post Avatar

Opublikowane 29.02.2016 11:59 przez

redakcja

Przyznamy się szczerze – to dla nas jedno z największych zaskoczeń ostatnich lat. Gość, którego nie posądzaliśmy nawet o to, że ktokolwiek w Ekstraklasie da mu pracę, nagle staje się motorem napędowym Korony Kielce. Z Łukaszem Sierpiną pogadaliśmy o Golfie III, krowich plackach na boisku, pobitych sędziach, kompleksach i pokorze. Zapraszamy. 

Jak było w pimp the player?

Powiem ci, że trochę się uśmiechnąłem jak to napisaliście. Ciężko mi się w ogóle do tego odnosić, ale trzeba się z tym zgodzić, że przy trenerze Broszu odżyłem i złapałem wreszcie to coś.

Czułeś, że – tak już pozostając w tej metaforze – byłeś rozwalającym się Golfem III, a Brosz odpicował się na tyle, że można spokojnie pokazać się z tobą na mieście?

Może nie aż tak, że się rozlatywałem, ale nie ma co ukrywać – to u trenera Brosza zrobiłem największy postęp. Już kompletnie nie pamiętam o tym, co było złe. Wreszcie zacząłem się cieszyć grą. Mam świadomość, że może być dużo lepiej, bo jeszcze przecież nic nie zrobiłem. No bo co ja niby osiągnąłem? Taka jest prawda. Twardo stąpam po ziemi. Wcześniej za trenera Ojrzyńskiego miałem sporo szans, ale nie mogłem odpalić. U Pachety grałem bardzo krótko, u trenera Tarasiewicza w ogóle. Trener Brosz ma coś takiego, że z danego piłkarza potrafi wyciągnąć to, co najlepsze. Dużo rozmawia indywidualnie, zresztą mamy nawet personalne odprawy, nie tylko od trenera Brosza, ale od całego sztabu, przede wszystkim od trenera Wilmana. Jak dostaniesz takich odpraw kilkadziesiąt – w końcu załapiesz, co robić na boisku. Wcześniej, wiadomo, też jakieś były, ale bardzo rzadko. One nie ograniczają się do tego, że trener pokazuje mi mecz i mówi „ta akcja była dobra, ta była zła” i tyle. Wchodzimy w najmniejsze detale jak gra bez piłki, wyjście na pozycję, analizujemy każdy ruch. To mi dużo pomogło. Nawet przed meczem z Lechią Gdańsk trener Wilman pokazywał mi, jak mam się ustawiać, żeby zaskoczyć obrońcę. No i to przyniosło efekt – Gerson nie widział mnie, jak wybiegłem mu zza pleców, dzięki czemu zrobiłem karnego.

Gdzie dzięki tym analizom zrobiłeś największy progres?

W taktyce.

Jeździec zyskał głowę?

(śmiech) Ujmę to tak: stałem się o wiele bardziej dojrzałym piłkarzem. Wcześniej miałem problem z odbiorem, ustawieniem się w defensywie. Postępy zrobiłem jeszcze w grze jeden na jeden. Już się nie boję przed wejściem w drybling.

A miałeś tak, że się bałeś?

Tak. Za trenera Pachety wiedziałem, że jak coś zrobię źle, to będę miał problem, żeby zagrać w następnym meczu. A wtedy nie miałem swobody w działaniu. Wielu piłkarzy – w tym ja – ma tak, że kiedy nie czuje zaufania wybiera na boisku najprostsze decyzje, same podania do najbliższego. Jak mam pewność – jestem w stanie zaryzykować.

48 meczów, zero bramek. Zdajesz sobie sprawę, że wielu trenerów już dawno straciłoby do ciebie cierpliwość.

Zgadza się, w piłce najważniejsze są liczby. Udało się strzelić w ostatnim meczu jesienią, liczę teraz, że ta runda będzie w jakiś sposób przełomowa. U trenera Brosza są proste zasady – możesz zagrać fatalnie, ale jeśli strzelisz bramkę lub dasz asystę to konto ci się zeruje. Co z tego, że grasz dobrze, lecz nie przełoży się to na wynik? Ze mną tak było. Spinałem się. Można mówić, że się o tym nie myśli, ale to bzdura. W głowie siedziało to, że muszę strzelić bramkę. Dobrze, że trenerzy mnie tonowali. „Rób swoje, graj dobrze, wykonuj założenia i nie skupiaj się na tym, żeby za wszelką cenę strzelić gola. On przyjdzie”. Dużo było sytuacji, w których coś zepsułem, lecz czasami zwyczajnie brakowało szczęścia – jak w meczu z Ruchem, kiedy obrońca wybił mi piłkę z linii. Ostatnio po moim strzale Maloca wbił sobie piłkę do bramki, więc szczęście się chyba odwróciło.

Jak reagowałeś na to, co się o tobie – także i u nas – pisało? Odcinałeś się czy traktowałeś to z dystansem?

Ja jakoś nie patrzyłem szczególnie na noty, ale koledzy mówili:

– Łukasz, wejdź na Weszło, coś się zmieniło!
– Chwalą?!
– Chwalą, chwalą!

To nie było tak, że dowiadywałem się „o nie, Weszło znowu o mnie napisało” i zamykałem w domu na dwa dni i się do nikogo nie odzywałem. Ale raczej się odcinałem. Nie wchodziłem, nie czytałem komentarzy. To nie ma sensu, przecież w nich często wypowiadają się ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z Koroną, albo jakieś niespełnione talenty, które muszą sobie ulżyć. Jak zagrasz słabo, to napiszą, że zagrałeś słabo, to oczywiste. Ale można napisać to na piętnaście różnych sposobów. A wy z piłkarzami jedziecie. Najbardziej zabolało mnie jak napisaliście, że skoro Korona przedłuża kontrakt z Sierpiną, to w tym klubie może grać już każdy. Zaraz, jak to było? Lepiej podpisać kontrakt w Koronie niż pracować na budowie? Coś takiego.

Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że nie dałeś zbyt wielu argumentów, żeby ten kontrakt przedłużać. Paradoksalnie zyskałeś na tym, że Korona miała problemy finansowe. Gdyby w klubie było jak dawniej raczej byś w nim nie został.

Sytuacja jest, jaka jest. Wiadomo, że to zamieszanie odbiło się na pensjach. Ci, którzy nie zgadzali się na obniżkę zarobków, musieli odejść, stworzyła się szansa dla mnie…

Tak zupełnie szczerze: zaskoczyło cię to, że dostajesz jeszcze jedną szansę w Koronie?

Zaskoczyło, oczywiście, że zaskoczyło. Wracam z wypożyczenia z pierwszej ligi, gdzie prawie w ogóle nie grałem i spędzam pół roku w Kielcach, ale ani minuty na boisku. Pisaliście, że to nieporozumienie, ale czas pokazał, że zarówno dla mnie jak i dla klubu była to bardzo dobra decyzja. Czułem, że to już ostatnia szansa. Trzecie podejście do Korony, 27 lat na karku… Mówiłem sobie tak – albo zaczynasz jakoś grać, strzelać i mieć jakieś liczby, albo dajesz sobie spokój i idziesz do niższej ligi.

D09R1627

Wcześniej trener Tarasiewicz zabiegał o to, żebyś został w klubie, natomiast nie dał ci żadnej szansy. Dziwne to.

Tak było, wtedy miało się rozstrzygnąć, czy zostaję w Koronie czy mam szukać sobie innego klubu. Trener powiedział mi – zresztą mówił to nawet kieleckim mediom – że dobrze się zaprezentowałem i chce, żebym został. Tarasiewicz jest dobrym trenerem, to muszę przyznać. Dawał zawodnikom swobodę, pewność piłkarską. Cokolwiek byś zrobił na boisku, trener zawsze będzie za tobą. Przegrałeś jakiś pojedynek, to i tak cię chwalił za to, że w ogóle go podjąłeś. Umiał przelać w zawodników ten spokój, pamiętam ostatni mecz poprzedniego sezonu z Podbeskidziem. Mogliśmy spaść, wcześniej przegraliśmy parę meczów, więc było gorąco. Trener mówi przed meczem z totalnym luzem: – Panowie, ja, jak kiedyś grałem, i to we Wrocławiu, moi na mnie wiecie co robili? Gwizdali! Ja tam mieszkałem, ja stamtąd jestem! A ja co? Stanąłem z piłką w środku, popatrzyłem się na nich i tak stałem w środku i się patrzyłem. I co? I nic. Także nie przejmujcie się!

U trenera Pachety chyba po prostu nie pasowałeś do koncepcji. Stawiał na grę piłką, ty jesteś raczej do gry z kontry.

No tak, chyba tak. Było widać po nim, że pograł na najwyższym poziomie. Nawet jak wchodził do treningu i operował swoją lewą nogą, to aż chciało się na to patrzeć. Nie pasowałem mu, więc musiałem odejść na wypożyczenie, chociaż mówiło się też, że dyrektor Kobylański pozbywa się z klubu ludzi Ojrzyńskiego. Strasznie mieszał się do tego, co się działo w drużynie. Nie ma co ukrywać, że to głównie przez niego wyrzucono Ojrzyńskiego. Było widać, że Kobylański tylko czeka na moment. Był taki okres, że pokłócili się, bo Kobylański chciał siedzieć podczas meczów na ławce, a Ojrzyński nie chciał się na to zgodzić. W rezerwach później wylądował Tomek Lisowski i to też nie była decyzja trenera. Poszedłem na wypożyczenie do Dolcanu, grałem, nagle do klubu przyszedł trener Sasal i z pierwszego piłkarza stałem się tym, który ledwo łapał się nawet na ławkę. Wy to widzicie z boku: nie gra, czyli jest za słaby. A czasem jest tak, że trener nawet nie wie jak grasz i od razu mówi, że cię nie widzi w składzie.

Żaden trener nie jest samobójcą. Gdybyś był gwarancją goli czy asyst, to byś grał, to jasne.

Poszedłem do trenera i zapytałem, czemu nie gram, o co chodzi. Powiedział tylko, że nie pasuję do jego koncepcji i że ktoś inny sprawdzi się lepiej na wahadle. Kontrowałem, że za Podolińskiego grałem wszystko i walczyliśmy o awans, a teraz idzie nam gorzej, ciągle remisujemy, mieliśmy chyba siedem czy osiem remisów z rzędu. Odpowiadał: „to było za Podolińskiego, a teraz jestem ja”. U Podolińskiego graliśmy ustawieniem 3-5-2. Sasal zaczął nas ustawiać po swojemu, ale po jakimś czasie powiedział:

– Muszę się wam do czegoś przyznać. Nie mam pojęcia jak się gra w 3-5-2, ale wrócimy do tego ustawienia!

Trochę stracił wtedy w oczach piłkarzy, nie ma co ukrywać.

W Dolcanie grałeś u trenera Podolińskiego, który idealnie leży takim piłkarzom jak ty – daje luz.

Na każdą zaczepkę potrafi cię podwójnie skontrować. Jak nie miałeś argumentów, to lepiej było siedzieć cicho i nie wchodzić w dyskusję. To świetny facet. Pamiętam jak graliśmy u siebie z Wisłą Płock. Prowadziliśmy, ale ostatecznie przegraliśmy, Wisłę dopiero co zaczął trenować wtedy Libor Pala. Przyjechał w takim bardzo specyficznym sweterku. Odprawa po meczu, trener kogo miał pochwalić to pochwalił, ale po przegranej raczej szybko poszło, wytyka nam po kolei błędy. W końcu nie wytrzymuje:

– To ja cały tydzień ubieram się w Zarze, żeby przegrać z gościem, który ubrał się w sweterek w serek?! Tak to ma wyglądać?!

Komedia. Nagle wszyscy leżeliśmy ze śmiechu. Podoliński jest mistrzem w rozładowywaniu atmosfery po porażkach.

GY5Q4047

Tak z ręką na sercu – ty w ogóle myślałeś, że będziesz piłkarzem Ekstraklasy? Do pierwszego klubu poszedłeś w wieku 15 lat, w wieku 20 kopałeś jeszcze w czwartej lidze.

Pewnie, że nie. Poszedłem do klubu, bo chciałem grać w piłkę, po prostu, nie miałem żadnych planów. Załapałem się do juniorów w klubie u mnie na wiosce, w wieku 16 lat przenieśli mnie do pierwszej drużyny, to był wówczas poziom okręgówki. Przechodziłem szczebel po szczeblu te wszystkie ligi. Ja to mówiłem już nie raz, że straciłem masę czasu. To, co inni robili za małolata – te wszystkie aspekty techniczne czy taktyczne – ja musiałem nadrabiać dopiero w seniorskiej piłce. Teraz tym bardziej doceniam to, co mam, te niższe ligi mimo wszystko trochę mi pomogły. Nauczyły mnie takiej życiowej pokory.

Wiesz, ja nie miałem wtedy zbyt wiele powodów by sądzić, że będę grał w piłkę na poziomie Ekstraklasy. Myślałem, co będę robił w życiu. Grałem w czwartej lidze i równolegle studiowałem zarządzanie i inżynierię produkcji w Legnicy. Piłka była obok, w wolnym czasie, trenowałem trzy czy cztery razy w tygodniu. Za wygrany mecz w czwartej lidze dostawaliśmy 70 czy 80 złotych, bardziej myślałem o tym, czy starczy mi na paliwo niż co sobie za to kupię. Mieszkałem z rodzicami, pomagał mi dziadek, bardzo się cieszył, kiedy wybijałem mu szyby piłką (śmiech). Zawsze chciał, żebym grał, czasami woził mnie na treningi albo dawał zatankowany samochód. Dopiero w Polkowicach zacząłem zarabiać, na początku dwa tysiące złotych. Nie miałem pojęcia, że tak się to wszystko potoczy.

Kiedy po raz pierwszy zacząłeś traktować piłkę na serio? Pamiętasz taki moment?

Tak, jak zrobiliśmy awans do drugiej ligi w Polkowicach. Zapaliła mi się wtedy lampka, że coś może z tego być. Potem awansowaliśmy do pierwszej ligi, grałem, strzelałem bramki, ale po jakimś czasie musiałem odejść na wypożyczenie do trenera Podolińskiego. W pierwszej lidze jeszcze to była bardziej pasja, ale już w Ekstraklasie stwierdziłem, że odpuszczam studia. Szkołę zawsze można zrobić innym razem, grać w piłkę już niekoniecznie.

Z jednej strony mówisz, że straciłeś masę czasu, z drugiej – że okręgówka jednak ci pomogła. W czym może pomóc granie na pastwiskach?

Uwierz mi, przy tych boiskach, na których grałem, to boisko na naszym stadionie sprzed tygodnia to był luksus. Tak na marginesie – jakbyś zobaczył je dzień przed meczem, to byś raczej nie miał zastrzeżeń. Pamiętam sytuację, jak pojechałem grać z B-klasowym klubem z Rokitek, czyli z mojej wsi, oni mieli boisko na polu. Kiedy nikt tam nie grał, to… wypasały się krówki. Zanim zaczęliśmy grać, trzeba było posprzątać boisko, bo krówki pozostawiały trochę po sobie. Ile razy była taka sytuacja, że umawialiśmy się na zbiórkę i przychodziły trzy osoby… I co wtedy robić? Musieliśmy jechać busem po wioskach i zgarniać ekipę na mecz. Jednego nie ma, drugi jedzie na cyku, bo dopiero co wrócił z imprezy, a trzech kolejnych będzie grać na kacu. Tak to wyglądało.

Inna sytuacja – nasz stadion wyglądał tak: nasyp, tam poustawiane jakieś ławeczki, trybuny od boiska oddzielała taśma, taka jak na budowach. Kibice dwa razy pobili sędziego. Ekipa zebrała się i ruszyła na boisko, przewrócili go, wyrwali mu chorągiewkę, masakra. Raz mecz został przerwany, ale za drugim razem graliśmy dalej.

Nie miałeś zbyt kolorowego startu w życiu.

Było ciężko. Rodzice mi tłukli do głowy, żebym się uczył, a nie grał w piłkę, jeśli chciałbym grać w szkółce, to musiałbym dojeżdżać po 40 kilometrów. Rodzicom nawet przez myśl nie przeszło, żeby mnie zapisać wcześniej do jakiejś akademii, choćby do Lubina, ja wcale nie przejawiałem takich chęci. U mnie we wsi nikt przecież nigdy nie grał w żadnej szkółce. Boisko? Musieliśmy zrobić sobie sami. Miałem kawałek pola za domem, jak przychodziła wiosna, to wyjmowało się z szopy kosiarki. Sami musieliśmy ściąć drzewa i zrobić bramki. Fajnie było patrzeć, jak zbierała się tam cała wioska.

Pytałeś, w czym niższe ligi mogą pomóc. To zawsze piłka seniorska, jest ciężej, bo nie grasz ze swoimi rówieśnikami, ale z facetami, którzy są od ciebie szybsi i silniejsi. Musisz myśleć jak ich ograć, a przy okazji zrobić wszystko, żeby ci nie urwali nogi. Poza tym – jak wspomniałem – nabrałem tam życiowej pokory. 30-latek mówi teraz przed meczem, że „wychodzimy panowie, warunki są jednakowe dla obu drużyn”, a 19-latek narzeka, bo mu murawa nie pasuje. Takich rzeczy się nie robi. Teraz przychodzę do klubu tylko z kosmetyczką, a wcześniej jechałem z wielką torbą, bo trzeba było zabrać ze sobą ciuchy, które potem musiałem jeszcze wyprać i wyprasować, i do tego cały asortyment. Ci wszyscy piłkarze, którzy z samą kosmetyczką chodzą od najmłodszych lat myślą, że im się to wszystko należy. A gdyby musieli przejść taką drogę, jak ja, jestem pewien, że wielu z nich by się wykruszyło.

Miałeś kompleksy, gdy pierwszy raz wszedłeś do ekstraklasowej szatni?

Miałem, ale już się z nich wyleczyłem. Trener Brosz mówił mi: „musisz w końcu poczuć się jak piłkarz!”. Jeżeli jesteś w elicie, w ekstraklasie, grasz – musisz się tak czuć. Ja, chłopak przesiąknięty niższymi ligami, czułem się trochę gorszy niż reszta. Nie chodzi o to, że za chwilę będę cwaniakował, ale złapałem sporo pewności.

Podpiszesz się pod tym, że pokora to świetna cecha, ale w nadmiarze może mocno utrudnić karierę?

Dokładnie. Pokorę trzeba mieć, ale dopiero do pewnego momentu. Kiedyś jak wszedłem do szatni Korony, zobaczyłem piłkarzy, których przed chwilą widziałem tylko w telewizji, to trochę się przeraziłem, że mam z nimi grać. A przecież to tylko Ekstraklasa, nic nadzwyczajnego. Skoro wchodzisz do szatni, to znaczy, że ktoś cię chciał i widzi w tobie potencjał. Teraz to już wiem. Patrzę na takiego Mateusza Piątkowskiego – to mój dobry kolega – i widzę, że można. Razem spadliśmy do drugiej ligi z Górnikiem Polkowice. Ja dostałem szansę w Koronie, Mateusz sobie szukał klubu. Byłem przy tym jak rozmawiał z menedżerem. Ten mówi mu: – Wiesz co, zostań w tych Polkowicach. Druga liga, chociaż będziesz grał. Ja już ci żadnego klubu wyżej chyba nie znajdę…

Myślę sobie „no fajnie, że menedżer go docenia”. Wiedziałem, że wtedy trener Podoliński szukał napastnika w Dolcanie. Zadzwoniłem, zapytałem. Przyjechał do Ząbek, pokazał się i został na dłużej. Jak się wszystko później potoczyło – wszyscy wiemy. Teraz się tylko śmieję z tych słów menedżera. Ale to dobry przykład na to, że można. Że z niższych lig, mimo paru lat na karku, można się wybić i stać się czołowym polskim napastnikiem. Tak sobie myślę, że skoro udało się jemu, a graliśmy razem i w Polkowicach, i w Dolcanie, to czemu ma się jeszcze nie udać także i mnie?

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK

Opublikowane 29.02.2016 11:59 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
16.07.2020

Lech już wicemistrzem, a Arka bliska utrzymania kosztem Wisły Kraków

Przed ostatnią kolejką w Niewydrukowanej Tabeli kwestie mistrzostwa, wicemistrzostwa i pucharów mielibyśmy już rozstrzygnięte. Ale nadal trwałaby walka o utrzymanie między Arką Gdynia a Wisłą Kraków. I emocje byłyby ogromne, bo w ostatniej kolejce gdynianie wybierają się właśnie do stolicy Małopolski… Tak jakoś wyszło, że w tej kolejce kontrowersji jakoś strasznie nie było. Z jednej […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Tomasz Nowak: Każdy beniaminek musi się od razu wzmacniać, my też

Tomasz Nowak to najbardziej otrzaskany z Ekstraklasą zawodnik Podbeskidzia, które w środę wywalczyło wyczekiwany od dawna awans. 34-letni pomocnik wcześniej wchodził do elity z Koroną Kielce, Górnikiem Łęczna i Zagłębiem Sosnowiec, więc doskonale wie, co powinien robić beniaminek, a czego unikać. Ten sezon był dla niego huśtawką nastrojów. Większość czasu stracił z powodu powtórnego zerwania […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Wyniku nie było, ale zaskoczenia też nie. Martin Sevela zostaje w Zagłębiu Lubin

– Rozmawiałem już z prezesem o mojej przyszłości w Zagłębiu, są dobre deklaracje z obydwu stron, ale najpierw dokończmy sezon. Dopiero wtedy zapadną ostateczne decyzje. Cały czas jest szansa na górną ósemkę. Jeśli się nie uda, trzeba się spokojnie utrzymać i przygotować do nowych rozgrywek – mówił „Przeglądowi Sportowemu” Martin Sevela, gdy w maju pytano […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ilu młodzieżowców dostanie szansę?

Trenerzy mają już luz, prawie nikt nie gra w lidze pod presją wyniku. Zatem na boiskach Ekstraklasy oglądamy ostatnio wielu młodzieżowców. I właśnie o to pytamy w ostatnim w tym sezonie #AleNumer – ilu tych dzieciaków wybiegnie na boisko? Już jesienią było grubo. Zabawa była przednia, a w jej ramach rozdaliśmy wam całą masę upominków. […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Danielak: „Ekstraklasa? Do trzech razy sztuka!”

– Przed sezonem nikt nie stawiał nas w roli pierwszorzędnego faworyta do awansu. To też nam sprzyjało. Od pierwszej kolejki wygrywaliśmy trochę po cichu, bez wielkiego splendoru, byle do przodu, byle do góry. Nikt o nas nie mówił, mogliśmy skupić się na sobie. Tak naprawdę większa presja zaczęła się od zimy. Co nas cechowało? Taktyczna […]
16.07.2020
Blogi i felietony
16.07.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Efekt motyla. Wszyscy wiemy, co to jest. Taki film, w którym Ashton Kutcher zostaje okaleczony na całe życie w wypadku. Ale też trafia do więzienia. Choć w sumie nie trafia. I też później jednak okazuje się w pełni sprawny. No więc może to, jak mała zmiana w złożonym, dynamicznym systemie, może prowadzić do wielkich, nieprzewidywalnych […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Podbeskidzie wraca do Ekstraklasy odmienione. Bez długów, z pomysłem na grę i rosnącym w oczach projektem

Jakie jest pierwsze założenie każdego spadkowicza? Powrót do Ekstraklasy. Nie inaczej było w przypadku Podbeskidzia Bielsko-Biała. Choć „Górale” spędzili w najwyższej klasie rozgrywkowej zaledwie pięć lat, to pod Klimczokiem nikt nie widział innej możliwości niż powrót do niej w jak najszybszym czasie. Ale jak to z planami bywa, zweryfikowało je życie. Bielszczanie w pierwszej lidze […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

LIGA MINUS: „Nie przyjedzie do ligi inwestor, bo zostałby zlinczowany z nienawiści”

Czy można lepiej zacząć dzień niż Ligą Minus? Pewnie tak, ale ile takich możliwości jest? Nie więcej niż kilka, nie zawsze zresztą dostępnych. A my jesteśmy z wami i będziemy rozmawiać o Ekstraklasie po raz przedostatni w tym sezonie! Musicie z nami być, do zobaczenia! 
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Obudzili się Hiszpanie z ŁKS-u. Ludzie, zainwestujcie w budzik!

Jeśli mamy być szczerzy, to nie zakładaliśmy, że ŁKS Łódź jeszcze jakieś spotkanie w tym sezonie wygra. Tym bardziej nie zakładaliśmy, że stanie się to po koncercie dwóch hiszpańskich ogórków. A przeciwko Rakowowi świetne zawody zagrał zarówno Pirulo, jak i Samuel Corral. Cóż, chyba najwyższa pora kończyć te wygibasy. Jak tak dalej pójdzie, jeszcze uwierzymy, […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

PRASA. Kowalczyk: Nie zapominajmy, że do października Legia była cienizną

W czwartkowej prasie pełno jest pomeczówek ze środowych spotkań Ekstraklasy, I i II ligi. Ale mimo to będzie co poczytać. „Superak” przepytał nowego piłkarza Piasta, Javiera Ajenjo Hyjka, a „Przegląd Sportowy”… Wojciecha Kowalczyka. – Nie zapominajmy, że do października Legia była totalną cienizną. Mówimy o drużynie, która zremisowała z rywalem z Gibraltaru… Dlatego nawet dziś […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Wielkie testowanie młodzieży. Nie powiemy, że bawiliśmy się świetnie

Ostatnie kolejki sezonu to dla drużyn, które nie grają już o nic ważnego, idealna okazja do zrobienia przeglądu wojsk. Tym bardziej w tym roku, bo przecież większość rozstrzygnięć już znamy, a i pandemia odchudziła przecież kadry niektórych zespołów. Obczajamy więc nowe twarze lub dostajemy okazje, by zobaczyć w dłuższym wymiarze tych, na których do tej […]
16.07.2020
Weszło
16.07.2020

Michał Chrapek odkrywa spisek. Marciniak się na nim mści!

Płaska ziemia. Programowanie pogody na szkodę polskich rolników. Reptilianie kontrolujący Google, bank światowy i ZUS w Łowiczu. Technologia 5G, od której roztopi ci się mózg. Wszyscy znamy teorie spiskowe, a raczej: prawdę niezafałszowaną przez globalny rząd. Wczoraj Michał Chrapek dołączył do tych, którzy ściągają ludziom klapki z oczu – oznajmił bowiem, że Szymon Marciniak się […]
16.07.2020
Weszło
15.07.2020

Bruk-Bet nie dawał rady z Radomiakiem, więc pomógł mu sędzia

Zarówno Termalica jak i Radomiak to zespoły znajdujące się w strefie barażowej. A że jedni muszą się jeszcze postarać, żeby z niej nie wypaść, a drudzy wciąż mają szansę na zakończenie sezonu zasadniczego na podium, mogliśmy liczyć na emocje. Ale niestety – srogo się zawiedliśmy. Bo jedynym osobnikiem, który zapewnił nam wrażenia był sędzia Sebastian […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Zamiast ściągać Santinich, inwestujcie w Dziekońskich

Przez dłuższy czas drugiej połowy wydawało nam się, że Jagiellonia ze Śląskiem testują nową reformę. „Jaką?”, zapytacie, bo tyle ich mamy w polskim futbolu, że można się pogubić i nic dziwnego, warto być ciekawym. No więc, gdyby tak te mecze o pietruszkę skrócić, grać 45 minut, nie robić sobie pod górkę? To byłoby interesujące, tym […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Lech poszedł na spacer w Krakowie i przy okazji zbliżył się do wicemistrzostwa

Byliśmy przekonani, że Cracovia w końcówce sezonu nie będzie umierać na boiskach Ekstraklasy. Oczywiście z uwagi na zbliżający się finał Pucharu Polski. Ale „Pasy” przeszły same siebie i w starciu z Lechem nawet nie podjęły rękawicy. O emocje zadbał dopiero Djorde Crnomarković podając w deszczu kozłowaną piłkę do bramkarza. Poza tym jednym odpałem lechici mieli […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Ogrywanie juniorów kosztem widzów

Kto oglądał mecz Lechii z Legią, ten stracił czas. Wiemy, jest już po sezonie. Tak, wprowadzanie młodzieży. Jasne, Legia mogła odczuwać trudy świętowania. Oczywiście, Lechia ma w głowie głównie Puchar Polski. Ale niestety, musimy napisać prawdę o tym meczu – nie dało się tego oglądać. W pierwszej połowie najgroźniejszym i jedyny celnym strzałem było uderzenie […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Nie było Felixa – będzie brąz

Waldemar Fornalik miał dwa problemy przed meczem z Pogonią Szczecin. Po pierwsze – czerwoną kartkę Sebastiana Milewskiego, czyli żelaznego młodzieżowca. Po drugie – uraz pleców Jorge Felixa, czyli najlepszego strzelca zespołu. Były selekcjoner postanowił rozwiązać je w zasadzie jednym posunięciem, gdyż partnerem Piotra Parzyszka został 21-letni Dominik Steczyk (prócz niego do składu wskoczyl Rymaniak). A […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Sensacja – Widzew zagrał dobry mecz. Problemy Górnika Łęczna

Kibice Widzewa byli w ostatnim czasie przyzwyczajeni do trzech stylów gry swoich piłkarzy. męczenia buły zakończonego wstydliwą porażką. Dla odmiany męczenia buły zakończonego mniej lub bardziej frustrującym remisem. Po trzecie, krótkich zrywów przyzwoitej gry, które jednak z rzadka dawały zwycięstwa. Dziś w Łodzi jednak zdarzyła się sensacja – Widzew nie tylko wygrał po czterech kolejkach […]
15.07.2020