Przeczuwaliśmy w kościach, że komediowy serial pod tytułem „sprzedaż Korony Kielce” nie będzie miał dziś swojego ostatniego odcinka, mimo że wiele mogłoby na to wskazywać. Strony się już dogadały, pozostała tylko formalność, czyli wysłanie do Kielc miliona złotych. Zorganizowano już nawet konferencję prasową, na której Senegalczycy mieli sobie strzelić z władzami miasta misia, za stołem zasiadła cała delegacja i…

Senegalczycy mówią o pucharach… Ale kasy nie potrafią przelać!

I nic. Afrykańscy przybysze powiedzieli, że jeszcze nie przelali kasy, bo w Senegalu takie są „procedury”. Ale wkrótce na pewno dadzą radę!

Kieleccy kibice z senegalskiej delegacji dowiedzieli się zatem tyle, co po lekturze ryzy papieru biurowego. Oczywiście jak zwykle nie zabrakło szeregu absurdów, które są stałym elementem rozmów z każdym inwestorem, który interesuje się kieleckim klubem. Prezydent Kielc nazwał swoich gości na przykład najważniejszymi ludźmi w Senegalu tuż po prezydencie (ale ta ich ranga nie przekłada się jednak na możliwość załatwienia prostej sprawy), usłyszeliśmy ile trwa lot z Dakaru do Nowego Yorku (???), Senegalczycy zasugerowali także, że gdyby nie oni Diaw miałby dziś innego pracodawcę (zakładamy, że lepszego – ryzykownie jak na gościa, który nie grał w piłkę w drugiej lidze belgijskiej). Peter Kaluba, przedstawiciel Senegalczyków, tak zagalopował się w klepaniu banałów i pijarowej gadce, że aż zaczął mówić coś o przyszłych sukcesach kieleckiego klubu na arenie europejskiej. Jeśli chcieli odwrócić uwagę od swojej nieporadności sprawiając, że w uszach kieleckich dziennikarzy zacznie dzwonić kaszanka – nie udało im się, choć – przyznajemy – plan był dość sprytny.

Nie da się jednak ukryć, że w kwestii sprzedaży Korony mamy do czynienia z tak pożądaną w polskim futbolu płynnością. Przy dopinaniu transakcji z Włochami przeszkodą nie do przeskoczenia okazało się umówienie spotkania, przy kolejnej kłodą jest ta przeklęta procedura, która wymaga autoryzowania przelewów smsem, a pech chciał, że akurat wszystkie telefony rozładowały się od ciężaru zdjęć nacykanych na kieleckich trybunach. Czekamy na kolejny krok i już nie możemy się doczekać, jak będzie wyglądał. Brak długopisów podczas próby podpisania umowy? Zgubienie hasła do konta mailowego? Migrena sekretarki?

Powtarzalność. Konsekwencja. Problemy z przelewami. Tego właśnie szukamy w polskim futbolu, i to właśnie chcą zaoferować Senegalczycy. Sprzedażowe eldorado zdaje się nie mieć końca.