Postscriptum do poniedziałkowego wywiadu. Zostawiłem wam skrzynkę kontaktową i pisaliście. Historie, nie będę ściemniał, prawie zawsze przygnębiające. Czasem tylko bolesne, smutne a czasem – bez cienia przesady – tragiczne. Historie olewki ze strony klubów, które młody piłkarz miał i ma w sercu. Historie rozbudzania nadziei, a potem ich tłamszenia. Historie nie jednego, dwóch potencjalnie świetnych polskich piłkarzy lądujących na marginesie, ale całych pięknie rokujących drużyn wędrujących na śmietnik historii. Wiecie jednak co mnie najbardziej poruszyło?

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Ci, którzy mówili, że mój rozmówca jest zdrajcą. Bo złamał kodeks szatni, bo wystrzelał. Przekroczył tabu.

Już chyba się domyślacie w jaki sposób mnie to poruszyło.

Panowie piłkarze, to ta zmowa milczenia i hermetyczność środowiska sprawiły, że patologie przetrwały aż tyle lat, aż po dziś dzień, gdy wizytówkami polskiego futbolu są giganci profesjonalizmu Lewandowski i Krychowiak. Panowie piłkarze, przeczytajcie kilka wiadomości, które otrzymałem i zastanówcie się czy tego nie dało się uniknąć, gdyby tylko młodzi mieli większą świadomość.

***

Moje imię, mój klub, mój wiek nie mają tutaj znaczenia. Umówmy się, że jestem typowym produktem ekstraklasowego zespołu. Bo jestem, to znaczy byłem, takim tworem, których są w Polsce tysiące. Mój przypadek jest taki sam – od marzenia na zostanie piłkarzem, po samo dno, będąc totalnie nieprzygotowanym do dorosłego życia. Mi nawet nie do końca chodzi o mój los, bo wiem, że jest on taki w wyniku błędów, które popełniłem. Zależy mi na ludziach wokół mnie, którzy kończą na bezrobociach, wyjeżdżają z kraju, bo uwierzyli, że mają szansę grać w piłkę. Bo wiem, że kilkunastu moich znajomych z klubów dało absolutnie wszystko i postawili wszystko na jedna kartę, a teraz są na lodzie, bo kiedyś ktoś się nimi nie zajął.

***

Artykuł podobny, o juniorach Jagiellonii, tyle, że zmieniamy kierunek do Płocka. Klub, w którym na przestrzeni lat, poważną szansę dostało bodajże kilku zawodników (na moje ze 3). Jestem z rocznika 1991, który zdobył mistrzostwo Polski juniorów młodszych w 2008 r. Z tamtej grupy ŻADEN z nas nie gra (najwyżej III liga), a Legię, Polonię ogrywaliśmy na miękko. Miałem dwie cięższe kontuzje, w których klub palcem nie kiwnął. Wszystko na własną rękę. To samo moi koledzy. Wielu młodzieżowych reprezentantów, znaczących coś w tych kadrach, a klub totalnie nie interesował się nimi.

***

Grałem w Jadze od 8 roku do końca wieku juniora. Jestem rodowitym białostoczaninem, rodowitym wychowankiem. Nie gram w piłę bo w wieku 16 lat zerwałem więzadła w kolanie, a przed maturami uświadomiłem sobie, że grać nie będę dał rady  w piłkę z takimi kolana. W ciągu trzech lat miałem cztery operacje. Kilkanaście miesięcy musiałem się rehabilitować na swój własny koszt, w sensie za pieniądze rodziców w okresie od  16 do 19 roku życia rozegrałem ledwo trzy mecze. Tak to prawda co pisał kolega z rocznika 93. Wszystko prawda. Jednakże jest to opis zawodnik który dosyć późno przyszedł do Jagi, opowieść trochę z innej perspektywy. Jaga miała być dla niego tylko portem w dalszej karierze. Czytając artykuły o Jadze, o wieku juniorskim, ściska zawsze mnie w gardle. Kocham ten klub i chłopaków, z którymi grałem.

***

Co mój rozmówca uzyskał osobiście? Nic. Pewnie stracił paru kumpli, naraził się na ich nienawiść. Ale widział, że opowiedzenie o tym jest potrzebne. Może zrobić różnicę. I zrobił to wbrew środowisku, wbrew ludziom, z którymi miał regularny kontakt.

Panowie piłkarze, wczytajcie się w powyższe wypowiedzi. Ilu młodych zdolnych zostało zarżniętych przez wadliwy system? Ile potencjalnie dobrych karier zostało poharatanych, ilu potencjalnie fajnych ludzi wrzucono w tryby, które ich poraniły?

Czy mój rozmówca kogoś tam piętnował? Nie, piętnował system, bardzo wadliwy system, tak wadliwy, że nawet trudno nazwać go systemem – to raczej czysty chaos i anarchia. Wszystkie występki młodych, jak poważne by nie były, są brane w nawias, bo były tylko konsekwencją. W takiej Anglii do 18 roku życia młodzi piłkarze przyjezdni mieszkają u zaprzyjaźnionych z klubem rodzin – o ile większe szanse na to, że normalnie będą się rozwijać, niż gdy cała opieka to jeden Zbyszek na czterdziestu nastolatków?

Dam wam jeszcze jeden przykład. Szkółka w Ełku, zwyczajna szkółka piłkarska jakich setki w Polsce. Jeden z trenerów udostępnia wywiad opatrzony komentarzem „proponuję aby każdy z trenerów przeczytał to swoim zawodnikom, a na zebraniu udostępnić tekst rodzicom”.

Gdzieś w Ełku, gdzieś indziej w miejscowości ełkopodobnej, ktoś może wyciągnąć z tej tak przez was nazywanej zdradą spowiedzi. Widzisz zdjęcie: gromadka wesołych dziesięcioletnich dzieciaków, którzy mają nieprawdopodobną frajdę z gry w piłkę. Jeszcze futbol jest fajny, czysty, bez wad – sama zabawa i zalety. Ale wkrótce może być różnie. Czy nie lepiej te dzieciaki, ich rodziców i trenerów, uzbroić w trochę wiedzy czego powinni się wystrzegać?

Czy nie lepiej, żeby uczyli się na waszych błędach, a nie swoich?

Nie konkurs na wpieprzanie hamburgerów jest waszą winą czy imprezowanie, ale ta zmowa milczenia, a nawet piętnowanie kogoś, kto zdecydował się ją przełamać. To poprzednie pokolenia powinny dbać o to, by następne miały łatwiej, by już były mądrzejsze. Tłumaczenie, że wam też nikt dobrego przykładu nie dał to tworzenie zaklętego koła. Kiedyś ta samo nakręcająca się spirala musi zostać przerwana i miejmy nadzieję ma się ku temu. Mój rozmówca pomógł to zrobić i przyczynił się znacznie bardziej, niż wy z pilnowaniem czy puszka Pandory z waszymi sekretami jest szczelnie zamknięta.

***

Nie czytajcie też tamtego wywiadu jako wjazdu na Jagiellonię (notabene z Białegostoku już dostałem zaproszenie i wkrótce pojadę obejrzeć jak akademia zorganizowana jest dzisiaj). To absolutnie oczywiste, że mowa o ogólnopolskiej tendencji, która niszczyła naszą piłkę od wielu lat. Ja nie mam wątpliwości: talentów nad Wisłą tak samo wiele jak w innych krajach, bo jesteśmy zakochani w futbolu. Ale byliśmy mistrzami świata w rzucaniu im kłód pod nogi, w ich zarzynaniu.

Zabijaliśmy nie jeden czy dwa talenty, ale całe drużyny mistrzowskie. Całe pełne wiary, nadziei i chęci pracy roczniki. Nawet zespoły, które potrafiły bić zagranicznych kolegów, szły na zmarnowanie. Środowisko piłkarskie i próba przebicia się z perspektywy juniorów przypomina mi jakiś Mad Max, gdzie musisz sobie poradzić choć kompletnie nie wiesz co jest grane, nie masz broni ani jakiegokolwiek doświadczenia. Aby dać sobie radę albo trzeba było mieć furę szczęścia, albo tak wiele silnej woli, zaparcia i dojrzałości, że w tym wieku to absolutna rzadkość i brak takich cech nie może być czynnikiem decydującym o być albo nie być.

Rozmawiamy coraz częściej o szkoleniu, ale mam wrażenie, że rozmawiamy głównie o boiskach, dobrze napompowanych piłkach, infrastrukturze, a bardzo rzadko o ludziach. Tak, jesteśmy wciąż zacofani insfrastrukturalnie, ale jeszcze bardziej jeśli chodzi o kwestie – trudno mi to określić – mentalne, ludzkie. Czy trenerzy będą mogli się skupić tylko na opiece młodego i jego wyszkoleniu, czy będą musieli dodatkowo zasuwać na noc ochraniając hipermarket? Co z tego, jeśli będzie pięknych dziesięć boisk, skoro opieka nad młodzieżą skończy się w momencie, gdy ci z nich zejdą?

Ale co najważniejsze: zmiana w tej materii to nie fizyka kwantowa. Ile naczytałem się w ostatnich dniach jaką umieralnią talentów było Zagłębie Lubin. A teraz? Nie tylko zdjęcia równych muraw, opinie dyrektora z prezesem zaświadczają, że idzie lepsze, ale właśnie ci, którzy kiedyś nie dali rady się wdrapać na szklany szczyt tak uważają.  A ich zdanie w tym temacie dla mnie jest najbardziej wiarygodne.

Czytam, że do Polski wchodzi DoublePass mający pilnować by akademie miały standard, czytam, że PZPN opracował swój Narodowy Model Szkolenia, że kluby mają własne ciekawe pomysły. I wszystko bardzo fajnie ale pytam: co jest w waszych systemach napisane jeśli chodzi o kwestie powyższe? Czy jest uwzględniania konieczność pracy nad tym, by wychować nie tylko piłkarza, ale również człowieka? Czy jest uwzględniana konieczność tworzenia tworzenia dla młodych ludzi innych perspektyw, gdy boisko nie wypali?

Bo jeśli mamy wdrożyć model, który owszem, przyniesie naszym klubom awans do Ligi Mistrzów, a reprezentacji pomoże osiągnąć sukces na finale wielkiej imprezy, ale jednocześnie dalej będzie – nazwijmy proceder po imieniu – okupiony podkopywaniem życiorysów wielu młodych ludzi, to po prostu nie warto. Ten bilans nijak się nie kalkuluje.

„Jesteś na zawsze odpowiedzialny za to co oswoiłeś”. Kto by pomyślał, że to właśnie cytat z „Małego księcia” powinien trafić do dekalogu klubów, a może całego piłkarskiego środowiska.

Leszek Milewski

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments