– Wszyscy moi koledzy z Niemiec obstawiają na remis. Może nie jesteśmy stawiani w roli faworytów, ale oni by się cieszyli z jednego oczka. Boją się nas i tego meczu, bo Polska ma naprawdę dobry zespół, po 1982 roku najlepszy. 34 lat minęło. Coś wyjątkowego i wielkiego. Tylko żeby to nie była bańka mydlana, ja się tylko o to martwię, sam do siebie mówię, żeby z tymi Niemcami, kurde, pokazać fajną piłkę. Oni będą cisnąć, są mocni, najlepsi na świecie – mówi Dariusz Michalczewski w rozmowie z Weszło.

Michalczewski: Mamy dobry zespół, po 1982 roku najlepszy

Jest pan optymistą po meczu z Irlandią Północną?

Nie można być optymistą, bo Irlandia Północna była bardzo słabą, ale też bardzo trudną drużyną. Zamurowali się, nie widzieliśmy w ogóle gry, z nimi każdemu będzie ciężko. Oni psują poziom, myślę, że to jest problem mistrzostw w formule 24- osobowej. Za dużo jest takich przeciętnych zespołów, które ciągną lepszych w dół – nawet nie Polskę, ale Niemcy czy inne reprezentacje. Islandia super grała, bo remis z Portugalią nie jest bagatelką. Ale to wyjątek, inne takie zespoły nic nie wnoszą.

A jaki jest nasz poziom?

Polska to znak zapytania, z Irlandią trudno było coś pokazać, dobrze że wygraliśmy, chłopaki zrobili 100 procent pracy, bo przecież mogło się skończyć gorzej. Odwalili kawał roboty, ale pańszczyznę. Z tego co wiem, to spotkanie wyglądało na żywo jeszcze gorzej niż w telewizorze, jeden ze słabszych meczów na tym Euro. Brzydkie widowisko, ale trudno zagrać z takim rywalem ładnie – z Niemcami też wolę oglądać okropny mecz, ale zwycięski. Lepiej tak niż Rumuni, którzy pokazali się z Francją pięknie, a dostali po dupie. Trudno gra się z drużyną, która robi wszystko żeby nie przegrać. Na podstawie tamtego meczu nie można powiedzieć, czy coś jest dobrze czy źle, sprawdzimy to jutro. Jutro jest ten punkt zero na mistrzostwach Europy.

Powinniśmy wygrać jedną bramką więcej?

To mi jest już obojętne, pierwsze zwycięstwo na Euro to i tak wielki sukces. Powiem panu, że wszyscy moi koledzy z Niemiec obstawiają na remis. Mówią, że jak podzielimy się punktami, wtedy też będzie dobrze. Może nie jesteśmy stawiani w roli faworytów, ale oni by się cieszyli z jednego oczka. Boją się nas i tego meczu, bo Polska ma naprawdę dobry zespół, po 1982 roku najlepszy. 34 lat minęło. Coś wyjątkowego i wielkiego. Tylko żeby to nie była bańka mydlana, ja się tylko o to martwię, sam do siebie mówię, żeby z tymi Niemcami, kurde, pokazać fajną piłkę. Oni będą cisnąć, są mocni, najlepsi na świecie.

To, że nie gramy teraz o wszystko i w razie czego zostaje Ukraina, ułatwia nam sprawę?

Myślę, że nikt tak z naszych nie myśli, oby nie myślał. Mamy taką pakę, doświadczonych zawodników, prawie wszyscy grają w europejskich zespołach z najwyższej półki, w końcu trzeba się pozbyć kompleksów. Zostawmy eliminacje, teraz nasi chłopcy inaczej się czują. Miałem rubrykę w Fakcie, pisałem, że oni nie mają podglądać Niemców, bo nie grają gorzej niż oni. Tak samo biegają, tak samo trenują, taką samą kasę zarabiają, więc dlaczego mają mieć kompleksy? Gramy na ostro i swoje. Dla mnie ten Kapustka jest takim fajnym przykładem, bo on się nie pierdzieli i nie patrzy, kto przed nim stoi, walczy bez obciążeń. Tego potrzeba wszystkim.

No tak, ale jest różnica grać na Irlandczyka z Północy, a na mistrza świata.

Tym bardziej motywacja jest większa. Pamiętam, że jak boksowałem z rówieśnikiem, albo kolegą, musiałem wygrać, ale w barwach reprezentacji Polski bardziej się starałem, żeby utrzeć nosa rywalowi. Wierzyłem w Kapustkę od początku, mówiłem, że to będzie czarny koń tych mistrzostw. Ten chłopak nie ma żadnego bagażu, psychicznego ciśnienia i na luzie potrafi super zagrać. Większość sportowców się spala psychicznie przed walkami, meczami, a on nie. Absolutnie powinien grać z Niemcami i myślę, że tak będzie. To jest wyższy poziom, ale on jest w gazie i naprawdę wystawiłbym go, a nie kogoś innego.

Motywacja będzie większa, ale może za tym pójść zdenerwowanie.

Myślę, że nie. Kiedy boksowałem, byłem bardzo otwarty, bo myślałem – z nim przegram, to nic wielkiego się nie stanie, ale jak go pokonam, mam sukces i sensację.

Co z Kamilem Grosickim?

To doświadczony gość, ale skoro był kontuzjowany, nie wiem jak to będzie wyglądało… Jeśli ma grać na pół gwizdka, wtedy wolę zdrowego Kapustkę, który zapierdziela.

A Lewandowski jak wypadł w pierwszym meczu, chyba oczekiwaliśmy więcej?

On ściągał na siebie kilku zawodników i to jest spora wartość, ale tak jak mówię – trudno cokolwiek ocenić na podstawie tego jednego spotkania. Robił dobrą robotę, tamci patrzyli głównie na niego, zapominając o reszcie. Trudno grać przeciwko rywalowi, który stoi za podwójną gardą i tylko się broni, ciężko go znokautować. Trzeba prowokować żeby się otworzył i liczyć na kontrę. Człowiek się może kurwa wystrzelać, a jeszcze musi uważać, nie może zapierdzielać bez ustanku, bo opadnie z sił, a rywal go znokautuje. Wystrzelasz się i na tle takiego przeciwnika wyglądasz jak łajza.

Jak pan wspomina zwycięski mecz z Niemcami w eliminacjach?

Wielka sprawa, coś wyjątkowego. 99 % osób stawiało na zwycięstwo Niemców, a jednak przegrali 0:2.

To był najlepszy mecz kadry jaki pan widział?

Nie był najlepszy, ale nie o to chodzi, żeby ładnie przegrać, tylko żeby brzydko wygrać. Pewnie, że ładnie zwyciężyć, to byłoby coś najpiękniejszego, ale tutaj liczy się tylko zwycięstwo. Pamiętam, że ja mówiłem do swojego trenera – panie trenerze, przecież ja tyle trenowałem… A on: to nie trenuj, tylko wygrywaj, w sporcie liczy się zwycięstwo. Na Euro też nie chodzi o ładną grę, to nie jest sparingowy mecz o pietruszkę, tylko tu trzeba kasować trzy punkty, obojętnie jak. Na efekty artystyczne nikt nie będzie patrzył.

Mocno będzie brakować Szczęsnego?

Tak, bo Wojtek super bronił. On jest pozytywnie bezczelny, wychodzi z bramki, gra odważnie i tak dalej. Jest duchem towarzystwa. Tak jak Podolski w Niemczech, nie gra tam, ale biorą go, bo robi dobrą atmosferę. Po mundialu w Brazylii wracali z nim moi koledzy i kiedy reszta kadry siedziała i odpoczywała, to on chodził po samolocie, do każdego zagadał. Taka osoba jest potrzebna.

Kto za Wojtka, Boruc czy Fabiański?

Na tyle nie jestem fachowcem, ale myślę, że na bramkę możemy obsadzić kogo chcemy. Czy Wojtka, Łukasza, Artura – nie ma większej różnicy. To są wszyscy ludzie wielkiej klasy. Nie chcę nikomu ujmować, wybrać jednego, bo każdy z nich jest wspaniały.

To może nie rozmawiajmy o nich technicznie, a charakterologicznie. Boruc na przykład też jest bezczelny.

Boruc tak, Fabiański jest trochę grzeczniejszy. Ale myślę, że pod względem piłkarskim, to on jest najbardziej uzdolniony, estetycznie broni najlepiej.

O nim się często mówi, że co ma wyjąć to wyjmie, ale nic poza tym.

Nieee, tego zdania nie jestem. Ktoś sobie jakiś jaja robi z taką opinią.

A Wawrzyniak czy Jędrzejczyk?

Myślę, że Wawrzyniak powinien zagrać. Fajny chłopak z Gdańska, mój sąsiad. Rozmawialiśmy przed turniejem, jak nasze dzieci grały w piłkę na podwórku, on jeszcze nie wiedział wtedy czy jedzie. To znaczy, może przeczuwał, ale się nie wychylał. Optymistycznie był nastawiony, gość z jajami, bardzo otwarty i bezpośredni. Jako sąsiad bym go wystawił (śmiech)

W internecie mu dokuczają, a przecież choćby z Niemcami, w wygranym meczu, grał od początku.

Bardzo pana proszę, nie chcę rozmawiać o internautach. Szyfrują swoje imiona i nazwiska, ukrywają się. Na moich walkach było 18 tysięcy ludzi, 17 850 krzyczało „lewa, prawa, uderz, teraz”, tacy fachowcy. Potem wracają do domu i piszą w internecie różne rzeczy, szkoda słów.

Jak się panu ogólnie podoba to Euro?

Super wygląda, ogólnie ja kocham piłkę. Ale te napierdalanki Ruskich i Anglików – tragedia, obraz nędzy i rozpaczy. Co to jest za kara, 150 tysięcy euro, jeśli ma to tak dalej wyglądać, muszą ich ukarać surowiej. U Anglików na przykład, Rooney apelował do fanów, myślę, że my powinniśmy zrobić to samo. Żeby Lewandowski przemówił do kibiców, poprosił o doping. Ja się nie obawiam awantur z naszej strony, ale warto wyjść naprzeciw. Na Euro są dzieci i kobiety, burdy to antyreklama dla piłki.

Widział pan popisy Joachima Loewa?

To są nerwy, trudno powiedzieć, bo ja tak nie robię. Facet jest aktualnym mistrzem świata, może się czasem pogubić, głupie to było jak cholera, ale co zrobić.

Rozmawiał pan o tym z kolegami z Niemiec?

Nie, jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Ale pewnie, że Niemcy się śmieją, bo to nie jest tak, że on jest trenerem i może wszystko zrobić. Na pewno są oburzeni.

Zastanawiam się, czy takim zachowaniem Loew nie burzy swojego autorytetu.

No tak, ale to nie ma nic wspólnego z fachowością, bo możesz sobie grzebać w dupie i nosie, a być świetny. Lech Wałęsa też popełniał dużo błędów, a jednak wyprowadził nas z komunizmu, a jeszcze psy na nim wieszają. On jest ojcem sukcesu, a że się podrapał, coś przekręcił – każdy ma słabości.

Siedzi pan w niemieckim, czy polskim sektorze?

Ja siedzę za niemiecką ławką, w polsko – niemieckim szaliku.

Ile będzie?

2:1 dla nas, to znaczy dla Polski.

Rozmawiał Paweł Paczul

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments