Życie i zdobywane wraz z nim doświadczenie uczy, że czterech rzeczy w życiu można być absolutnie pewnym. Śmierci, podatków, eurowpierdolu w lipcu i tego, że zapowiedzi GKS-u Katowice na temat hucznego powrotu do Ekstraklasy okażą się tylko i wyłącznie pobożnymi życzeniami, a do ustalenia pozostaje jedynie – w którym momencie rozgrywek. Pięć lat temu przed sezonem padło komicznie dziś brzmiące „Ekstraklasa albo śmierć”. Cóż, jakby to powiedzieć – gdyby odebrać to hasło dosłownie, dziś GKS-u nie byłoby na piłkarskiej mapie Polski.

Jak co roku… GKS marzy o Ekstraklasie. Ale wreszcie ma ku temu mocne podstawy

Teraz jednak patrzymy na ruchy kadrowe w Katowicach i… no nie możemy się oprzeć wrażeniu, że wreszcie mają one ręce i nogi. GKS zwykle brał piłkarzy przegranych w innych zespołach. Fajnie się o Burkhardtach, Trochimach czy Leimonasach pisało, że na papierze to skład na Ekstraklasę, bo i papier ma w zwyczaju przyjmować wszystko. Co z tego, że każdy z nich trafiał na Bukową po przegraniu rywalizacji o skład, najczęściej tracąc poprzednią rundę, a czasami sezon.

Dziś? Dziś takich ruchów w Katowicach nie widać. Kilka dni temu w wywiadzie dla Sport.pl Dariusz Motała, menedżer GKS-u mówił: „Zależy nam na tym, by kadra zespołu ukształtowała się jak najszybciej, ale najważniejsze jest to, czy w tym konkretnym zawodniku widzimy wzmocnienie, czy on naprawdę chce u nas grać. Jeśli traktuje GKS tylko jako zabezpieczenie na wypadek, gdyby nie wypalił mu transfer do Ekstraklasy, to nie jesteśmy zainteresowani. Taki zawodnik po prostu nie pasuje do naszego projektu.” I przyzać mu trzeba, że do realizacji tych słów zabrał się piorunem.

Przy Bukowej pojawiło się dziesięciu nowych zawodników, a jeżeli ktoś zapisał się zawczasu na newsletter GKS-u, to praktycznie codziennie szła nim informacja o kolejnym podpisanym kontrakcie, o kolejnej prezentacji nowego zawodnika, o kolejnym wzmocnieniu składu na nowy sezon. Można więc mówić o sporej rewolucji, ale co ważne – w zasadzie przy żadnym ze „świeżaków” nie napiszemy, że kopać to on może, ale rowy na budowie nowego stadionu GieKSy.

No bo spójrzmy, jak w tym momencie prezentuje się katowicka lista zdobyczy:

Sebastian Nowak – przez większą część sezonu podstawowy bramkarz Niecieczy
Mateusz Abramowicz – 10 meczów w Ekstraklasie w poprzednim sezonie w Śląsku Wrocław
Damian Garbacik – utalentowany obrońca, wychowanek Lechii, w Chojnicach 13 meczów
Dawid Abramowicz – podstawowy, nowocześnie grający lewy obrońca II-ligowej Puszczy Niepołomice, gol i 4 asysty w poprzednim sezonie
Łukasz Zejdler – od 3 sezonów w Cracovii, choć w dwóch ostatnich grał raczej sporadycznie
Tomasz Foszmańczyk – od 3 sezonów podstawowy zawodnik Niecieczy
Bartłomiej Kalinkowski – mistrz Polski juniorów starszych, naprawdę solidny sezon w Wigrach Suwałki (31 meczów, 3 gole, 3 asysty)
Paweł Mandrysz – syn Piotra Mandrysza, 18-latek, a już od 2 lat podstawowy piłkarz ROW Rybnik, w poprzednim sezonie 6 goli i 2 asysty w 32 meczach
Andreja Prokić – gwiazda Stali Mielec, z którą awansował do I ligi, jej najlepszy strzelec (12 goli, do tego 4 asysty)
Eryk Sobków – 9 meczów w Ekstraklasie w poprzednim sezonie

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że GKS stara się jak może wpłynąć na swoje przeznaczenie. Nowak? Dwa awanse do Ekstraklasy w przeciągu ostatnich kilku lat – z Górnikiem i Bruk-Bet Termaliką. Foszmańczyk? Awans z Niecieczą. Zejdler – parę lat temu z Cracovią. Oprócz tego przecież Dawid Abramowicz wgramolił się trzy lata temu z Chojniczanką do I ligi, a Andreja Prokić poprowadził w tym roku podobną drogą mielecką Stal. W Katowicach darowali sobie szukanie czterolistnej koniczyny. Oni poszli na targ i wykupili cały jej zapas, przy okazji biorąc też kilka króliczych łapek i podkowę do przybicia na drzwiach.

Ale wiecie, co zaimponowało nam najbardziej? To, że Motała naprawdę nie rzucał słów na wiatr, co zdarza się potwornie rzadko. Pytany w tym samym wywiadzie o to, gdzie potrzeba wzmocnień, powiedział: „Przede wszystkim mamy lukę w środku pola. Poza tym chcemy wzmocnić rywalizację na pozycjach napastnika i bramkarza.”

Dwa tygodnie, a jego już można w pełni pozytywnie rozliczyć z tamtych słów. Godny rywal dla Nowaka? Jak na warunki pierwszoligowe, dzięki podpisaniu Abramowicza, GKS ma bodaj najbardziej wyrównanych bramkarzy numer jeden i dwa. Luka w środku pola? Przychodzą Kalinkowski z Zejdlerem i luka znika, bynajmniej nie wypełniona wątpliwej jakości kitem. Napastnik? Doszedł Sobków, który może i w Ekstraklasie za wiele nie pograł, ale już w rezerwach Zagłębia zapakował 11 bramek w 19 meczach III ligi.

Do tego poza nowym, w stu procentach sprawdzonym już w polskich warunkach zaciągiem, nie pozbyto się nikogo, kto w poprzednim sezonie odegrał znaczącą rolę w pierwszym składzie. Zapowiada się na to, że w Katowicach pozostanie absolutnie kluczowy stoper Praznovsky, który wiosną był chyba najrówniej grającym zawodnikiem GieKSy i który znalazł się w przygotowanym przez nas wraz z Andrzejem Iwanem zestawieniu zawodników z I ligi, na których powinni zwrócić uwagę kluby Ekstraklasy. Przyklejony do Bukowej zdaje się też być Grzegorz Goncerz, co każdego roku przekłada się na co najmniej kilkanaście strzelonych bramek.

Pytanie tylko, czy to wystarczy, by klątwa, jaka ciąży na GKS-ie od wielu lat, została zdjęta. Na pewno taki stan posiadania to dla trenera Jerzego Brzęczka duży komfort, ale i przychodząca wraz z nim presja wyniku wydaje się być naprawdę ogromna. Już nie tylko ze względu na tradycję klubu i wielkie ambicje kibiców. No bo patrząc na ruchy w całej I lidze, to właśnie te katowickie wyglądają na ten moment na papierze najlepiej.

Ale pisaliśmy już przecież, że przed weryfikacją papier przyjmie wszystko, prawda?

fot. 400mm.pl

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments