Pierwsza liga styl życia – kojarzycie to hasło, prawda? Używają go zwykle fanatycy meczów w Bytowie czy Chojnicach, chcący pokazać światu, jak bardzo są pieprznięci na punkcie tych – było nie było – mocno ogórkowych rozgrywek. Z czystym sumieniem może zacząć używać go także Maciej Korzym, którego do pierwszej ligi przez cały sezon ciągnęła jakaś niewidzialna siła. Tak jak kiedyś Ryszard Wieczorek spuszczał z ligi dwie drużyny jako trener, tak teraz wesoły Maciek przyłożył stopę do degradacji i Podbeskidzia i, Górnika.

Nagroda im. Krystiana Nowaka dla tego pana. Prawdziwy fachura!

Dwa kluby, dwa spadki, jeden sezon. Można? Można. A przecież są jeszcze matematyczne szanse na to, by do czwartej ligi spadły rezerwy Górnika (chociaż jest to mało prawdopodobne). Trzy spadki w rok – to byłaby historia. Tak czy inaczej już teraz Maćkowi należy się okazjonalny dyplom:

dypl

Żeby nie było: nikt z nas się cudów po Korzymie nie spodziewał. To taki, wiecie, w piłkę średnio gra, ale tu się przepchnie, tu wyłuska, tu nadrobi charakterem. Generalnie można było zakładać, że lepiej go mieć u siebie niż nie mieć właśnie za te cechy siłowo-wolicjonalne. Ale kiedy brakło mu i tego – nie miał już żadnych atutów. Wystarczy szybki rzut oka na raport InStat:

– skuteczność pojedynków w obronie – 13%
– skuteczność pojedynków w ataku – 34%
– skuteczność pojedynków powietrznych – 24%
– skuteczność prób odbioru – 8%

Sami widzicie – bryndza z nędzą. Maciek znalazł się w czołówce tylko w jednej kategorii – w  liczbie spalonych. Biorąc pod uwagę, że meczów rozegrał sporo mniej niż konkurenci – duża sztuka. Chcieliśmy napisać, że Korzym w tym sezonie na stadionie w Zabrzu był równie przydatny, co łuski słonecznika, ale byłoby to mocno niesprawiedliwe. Łuski znacznie mniej szkodzą i przynajmniej z nazwy mają coś wspólnego ze strzelaniem.

W tej sytuacji zasadne jest pytanie: co dalej z Korzymem? Wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby po raz kolejny dostał robotę na poziomie Ekstraklasy. Wystarczy, że – strzelamy – w piątej kolejce jako strażak w Łęcznej zamelduje się Leszek Ojrzyński, a ten szkoleniowiec już przecież nie raz udowadniał, że dla miłości do swoich synków jest w stanie postradać zmysły. Bo każdy trzeźwy obserwator zauważa co innego – Korzymowi roku na rok bliżej do roli kibica (zresztą nawet problemy miewa kibicowskie – wciąż przecież grozi mu zakaz stadionowy) niż do fuchy piłkarza. Większość zawodników w takiej sytuacji zaczęłaby się zastanawiać nad nową ligą, znamy też takich, którzy na poważnie myśleliby o jakimś przebranżowieniu. Maćku, jeśli jakimś cudem zacząłbyś się rozglądać za uczciwą robotą, mamy dla ciebie małą radę. Prosimy, unikaj tylko prac na wysokościach.

Taki spadek byłby nieco boleśniejszy w skutkach.

Fot. FotoPyk