Na naszych radarach pojawił się jakieś cztery lata temu i do pewnego momentu zerkaliśmy w jego kierunku z rosnącą nadzieją. Martin Kobylański teoretycznie miał wszystko, by przebić swojego ojca – jako 19-latek wkroczył do Bundesligi, a słowo „talent” w jego kierunku było ciskane praktycznie z każdej strony. Gdzie to wszystko się posypało? Jak to się stało, że dziś przy jego nazwisku widnieje status: szuka klubu?

Talent, talent, talent, a dziś? Co się dzieje z Kobylańskim?

26.10.2011 – Weszło: Komu zależy na Kobylańskim?

Nazwisko Kobylański – w kontekście tego młodszego – pierwszy raz przewinęło się u nas chwilę po tym, jak o synu wielokrotnego reprezentanta Polski wspomniał na antenie Polsatu Mateusz Borek. Martin wtedy coraz odważniej przebijał się do składu grającego wówczas na zapleczu Bundesligi Energie Cottbus.

„Urodzony w Berlinie 17-latek od kilku tygodni mieści się w meczowej osiemnastce Energie Cottbus, ósmej siły 2.Bundesligi. W swoim dorobku ma też rozegrane 424 minuty (2 bramki) w rezerwach Die Lausitzer, występujących w Regionalliga. Mimo że Martin nie miał możliwości zadebiutowania już w lidze, wiadomo, że w swej grupie rówieśniczej wybija się ponad przeciętność. Już dziś mówi się o zainteresowaniu nim kilku większych klubów”.

Patrząc na to, jak w dwóch ostatnich juniorskich sezonach prezentował się młody Kobylański, można było obrać to za dobry omen. 29 goli w 43 meczach zespołu U-17 tylko potwierdzało potencjał, o jaki był posądzany.

1.09.2012 – Lausitzer Rundschau: Talent z Energie idzie do Bremy. „To właściwy moment”

Przypuszczenia, że mamy do czynienia z niezłym materiałem na piłkarza potwierdziło to, co stało się niecały rok później. Dziennik Lausitzer Rundschau nazwał nawet Kobylańskiego „ogromnym talentem”. „Talent”. Jeszcze parę razy Niemcy w stosunku do Kobylańskiego użyją tego słowa.

„18-letni Kobylański uważany był w Cottbus za ogromny talent i w tym sezonie miał się pokazać w doskonałym oknie wystawowym, jakim jest 2. Bundesliga. Jak się okazuje – nie było to konieczne. Werder usłyszał o nim już wcześniej i postanowił podpisać z nim kontrakt.

Kobylański raczej nie będzie pewnie tak blisko pierwszego składu, jak choćby Leonardo Bittencourt w Borussii Dortmund i będzie musiał zebrać nieco doświadczenia w zespole U-23. Mimo to wierzy, że Werder to idealny klub do dalszego rozwoju. – Chcę się nauczyć jak najwięcej od zawodników pierwszego zespołu, wynosić maksimum z każdego treningu w Bremie”.

Skok na głęboką wodę – nie ma wątpliwości. Ale kto broni wykonać go komuś, kto na dużym basenie radzi sobie naprawdę dobrze?

21.09.2013 – Kicker: Petersen: Bohater derbów przełamał klątwę

Podczas gdy Nils Petersen podbijał czołówki gazet, zapewniając wygraną w derbowym pojedynku Werderu z HSV, Kobylańskiemu 99. Nordderby zostaną na zawsze w pamięci z innego powodu. Trener Robin Dutt postanowił bowiem zaufać Polakowi (parę tygodni wcześniej stwierdził, że chce grać z orzełkiem na piersi) i znalazł dla niego miejsce w pierwszym składzie na tak istotny dla kibiców mecz. Wyszło średnio – to mało powiedziane. Kicker ocenił jego grę najniżej w całym zespole (5,0), a trener zdjął go z boiska jako pierwszego.

Później, nawet gdy drużynie szło makabrycznie słabo, Kobylański ani razu nie znalazł już uznania w oczach Dutta. Kilka razy zaliczył jeszcze ligowe ogony, ale nic ponad to. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że nie dał powodów, by taki stan rzeczy miał się zmienić. Dwie i pół godziny na boisku nie przyniosły ani jednego gola i ani jednej asysty.

KRAKOW 16.11.2015 MECZ TOWARZYSKI U-21: POLSKA - UKRAINA 0:1 --- INTERNATIONAL FRIENDLY FOOTBALL MATCH U21 IN CRACOW: POLAND - UKRAINE 0:1 PAWLO POLEHENKO MARTIN KOBYLANSKI FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

28.08.2014 – Berliner Kurier: Union wypożycza talent z Werderu

Wydawało się, że więcej szans Kobylański otrzyma w Unionie Berlin. Na starcie bardzo mocno chwalił go trener Duewel, nie ukrywając, że wiąże z nim spore nadzieje. Może i nie było to granie w Bundeslidze, na co z pewnością zawodnik liczył, gdy przechodził do Werderu, ale na pewno dobra szansa, by się pokazać. Przykładem był choćby Simon Zoller, który dobrą grą w Kaiserslautern zapracował sobie na transfer do FC Koeln.

„Trener Unionu Berlin, Norbert Duewel mówi: – Martin to młody napastnik mający wszystko, by odnieść sukces w Unionie. Tutaj ma szansę udowodnić, jak wiele może osiągnąć w dorosłym futbolu”.

Kontuzja w drugim rozegranym meczu, oba pierwsze spotkania zakończone wysokimi porażkami, niziutkie noty w Kickerze.

17.05.2015 – Morgenpost: Union żegna się z Kobylańskim

Rok w Berlinie i okazuje się, że nawet na przeciętniaka 2. Bundesligi Kobylański jest za krótki. To pierwszy poważny sygnał, że z karierą gracza, wyróżnionego w polskiej młodzieżówce koszulką z numerem 10, dzieje się coś złego. 3 bramki w 19 meczach? O dwie mniej niż prawy obrońca (!) Benjamin Kessel.

Jednym z graczy, którym wraz z końcem sezonu wygasają umowy jest Martin Kobylański. Polski napastnik został wypożyczony w sierpniu poprzedniego roku z Werderu Brema. Pewny siebie 21-latek chciał podnieść jakość gry ofensywnej i samemu rozwinąć się przez sezon w zespole Unionu Berlin (…). Po dziesięciu miesiącach trzeba powiedzieć, że plan nie zadziałał. Wykupienie Kobylańskiego jest mało prawdopodobne.”

1.08.2015 – Kreiszeitung: Talent na rozdrożu

Zamiast więc wracać do Werderu z tarczą, Kobylański wrócił na tarczy. Paradoksalnie – mimo to miał spore szanse na wywalczenie sobie miejsca w składzie. Trener Viktor Skripnik stracił zimą Daviego Selke, Franco Di Santo i Nilsa Petersena, a jedynym w miarę poważnym napastnikiem w klubie pozostał Anthony Ujah.

„Martin Kobylański – mimo 8 meczów w Bundeslidze na koncie – nie odgrywa jednak w planach Skripnika żadnej roli”.

Polak przegrał nie tylko z Ujahem, w sparingach przeskoczył go także 18-latek z Gambii, Ousman Manneh. Cztery bramki w sparingu z Wilhelmshaven sprawiły, że to Manneh, a nie Kobylański został zaproszony przez Skripnika do kadry pierwszego zespołu. Czekała go więc gra w zespole U-23.

„Ten sezon to dla niego duży krok w tył – inni młodzi ofensywni gracze, jak Florian Grillitsch czy wspomniany Manneh znaleźli się w kadrze pierwszego zespołu i trenują z seniorami, Kobylański natomiast musi się zadowolić miejscem w zespole U-23 (…). Martin musi znów na boisku odbudować swoją pozycję, by ożywić trochę zahamowaną karierę. Jeśli mu się nie uda, będzie mógł prawdopobonie pożegnać się z marzeniami pójścia w ślady ojca”.

Artykuł Kreiszeitung to – co znamienne – również ostatnia publikacja w prasie naszych zachodnich sąsiadów do której udało nam się dotrzeć, w której o Kobylańskim pisze się per „talent”.

KRAKOW 04.06.2014 MIEDZYNARODOWY MECZ TOWARZYSKI U-21: POLSKA - BOSNIA I HERCEGOWINA 1:0 --- INTERNATIONAL FRIENDLY FOOTBALL MATCH U21 IN CRACOW: POLAND - BOSNIA AND HERZEGOVINA 1:0 JOANNA KOBYLANSKA ANDRZEJ KOBYLANSKI MARTIN KOBYLANSKI FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl

28.10.2015 – Sportowe Fakty: Kobylański: Nie chciałem przedłużyć kontraktu, więc jestem w rezerwach

– Zdawałem sobie sprawę, co może mnie czekać, jeśli nie przedłużę kontraktu wygasającego w czerwcu. Uznaliśmy z ojcem i doradcami, że tak będzie najlepiej. Klub proponował nową umowę na trzy lata oraz kolejne wypożyczenie. Bardzo nalegali. Dziś już takich rozmów nie ma. Odrzuciłem ofertę, ponieważ powinienem chyba spróbować czegoś nowego. Nie chcę się tułać.

Walkowerem oddając walkę o miejsce w Werderze, Kobylański skazał się na swego rodzaju „Klub Kokosa”. Można próbować zrozumieć jego decyzję, ale z drugiej strony – dla zawodnika u progu kariery, stracony rok to cały szmat czasu.

A o tym, czy dla zawodnika w jego wieku wypożyczenie do nieco słabszego rangą klubu jest tak wielką krzywdą, parę słów mógłby mu powiedzieć rówieśnik, Piotr Zieliński. Podczas gdy gracz wypożyczony z Udinese do Empoli zapracował sobie na okładkę „Corriere dello Sport”, Kobylański od dwóch miesięcy nie zasiadał nawet na ławce w trzecioligowej drużynie U-23.

18.11.2015 – Sport: Martin Kobylański: Na III ligę niemiecką chodzi więcej ludzi niż na ekstraklasę

Pod koniec ubiegłego roku nie dowiedzieliśmy się już zbyt wiele o grze Kobylańskiego. Przed udzielonym katowickiemu Sportowi wywiadem rozegrał ostatni mecz w Werderze U-23 przed kompletnym odstawieniem go na boczny tor. Dał się za to poznać jako bajkopisarz o fantazji, której nie powstydziłby się sam Hans-Christian Andersen.

– Gdyby porównać naszą ekstraklasę z niemiecką III ligą, to okazałoby się, że więcej osób pojawia się na stadionach tej drugiej! Gramy przeważnie przed 15-20 tysiącami ludzi, co w polskiej ekstraklasie nie zdarza się co dzień. To jest mocna liga.

Wersja piłkarza nieco rozminęła się z tą, którą znaleźliśmy wtedy na stronie niemieckiej federacji – raz jeden, na meczu w Rostocku frekwencja wyniosła 15 600 osób, później maksimum to 6 179 kibiców w Münster. Na szczęście konsekwentnie postanowił osobiście zadbać o poprawę tych liczb i od 17. kolejki regularnie oglądał z trybun grę swojego zespołu. Rundę zakończył z 17. średnią notą Kickera w zespole (3,55), jedną bramką i dwiema asystami na poziomie mocnej trzeciej ligi.

**

Już samo to, że uwagę Kobylański ściąga nie do końca przemyślanymi wypowiedziami, daje sporo do myślenia. Zdecydowanie bardziej wolelibyśmy przecież dyskutować o jego występach i zastanawiać się, gdzie postawi następny krok. Werder zdecydował się nie ciągnąć dłużej tego toksycznego związku i pozwolił Polakowi szukać nowego pracodawcy. Zamiast więc w Bremie wykonać zdecydowany krok w przód, Kobylański musiał zrobić kilka susów w tył.

Przed zamknięciem okienka – dziwnym trafem – niemieckie kluby nie zabijały się o podpis Martina, dlatego też klubu trzeba szukać tam, gdzie jest ono wciąż otwarte. Jak donosi Weser Kurier, za moment napastnik pokornie spakuje walizki i wróci do ojczyzny. Jeśli się nie odbuduje, to przynajmniej będzie mógł zweryfikować, czy na niemiecką III ligę faktycznie chodzi więcej osób niż na Ekstraklasę. No i trafi do kraju, w którym bezkarnie będzie mógł się „talentem” tytułować jeszcze przez parę długich lat.

Liczba komentarzy: 0
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments