Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Raport Weszło: Czy udało się przeżyć przerwę bez strat?

redakcja

Autor:redakcja

10 lutego 2016, 19:45 • 5 min czytania 0 komentarzy

Spokojnie, bez nerwów, byle nie zepsuć tego, co już udało się stworzyć. Nie możemy się dziwić działaniom w Gliwicach podczas przerwy zimowej – prawdziwym nieszczęściem dla tego klubu była jakakolwiek przerwa w rozgrywkach. Gdyby grać non stop, bez chwili wytchnienia – jesteśmy niemal pewni, że dowieźliby przewagę chociaż do końca rundy zasadniczej. Niestety, ich marsz po tytuł został przerwany przez dwa miesiące zimowej pauzy i… stąd też wątpliwości co do tego, na co właściwie stać dziś zespól Piasta Gliwice.

Raport Weszło: Czy udało się przeżyć przerwę bez strat?

Najważniejsze informacje to bezsprzecznie utrzymanie kręgosłupa zespołu i trenera Latala. Bardziej niż wzmocnienia czy uzupełnienia składu, zimą liczyło się przecież powstrzymanie rozbioru drużyny. I ten cel udało się zrealizować w stu procentach. Został Vacek, został Mraz, został Nespor. W dodatku udało się jeszcze ściągnąć Jankowskiego z Wisły i Ipsę z przeszłością w m.in. Midtjylland. Okno na plus, ale… czy to wystarczy?

MECZ 1. KOLEJKA EKSTRAKLASA SEZON 2015/16 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: PIAST GLIWICE - TERMALICA BRUK-BET NIECIECZA 1:0

Bez niego ani rusz

Żadnych wątpliwości. Patrik Mraz i Kamil Vacek. Duet, który jesienią ciągnął całą drużynę za uszy, duet, który brał udział w niemal każdej bramce zespołu. Ile goli padło po dośrodkowaniach Mraza? Ile dośrodkowań Mraza to efekt doskonałych przedostatnich podań Vacka? Ile razy Nespor czy Barisić wykańczali akcję od początku napędzaną przez lewego obrońcę i błyskotliwego pomocnika? Ciężko to wszystko przeliczyć na liczby, tym bardziej, że wielokrotnie po kilku próbach w wykonaniu Mraza obrońcy przesuwali się na tyle mocno do jego strony, że zdecydowanie więcej swobody zyskiwał choćby Szeliga. Ataki Piasta są ponoć do bólu przewidywalne. Albo piłka do Mraza i wrzutka, albo “niech Vacek coś zrobi”. A już w ogóle klasyką jest: “niech Vacek coś zrobi, na przykład poda do Mraza”. Mimo to – wszystko wciąż działa, wszystko wciąż przynosi gole. Mraz ma dziewięć asyst, Vacek maczał palce łącznie przy dziewięciu bramkach. Nie ma sensu wyobrażać sobie Piasta bez nich.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Piąta kolumna

Może właśnie Bartosz Szeliga? Na tle bardzo dobrze funkcjonującego Piasta, raczej nie zachwycał. Wypadł na jakiś czas przez kontuzję, ale nie wszystko można nią usprawiedliwiać. Niska średnia not, ale co gorsza – niewielki dorobek bramkowy, mimo kilku całkiem niezłych okazji.

Naczelny ananas

Radoslav Latal. Jedyny trener, który po zwycięstwie 5:3 jest w stanie fukać ze złości na kiepską grę obronną, jedyny trener, za którym nie nadążają ekstraklasowi graficy przy przygotowywaniu wizualizacji składów. Zmiany ustawienia trzy razy na mecz, innowacje taktyczne, których nie potrafią ogarnąć chyba nawet sami piłkarze. Wszystko ostatecznie sprowadza się do dośrodkowań od Mraza, ale jest to podane w taki sposób, że Latal wygląda na mieszankę Copperfielda i Rafy Beniteza. Do tego jego sympatyczne wywiady, równie sympatyczny wizerunek i wyjątkowo ananasowe podejście do życia. Na tego gościa warto mieć oko. Nie tylko dlatego, że prowadzi najlepszy zespół drugiej połowy 2015 roku w Polsce i nie tylko dlatego, że to może być trener tegorocznych mistrzów Polski. Po prostu, warto.

Ręce na kołdrę

Jakub Szmatuła. Bez dwóch zdań, bohater jesieni. Wszyscy – również my – nasłodzili mu do tego stopnia, że doświadczony bramkarz mógł zapomnieć o długich latach niepowodzeń, w trakcie których przegrywał rywalizację niemal z każdym, kto się napatoczył. Zasłużył. Dlaczego więc umieszczamy go tutaj, a nie wspominamy przy “bez niego ani rusz”? Prosta sprawa, Szmatuła musi teraz potwierdzić klasę. Pokazać, że nie jest tylko tzw. “człowiekiem sprzyjających okoliczności”, który wykorzystał moment zamieszania, by mieć swoje pięć minut. Ma 34 lata, kilka sezonów grania przed nim, ale ewentualna utrata miejsca w składzie byłaby małym dramatem. A czy może do niej dojść? Cóż, konkurencja nie śpi. Szczególnie ochoty na drzemkę nie miał Dobrivoj Rusov. 23-latek, który jeszcze niedawno uchodził za spory talent, trochę spalił się na wejście do Ekstraklasy, ale teraz podobno zgłasza gotowość do działania. Wszystko w rękach Szmatuły.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Trener (+przewidywana data zwolnienia)

Już ustaliśmy, kto jest największym ananasem, ale jeszcze słowo o trenerze, który wywraca do góry nogami hierarchię w Ekstraklasie. Do ligi nie wszedł z buta. Wiedzieliśmy o nim tyle, że był dobrym piłkarzem, ale trenerem dopiero na dorobku. Na początku wszyscy mieli problemy, by pojąć jego wizję i pisząc “wszyscy” mamy na myśli również piłkarzy Piasta. Pomieszał trochę w ustawieniu, posadził na kilka spotkań kluczowego w starym porządku Vassiljeva, przy sytuacji Janczykiem pokazał twardą rękę, zapanowała lekka konsternacja. Latem z szatni pogoniono tych, którzy dostosować się nie potrafili, ściągnięto nowych, z “ludźmi Latala” na czele. I nagle wypaliło i to z takim hukiem, który słyszalny był w każdym zakątku kraju.

Dlatego wybaczcie, przewidywanie daty zwolnienia byłyby nietaktowane. Bardziej obawialibyśmy się, że ktoś Piastowi Latala będzie chciał podebrać.

Wyjściowa jedenastka

u4hMm7T

InStat

Stałe fragmenty gry, tu dzieje się w przypadku Piasta sporo i nie tylko pozytywnie. Podopieczni Latala potrafili zaskoczyć przeciwnika po nich aż 13 razy, więcej bramek w ten sposób zdobyły tylko ekipy Pogoni Szczecin (15) i Górnika Zabrze (14). Z drugiej strony Piast pozwolił sobie wbić po stałych fragmentach aż 10 bramek, to najłatwiejsza droga do pokonania Szmatuły, bo te gole stanowią aż 40% wszystkich trafień przeciwników.

Optymistyczny scenariusz

Piast ciśnie sobie powolutku, tak jak przed przerwą. Tu trzy gole, tu dwa, tam dośrodkowanie Mraza, gdzie indziej Nespor wsadzi swą łysą głowę. Od zwycięstwa do zwycięstwa, od kolejki do kolejki, Piast ląduje w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Kasa za mistrzostwo pozwala utrzymać trzon składu, a oko do piłkarzy Radoslava Latala dostarcza nowego rzutu utalentowanych piłkarzy z południa. Sezonowa ciekawostka, mistrz z przypadku? Tego typu komentarze ustają, gdy gliwiczanie przechodzą do ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów i są o krok od finansowego eldorado…

Pesymistyczny scenariusz

Sprawdza się najczarniejszy scenariusz. Piast jest tylko rewelacją jednej rundy. Ścisłe krycie Mraza wystarczy, by zneutralizować całkowicie zagrożenie. Jankowski nawiązuje do swoich najgorszych występów, kopiąc się w czoło o wiele częściej niż w Wiśle, Vacek z kolei wreszcie odkrywa, że w sąsiedztwie Gliwic są Katowice i katowickie kluby oraz dyskoteki. Latal zmienia ustawienie już nie trzy, ale osiem razy na mecz – bezskutecznie. Piast spada na piąte miejsce, a po sezonie traci i Mraza, i Vacka, obu na rzecz Lechii Gdańsk.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

1 liga

Złe wieści dla Wisły Kraków. Miki Villar wypada na kilka tygodni

Piotr Rzepecki
0
Złe wieści dla Wisły Kraków. Miki Villar wypada na kilka tygodni

Komentarze

0 komentarzy

Loading...