Uwaga, wyrób meczopodobny! Dzięki Bogu to już koniec…

redakcja

Autor:redakcja

26 września 2016, 19:57 • 2 min czytania

Reklama
Uwaga, wyrób meczopodobny! Dzięki Bogu to już koniec…

Nie dajcie się zwieść wynikowi. Dwóm bramkom, które kierowały losy meczu w końcówce na zupełnie nowe tory i które mogłyby dawać wrażenie, jakoby w Gliwicach rozegrało się prawdziwe widowisko do utraty tchu. Wręcz przeciwnie. Ciężko, naprawdę ciężko się to coś oglądało. I tak, jak kolejka zaczęła się doprawdy badziewnym widowiskiem w Niecieczy, tak i czymś łudząco podobnym, czymś co wstyd nawet nazwać meczem, kończy się w Gliwicach. 

Reklama

Gdybyście chcieli się narąbać, waląc lufę po pięciu dokładnych podaniach z rzędu, po tym meczu spokojnie moglibyście wsiadać za kółko, bez obaw o utratę prawa jazdy. Niby wiedzieliśmy, że grają ze sobą dwa zespoły, które oddają najmniej celnych strzałów w całej lidze, ale to, co zobaczyliśmy w Gliwicach, to była jakaś nędzna podróbka meczu piłki nożnej. Nawet biorąc pod uwagę ekstraklasowe standardy. Piłkarze dostosowali się dziś zresztą do poziomu komentarza (albo odwrotnie?), z którego dowiedzieliśmy się na przykład, że drugą zmianą w Piaście miał być Martin Nespor, a Sedlarem interesował się między innymi Partizan Zagrzeb. Tomasz Hajto uznał nawet, że warto przeczytać cały profil serbskiego obrońcy na Transfermarkt od góry do dołu, łącznie z pozycją i miejscem urodzenia, bo w sumie rozrywki na placu gry jest tyle, co przy mieleniu mięsa.

Jeszcze jeden taki weekend i trzeba będzie sięgać po mocne antydepresanty. Mariusz Rumak sięgnie po nie zapewne już dziś, bo choć w 90. minucie Kamil Biliński strzelał na 1:0 z niesłusznie podyktowanego karnego (faul Heberta przed polem karnym), wielki kamień spadał z hukiem z jego serca, za moment w jego miejsce wrócił kolejny. Jeszcze cięższy. Wtoczył go Hebert, pakując w 94. minucie gola na 1:1. Tym większe to zmartwienie dla Rumaka, że ciała przy stałym fragmencie gry dała całkiem niezła dziś defensywa Śląska, na czele z jej głównym krzykaczem, Piotrem Celebanem.

Panie Piotrze – do pana osobny apel. Wiemy, że na ekstraklasowych boiskach jest pan obecny już od dłuższego czasu, ale dziś chyba zapomniał pan o tym, że meczów nie wygrywa się darciem po przeciwnikach i przywoływaniem ich „kurwa, no chodź”, a koncentracją do samego końca. Tej wyraźnie stoperowi Śląska zabrakło, bo w sytuacji, w której Piast ostatnim tchnieniem wyrównał, mimo trzech ku temu okazji, nie potrafił przerwać serii główek Jankowski-Barisić-Hebert.

Tak jak wspominaliśmy, nie dajcie się jednak zwieść temu, że w końcówce sporo się działo. Cztery minuty akcji, napędzone w dodatku ewidentnym błędem sędziego Frankowskiego, to zdecydowanie za mało, by zapomnieć jedną z najcięższych walk, jakie stoczyliśmy w naszym życiu. My kontra nasze opadające powieki.

Reklama

Bez pomocy zapałek niechybnie byśmy polegli…

piast

fot. 400mm.pl

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Był wielkim talentem Liverpoolu. Teraz przyznał się do brutalnego ataku na byłą partnerkę

Kacper Korpak
0
Był wielkim talentem Liverpoolu. Teraz przyznał się do brutalnego ataku na byłą partnerkę
Piłka nożna

„Biegałem im po wódkę”. Były kolega z Chicago Fire zdradza kulisy życia z polskim trio

Kacper Korpak
6
„Biegałem im po wódkę”. Były kolega z Chicago Fire zdradza kulisy życia z polskim trio

Weszło

Reklama