Pech jednego fartem drugiego. Kto zaciera ręce po kontuzji Prijovicia?

redakcja

Autor:redakcja

04 maja 2016, 18:46 • 4 min czytania

Pech jednego fartem drugiego. Kto zaciera ręce po kontuzji Prijovicia?

Finał Pucharu Polski. Dla Aleksandara Prijovicia mecz szczególny. W końcu kiedy zdobywasz jedyną bramkę w finale krajowego pucharu, masz prawo schodzić z boiska z podniesionym czołem. Ale „Prijo” zamiast delektować się owacją, opuszczał murawę z grymasem bólu na twarzy. Niepozorne starcie z Tettehem okazało się tragiczne w skutkach – złamanie ręki, a to oznacza, że Prijović wypada do końca sezonu.

Reklama

Czyli nie pomoże drużynie w trzech kluczowych meczach w tych rozgrywkach. Jeśli Legia się nie potknie – będzie mistrzem. Jeśli jednak powinie jej się noga… Różnie może być.

W przekroju całego sezonu Prijović może nie rzucił na kolana liczbami. 8 bramek, 5 asyst, 2 kluczowe podania – biorąc pod uwagę fakt, że przyjmując podania od Guilherme i samemu asystując Nikoliciowi masz nieco ułatwione zadanie przy nabijaniu statystyk, jest to wynik co najwyżej niezły. Prijović bez większych problemów wygrywa wiosną rywalizację o pozycję numer „10”, ale nie zapominajmy, że w dużej mierze przyczyniła się do tego kiepścizna w wykonaniu Hamalainena i bezbarwne występy rozczarowującego w tym sezonie Dudy. Szwajcar dobrze rozumiał się z Nikoliciem, strzelał ważne bramki, ale też marnował sytuacje, które prawdopodobnie wykorzystaliby nawet napastnicy z sekcji rocznika 2003. Na plus, że zmarnowane okazje w ogóle nie robiły na nim wrażenia i dalej grał swoje, ale to tak, jakby chwalić kumpla za to, że w ciągu godziny podbija do piątej laski z rzędu, mimo że cztery wcześniejsze od razu go odpuliły.

Reklama

No nie do końca o to chodzi.

Ale ten Prijović, nawet mimo że marnuje akcję za akcją, to na finiszu rozgrywek kluczowa postać w barwach Legii. Klęska jednego oznacza zwykle jednak sukces drugiego. I tak teraz w Warszawie zacierają ręce:

1. Ondrej Duda

Bo wreszcie będzie mógł wrócić na pozycję, na której czuje się najlepiej. Utalentowanego piłkarza dopiero co w swoich szeregach widział Inter Mediolan, ale w obecnej formie jego usługami zainteresowany byłby co najwyżej Inter, ale ten z Baku. Świetny mecz raz na dwa miesiące i spacery z urażoną miną przez pozostałe spotkania – póki co jego bilans wygląda kiepsko. Być może jako dziesiątka, a nie piłkarz upchany gdzieś na boku czy daleko za plecami napastników wskoczy na finiszu na wyższe obroty. Choć raczej trudno się tego spodziewać – Słowak grając na skrzydle ma na tyle dużo swobody, że i tak może poruszać się w strefach blisko środka boiska. Poruszać to w tym wypadku słowo użyte bardzo nieprzypadkowo.

2. Guilherme

Czerczesow – trochę dlatego, że nie było Jodłowca – przesunął Guilherme bliżej Borysiuka i na dłuższą metę mogło robić się dla niego nieco za ciasno z przodu. Teraz Rosjanin po wypadnięciu Prijovicia nie będzie miał dylematu: pozostawić stare ustawienie i odesłać Gui na ławkę, czy jednak wyrzucić ze składu Dudę bądź Kucharczyka i wstawić tam Brazylijczyka. W rundzie finałowej rozegrał cztery mecze:

Zagłębie Lubin – jako ósemka

Cracovia – ósemka

Ruch Chorzów – ósemka

Lech Poznań – ławka

Guilherme wróci najpewniej na pozycję, do której już przywykł i na której wykręcał w tym sezonie dobre liczby. Oczywiście to piłkarz, który poradzi sobie wszędzie – swego czasu grywał przecież także na lewej obronie. Ale nie ulega wątpliwości, że skrzydła rozwija dopiero wtedy, kiedy może grać blisko bramki i posyłać prostopadłe piłki w kierunku Nikolicia. Albo Prijovicia.

3. Kasper Hamalainen

Ciężko spodziewać się, żeby Czerczesow w kluczowej fazie sezonu opierał swoją grę na gościu, który w Legii na ten moment pełni głównie rolę wkurwiacza kibiców Lecha (nie mówimy, że to mała rola!). Przed Legią trzy mecze, które musi wygrać, a Fin:

– jeszcze ani razu nie wyszedł w meczu ligowym w podstawowym składzie,

– kiedy wchodził z ławki tylko raz oceniliśmy go na notę wyższą niż wyjściowa (szóstka za mecz z Cracovią, w którym wchodził na leżącego na deskach przeciwnika, więc – umówmy się – sprawę miał ułatwioną),

– jego bilans w protokołach wygląda marnie: ani razu nie asystował, nie zanotował ani jednego kluczowego podania, strzelił jedną bramkę.

Jego sytuacja wygląda kiepsko, ale przecież ubywa mu główny konkurent do miejsca w składzie. Jeśli Czerczesow będzie wysyłał Fina na rozgrzewkę, to jako gościa, który może zmienić losy meczu, a nie tego, którego trzeba ogrywać w końcówkach. Dla niego to może być w sumie spora zmiana.

***

I jest w tym wszystkim tylko jeden szkopuł. W ostatnich sześciu meczach Legia trzy razy wygrywała, trzy razy pierwszego (dwa razy jedynego) gola strzelał Prijović. W pozostałych trzech, gdy napastnik się zacinał – nikt inny bramki zdobyć nie potrafił.

Innymi słowy – pomijając trafienia faceta z kucykiem, legioniści w ostatnich sześciu meczach strzelili trzy gole, wszystkie w meczu z Cracovią. To nie jest zdanie, które brzmi dobrze, gdy obok zamieścimy inne – faceta z kucykiem już w tym sezonie nie zobaczymy.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama