim życiu podobnej liczby powrotów do Korony Kielce.

Dotychczasowy przebieg nomadycznej kariery „El Loco” w uproszczeniu prezentuje się następująco:

abreu

Jego bilans na ten moment to 23 kluby w 10 krajach w trakcie 22-letniej kariery.  Szczerze mówiąc, wcale jednak byśmy się nie zdziwili, gdyby po podpisaniu umowy z Bangú Abreu zdecydował się po prostu zamieszkać przez kilka tygodni u któregoś ze znajomych. Przed zbliżającym się nieubłaganie końcem kariery stoi przed nim przecież jeszcze jedno wyzwanie. Urugwajczyk jest bowiem najbliżej pobicia kolejnego rekordu – tego dotyczącego liczby zaliczonych klubów. Na tę chwilę należy on do największego znanego ludzkości piłkarskiego obieżyświata, Lutza Pfannenstiela (nasz wywiad z nim możecie zresztą przeczytać w tym miejscu). Niemiec uzbierał ich podczas swojej pełnej przygód tułaczki po pięciu kontynentach aż 25.

Choć legendy Diego Forlána czy Luisa Suáreza „El Loco” już raczej nie przyćmi, wciąż na swój sposób walczy on o to, by na stałe zapisać się na kartach historii. Sam zresztą nie kryje się ze swoim zamiłowaniem do liczb. „Lubię prowadzić statystyki, by być świadomym tego, co robię, a także dlatego, by moje dzieci mogły się dowiedzieć, czego dokonał ich ojciec. Futbol ma bowiem wyjątkowo krótką pamięć”, można przeczytać na jego oficjalnej stronie internetowej. Informacja o kolejnym transferze mimo zaawansowanego wieku wydaje się więc mimo wszystko kwestią czasu.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments