Futbol jest pełen tajemnic. Co wydarzyło się przed finałem Mistrzostw Świata w 1998 roku, w którym Ronaldo był zaledwie cieniem zawodnika z poprzednich spotkań? Czym zatruli się piłkarze Lecha podczas pobytu w Marsylii? Jakie haki na Franciszka Smudę miał Sebastian Boenisch? Dziś do tych wszystkich niewyjaśnionych zagadek dołącza kolejna. Gdzie znajdował się mózg Antona Karaczankowa podziały się koszulka getry skarpetki Antona Karaczankowa podczas przerwy w meczu Cracovii z Jagiellonią Białystok w Pucharze Polski?

Karaczanakow na tropie. Poszukiwacze zaginionych getrów

Sytuacja wygląda w ten sposób. Sędzia Tomasz Wajda zarządza koniec przerwy. Po bezbramkowej pierwszej połowie piłkarze obu drużyn pojawiają się na murawie. W zespole gospodarzy zmiana, Mateusza Wdowiaka zastępuje… Ma zastąpić Anton Karaczanakow. Sympatyczny Bułgar jednak… No właśnie.

Sympatyczny Bułgar zapomniał przepisowych getrów (miał pod obciętymi getrami nieprzepisowe skarpetki, jak ustalili krakowscy dziennikarze śledczy). Nie wiadomo, czy zostawił je w szatni, na ławce, przy linii. Po prostu – amba fatima, była, ni ma. Trwają gorączkowe poszukiwania, ale sędzia Wajda jest bezlitosny – to nie przedszkole, żeby wiązać poszczególnym piłkarzom buciki i pilnować, czy nie założyli pidżamki tył na przód. Gwizdek i ruszamy z drugą połową, a Antonowi życzymy owocnych poszukiwań.

Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądała wówczas mina Jacka Zielińskiego. Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądały wówczas nasze miny. I wreszcie nie chcecie wiedzieć, co stało się później.

No dobra, chcecie. Gdy Anton ruszył na poszukiwanie swej zguby i rozpoczął modlitwę do Św. Antoniego, patrona rzeczy zgubionych, Jagiellonia bez większych ceregieli zdobyła bramkę. Jak się domyślacie, gol zdobyty w przewadze wynikającej z gapiostwa zawodnika Cracovii nie poprawił jego notowań u trenera, kibiców i kolegów z drużyny. Właściwie bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie, że wszyscy chcieli mu po prostu zajebać, a powstrzymywała ich wyłącznie obecność kamer.

Cracovia przegrała, ale to przecież najmniej w całej sytuacji ważne. Grunt, że Anton odnalazł swoją zgubę, ba, udało mu się nawet wejść na boisku i zagrać ładny kawałek meczu (ładny w sensie trwający kilkadziesiąt minut, nie ładny w sensie udany).

Trzymamy kciuki, by już wkrótce Anton nabył kolejne umiejętności, jedzenie łyżką, pisanie, z czasem może nawet robienie zakupów. Limitem ludzkich możliwości jest w końcu tylko niebo.

Fot.FotoPyk