Kataloński walec jedzie po mistrzostwo. Pod koła wpadł Espanyol

redakcja

Autor:redakcja

08 maja 2016, 19:01 • 3 min czytania

Reklama
Kataloński walec jedzie po mistrzostwo. Pod koła wpadł Espanyol

W Hiszpanii nadeszła godzina prawdy. Kto wykolei się na tym etapie gry – praktycznie wypada z walki o mistrzostwo. Żeby jednak Barcelona świętowała już dzisiaj – musiałby się wydarzyć mało prawdopodobny splot okoliczności. Czyli derbowe zwycięstwo Dumy Katalonii, przegrana Atletico z Levante, które już poleciało z ligi oraz wpadka Realu z Valencią. Dwa warunki zostały spełnione – ekipa Simeone dostała w łeb od spadkowicza, a Barcelona zmiotła z powierzchni ziemi Espanyol. Na koronację trzeba jednak poczekać – w ostatniej kolejce Messi i spółka muszą ograć na wyjeździe Granadę, która dziś utrzymała się po… zdemolowaniu Sevilli na Estadio Sanchez-Pizjuan. Niewiarygodne.

Reklama

Ta kolejka przyniosła doprawdy sensacyjne rozstrzygnięcia. Barca posiada w tym momencie niesamowity komfort – przypieczętowanie tytułu na Granadzie wydaje się obowiązkiem, ale… z drugiej strony lepiej niczego nie przesądzać. Bo czy ktokolwiek by pomyślał, że Atletico potknie się akurat na spadkowiczu? Akurat na tym beznadziejnym Levante, które już pożegnało się z Primera? No właśnie…

Dziś jednak Duma Katalonii wywiązała się z zadania znakomicie. Strzelanie genialnym uderzeniem z wolnego rozpoczął Messi (Argentyńczyk ma najwięcej trafień po bezpośrednich rzutach wolnych z pięciu najlepszych lig europejskich – 7). Espanyol walczył swoją tradycyjną bronią, czyli agresją i wycinką, czego sędzia nie potrafił umiejętnie kontrolować. Mało tego – dziś arbiter wręcz nie sprzyjał Barcelonie. Gil Manzano nie uznał bowiem gola Rakiticia (nie był na spalonym) i nie podyktował słusznego karnego Blaugranie. To jednak nie wytrąciło jej z równowagi i po przerwie rozpoczęła się rzeźnia. Dwie sztuki wpakował Suarez (35 goli w klasyfikacji strzelców, drugi Ronaldo ma 31), jedną Neymar i jedną Rafinha, który pojawił się na boisku kilkadziesiąt sekund wcześniej.

Co tu dużo mówić – Barcelona się dziś bawiła. To był tryb fiesty. To była taka drużyna, jaką oglądaliśmy przez większą część sezonu. Zresztą ostatnie wyniki ligowe nie kłamią. 8:0 z Deportivo, 6:0 ze Sportingiem, 2:0 z Betisem, teraz 5:0 z Espanyolem. Przeciwnik rozstrzelany, ale przy tym – co wyjątkowo istotne i na co zwracał uwagę dyrektor sportowy, Robert Fernandez – po raz czwarty z rzędu udało się zachować czyste konto, a kontuzjowanego Claudio Bravo zastępował oczywiście Marc-Andre Ter Stegen. Dziś jednak Niemiec miał tyle pracy co podczas siedzenia na ławce – mógł odpalić Twittera i sprawdzać informacje o kolejnych rekordach Suareza czy Messiego. Barcelonie – jeśli szukać dziury w całym – nie wyszło tylko jedno. Wejście w mecz przy optymalnej koncentracji i rozjeżdżanie rywala już od pierwszego kwadransa – to udało się Zidane’owi wypracować w Realu i to musi jeszcze szlifować Luisa Enrique. Ale zwycięzców – tym bardziej przy takich wymiarach wygranej – nie powinno się sądzić.

Zrzut ekranu 2016-05-08 o 19.46.33

Reklama

W czołówce La Liga ścisk większy niż w tramwaju w godzinach szczytu, a na trasie widać już ostatni przystanek. I właśnie tuż przed dotarciem do zajezdni, jeden z pasażerów padł ofiarą tłoku, nie wytrzymał tempa i zasłabł na finiszu – dla niego ta podróż już się zakończyła. Atletico Madryt niespodziewanie straciło bowiem punkty w starciu z Levante, tym samym wyłączając się z wyścigu o mistrza. Drugi z konkurentów w walce o pierwszą lokatę wygrał, choć nie bez problemów, z Valencią, 3:2.

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Cancelo pochwalił kolegę z Barcelony. „Jest duszą zespołu”

Maciej Piętak
0
Cancelo pochwalił kolegę z Barcelony. „Jest duszą zespołu”
La Liga

Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki

Mikołaj Duda
14
Sprytny pomysł Szczęsnego. Użył kolegi przy zażywaniu używki
La Liga

Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”

Maciej Piętak
1
Vinicius Junior podjął decyzję. „To klub moich marzeń”