Jak zawsze w przypadku wszelkich afer i aferek, trzeba znaleźć winnego. Zapewne w czwartek dowiemy się coś więcej – jakie konkretnie decyzje i dlaczego zamierza podjąć Adam Nawałka.

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

stanowski

Nie będę teraz wnikał, kto jest winny w stopniu największym, a kto tylko trochę, natomiast chciałem ustosunkować się do dość powszechnego pytania – dlaczego niby ucierpieć miałoby dwóch, skoro balangowało znacznie więcej zawodników? Między wierszami przebijają się następujące propozycje – wywalić wszystkich albo nie wywalać nikogo.

Głupie.

Na chwilę pozornie zmieńmy temat. W sezonie 2007/08 Ronaldinho w barwach Barcelony strzelił w meczach ligowych 8 goli i zanotował 2 asysty. Nie był to zły bilans, zważywszy na to, że wystąpił tylko w 17 spotkaniach. Z pewnością Brazylijczyk nie był już w szczycie formy, ale wciąż pozostawał jedną z największych postaci światowego futbolu. Pierwsza decyzja Pepa Guardioli brzmiała: pozbywamy się go. Nie dlatego, że Ronaldinho był słaby, nie dlatego, że nie dało się go odbudować, wreszcie nie dlatego, że przesadnie pokochał życie nocne. Jak twierdzą osoby wtajemniczone (a za taką uważam np. Grahama Huntera), w klubie uznano, iż młodziutki Lionel Messi będzie jeszcze lepszy od Brazylijczyka, ale pod jednym warunkiem – że się ich rozdzieli. Obawiano się, że Messi jest tak zapatrzony w starszego kolegę, że ten sprowadzi go na złą drogę. Ratując nastolatka, należało pozbyć się weterana.

Nie wiem, jak podczas ostatniego zgrupowania było z Arturem Borucem, mówiąc szczerze – nie za bardzo mnie to interesuje. Potrafię jednak sobie wyobrazić, że imponuje on niektórym zawodnikom luzem, stylem bycia, takim specyficznym olewactwem. Absolutnie tego nie przesądzam, tylko tak się głośno zastanawiam – może właśnie jest dla kogoś w kadrze tego rodzaju osobą, jaką mógł być Ronaldinho dla Messiego. Kimś, kto daje niewłaściwe wzorce. Kiedy więc słyszę, że wyrzucenie jednego czy dwóch zawodników jest nie fair, zwłaszcza, że to zawodnicy spoza pierwszej jedenastki, to łapię się za głowę: przecież to właśnie opcja idealna!

Wywoła wstrząs i otrzeźwi kilku ludzi? Tak.
Osłabi drużynę? Nie.

Jeszcze raz – nie wiem, jakie decyzje podejmie Nawałka, naprawdę. Natomiast zupełnie nie rozumiem, co jest niesprawiedliwego w pozbyciu się dwóch zawodników – jednego, który najbardziej przeholował i drugiego, który – może nawet nieświadomie i niechcący – źle wpływa na innych. Moim zdaniem Artur Boruc jest obecnie na takim etapie kariery (36 lat), że jego przydatność dla kadry może polegać wyłącznie na byciu przykładem, w przeciwnym razie nie ma najmniejszego sensu.

A zwolennikom wyrzucania wszystkich polecam zapoznanie się z takim powiedzonkiem o wylewaniu dziecka z kąpielą.

* * *

Życie drużyny piłkarskiej ma pewne cykle – dłuższe lub krótsze. Zauważcie, że zazwyczaj nawet najlepsze zespoły są w stanie zachwycać świat tak ze trzy lata z rzędu, nie dłużej. Później trudno zmotywować się do jednakowego wysiłku, dochodzi rozprężenie, luz, kilku zawodników inaczej reaguje na sukces niż inni, co generuje nieporozumienia.

Być może właśnie wygasa cykl naszej reprezentacji, która nie przegrała meczu o punkty od wyjazdowego spotkania z Niemcami (czyli mówiąc krótko – od bardzo dawna). Albo inaczej – być może ten cykl by wygasł, gdyby nie wstrząs, który właśnie się zdarzył. Zgubne poczucie bezpieczeństwa rozsadziło już wiele drużyn.

Uważam, że Adam Nawałka powinien podziękować „Przeglądowi Sportowemu” – najłatwiej jest zrzucić bombę, gdy reprezentacji nie idzie, a kibice szukają winnych i domagają się głów. Najtrudniej zrobić to w takim momencie jak teraz – gdy wyniki są pozytywne, a zawodnicy uchodzą za nieskalanych. A jednak to właśnie teraz publikacja może mieć ozdrowieńczy wpływ, zamiast tylko dobić konający zespół. Nic wielkiego się nie stało, komuś zaczęły puszczać hamulce, należy po prostu w porę zaciągnąć ręczny, wyciągnąć delikwenta zza kierownicy i spytać: – Co ty wyprawiasz?

Oczywiście będzie dokładnie odwrotnie. Adam Nawałka się obrazi, piłkarze też się obrażą. Dopiero za 15 lat napiszą wspomnienia i przyjdzie refleksja: w sumie dobrze się wtedy stało.

* * *

Uważam, że w dużej mierze obecny kryzys Adam Nawałka zafundował sobie sam. O ile dawno wyleczyłem się z kłótni z selekcjonerem, ponieważ uważam go za dobrego fachowca, o tyle czasami muszę spróbować polemiki.

Moim zdaniem przez długi czas zbyt wiele było w tym zespole powołań dla atmosfery, a nie dla sportu. A kiedy już powie się A, to za moment mamy też B. Zbytnie rozprężenie jest prostą kontynuacją tego, jak drużyna przez długi czas była konstruowana. Przy czym nie należy traktować tego jako zarzut – być może tak właśnie należało postępować, mając świadomość, że w pewnym momencie dojdzie do takiej sytuacji, jak ostatnio – przesilenia, eskalacji. I wtedy konieczna będzie reakcja.

* * *

Coraz bliżej do wyborów w PZPN, w których – co nie jest tajemnicą – gorąco kibicuję Zbigniewowi Bońkowi.

Jak co wybory, z absurdalną inicjatywą wyskoczył Cezary Kucharski, który twierdzi, że Zbigniew Boniek nie mieszka w Polsce i prezesem być nie może. Były poseł PO nawet poszedł do ministra PiS i zostawił list. Niestety, z tego co słyszę to zapomniał zostawić adresu, więc nie uzyska jakiejkolwiek odpowiedzi, o zablokowaniu Bońka nie wspominając. Ot, „Janusze kampanii”.

Zainteresowało mnie natomiast co innego. Może mylnie, ale postrzegam Kucharskiego jako osobę, która w świecie futbolu ma jedną, bardzo ważną misję do wykonania – musi dbać o to, by Robertowi Lewandowskiemu pod każdym względem grało się w piłkę najbardziej komfortowo. Dla dobrego menedżera wszystko inne, z własnymi antypatiami, interesikami itd. nie ma znaczenia, liczy się tylko dobro kluczowego klienta. No więc jeśli Cezaremu Kucharskiemu wydaje się, że Robertowi Lewandowskiemu lepiej będzie się grało w reprezentacji zarządzanej przez Wojciechowskiego niż przez Bońka, to mogę wyrazić tylko głębokie współczucie.

Cała kampania tzw. opozycji (trochę za szumna nazwa, ale co tam) tonie w oparach absurdu. Otóż małe dziennikarskie ratlerki, którym wydaje się, że nabiorą na znaczeniu w nowym rozdaniu, uknuły teorię, że cały skandal w kadrze został nagłośniony przez „PS” po to, by przykryć niewygodne dla Bońka zarzuty ze strony Kucharskiego i Majdana. Ratlerkom chyba naprawdę się wydaje, że są przez kogoś traktowane poważnie, podczas gdy ich właściwa rola polega tylko na obsikiwaniu krzaczków, bo przecież nie na gryzieniu, bądźmy poważni.

Myślę, że dla Bońka różne rzeczy są bardziej niewygodne niż zarzuty duetu CK & RM, od zrolowanej w bucie skarpetki zaczynając, a na obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa kończąc. Zresztą kiedy ostatnio rozmawiałem z Bońkiem, to powiedział: – Wiesz co? Osiem lat temu przegrałem wybory w PZPN i się nic nie stało. Cztery lata temu wygrałem i też się nic nie stało. Teraz czy wygram, czy przegram – nic się nie stanie.

Jemu nic, polskiej piłce stać się może dużo złego. Chociaż gdyby Józef Wojciechowski miał zwyciężyć, to byłby to moim zdaniem dobry materiał dla wymyślonego naprędce przeze mnie Centrum Badania Absurdów, w skrócie CBA.

KRZYSZTOF STANOWSKI

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments