Kiedy Ekstraklasa obdarza nas meczami, po których możemy głównie chwalić, czujemy się mniej więcej tak nieswojo, jak Dawid Janczyk na warsztatach motywacyjnych „złota ścieżka kariery”. Dziś – choć wielu piłkarzy zagrało naprawdę dobre zawody – będziemy jednak czuli się jak ryba w wodzie. No dobra, miejmy to może za sobą.

Zagłębie idzie po trzy punkty, ale Polacek wypuszcza zwycięstwo z rąk

a) Martinie Polacku, piłkę łapie się w ręce, a nie przerzuca ją sobie pod nogami. Jeśli jesteś zainteresowany takimi zabawami, radzimy jakieś zajęcia z piłką lekarską, a nie nożną.

b) Łukaszu Załusko, gdy w twoim kierunku leci strzał, warto jednak spróbować zainterweniować. Czasem – choć nie zawsze – to sposób na uratowanie drużyny przed bramką. Na co czekałeś, hm?

c) Patryku Małecki, faulować w niegroźnych sytuacjach w okolicach własnego pola karnego nie warto (pierwszy gol), nie warto także wybijać piłki pod nogi przeciwników (drugi gol), no i podania generalnie lepiej kierować do kolegów, a nie w powietrze.

d) Denisie Popoviciu, kryjąc piłkarza nie wystarczy przy nim stać (wiesz, wyskok, przepychanie…), uchylanie się nie zwiększa prawdopodobieństwa skutecznej interwencji. Co także ważne, podając do tyłu warto podać celnie.

Panowie, lekka szpilka w waszym kierunku, ale i słowa podziękowania. Często potrzeba nam takich „przebłysków wizjonerstwa”, by w ogóle oglądać bramki. Zapewniliście nam naprawdę fajny wieczór.

Ale w sumie dużą niesprawiedliwością byłoby zawdzięczanie emocji jedynie dennym zachowaniom poszczególnych piłkarzy i zarazem zapominanie o przebłyskach geniuszu innych. Weźmy na przykład bramkę Petara Brleka – magia w czystej postaci, trudno o lepsze wypowiedzenie słów „dzień dobry, nazywam się Petar Brlek, jednak umiem grać w piłkę”. Po tej bramce przez długi czas wydawało się, że to Wisła będzie tu rozdawała karty. Akcje napędzał Brożek, dobrze dysponowany był Boguski, na boku skutecznie wspierał go Jović. Swoją drogą złapaliśmy się dziś na tym, jak dynamiczną ligą jest Ekstraklasa. Dacie wiarę, że Wisła zaliczyła dziś szósty mecz z rzędu bez porażki?

Nietrudno wskazać ekipę, która z tego remisu może być mniej zadowolona. Zagłębie zaliczyło fajny zryw, chyba najlepsze dwa tygodnie w swojej karierze zalicza Woźniak (dwa mecze, trzy bramki), a i Filip Starzyński kilka razy przypomniał kibicom, dlaczego jego powrót do dyspozycji może się okazać dla drużyny z Lubina kluczowy. Wydaje się, że przy 2-1 należało rozstrzygnąć ten mecz, złapać go za gardło i skutecznie przydusić. Przed sam na sam stanął przecież Woźniak (zmarnował), do siatki piłkę wpakował Janoszka (ale był na spalonym z gatunku tych, które trzeba odmierzać suwmiarką). Idąc tropem piłkarskich mądrości typowego Janusza: niewykorzystane sytuacje się zemściły.

Kibice z Dolnego Śląska nie będą chyba jednak bawić się w takie slogany, a postawią sprawę wprost i większość zasług przy wyrównującej bramce przypiszą Polackowi. Prawda jest taka, że Zagłębie miało już dziś trzy punkty niemalże w rękach, a Polacek – dosłownie i w przenośni – postanowił je z nich wypuścić. Wyjątkowa pierdołowatość.

zaglebiesjddns

Fot. FotoPyK