Reklama

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

redakcja

Autor:redakcja

14 stycznia 2016, 16:28 • 8 min czytania 0 komentarzy

Kiedy szedł do Anderlechtu, wróżono mu, że przepadnie – został klubową legendą i idolem trybun. Miał nie wrócić do futbolu po bestialskim faulu Witsela – siedem lat minęło, a on wciąż gra na najwyższym poziomie. W Leicester prorokowano mu ławkę i emeryturę – zagrał pierwsze skrzypce w awansie, został liderem szatni. W Premier League miał robić za maskotkę – walnie przyczynił się do utrzymania w elicie. Teraz, gdy wszyscy znowu skreślali, włącznie z pomijającym go w składzie Ranierim, każdym meczem udowadnia, że się nie podda i ma jeszcze sporo benzyny w baku.

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Najbardziej eksportowy talent polskiej piłki to Robert Lewandowski, najbardziej eksportowy charakter to Marcin Wasilewski. Ja mam w zasadzie prośbę: umówmy się, że solidarnie i głośno będziemy odmawiać Wasylowi szans na kadrę – kierując się logiką według której toczy się jego kariera, pojedzie na mistrzostwa. Potem nadawajmy, że nie ma szans na dobrą grę, bo jest za stary – zawstydzi młodzików, wybroni kluczowy mecz, albo w ogóle wkurwi się i wygra nam Euro.

***

– Kurwa, ciężko było z tymi Grekami.

– Sami kurwa zajebaliśmy sobie tą drugą połowę. Co innego kurwa jest gadane, co innego kurwa wychodzisz i napierdalasz.

Reklama

– Ale powiedz mi, nogi cię tak napierdalały?

– Ja ogólnie nogi i tutaj kurwa mnie zatkało, ale to chuj. Nie wiem czy kurwa przez ten dach co był zamknięty, czy inny chuj. Ciężko powiedzieć. Nie ma co kurwa. Teraz to se można gdybać i pierdolić wszystko.

Być może widzieliście taki marniutki film dokumentalny O Damienie Perquisie „Będzie legendą, człowieku”. Czasami, gdy nie ma animowanych wstawek od czapy ani rozmówek z wujostwem Francuza, pojawia się Wasyl. I przejmuje obraz. Jego charyzma przebija.

Powyżej macie fragment jego rozmowy z Dudką. Na niektóre gusta pewnie stężenie „k” i „ch” za wysokie, ale pamiętajcie, po pierwsze: w jakich to jest nerwach, po jakim meczu. Po drugie: to nie jest konferencja prasowa, a prywatna rozmowa, tyle że akurat nagrana przez obecną w pokoju kamerę. Która Wasyla ani trochę nie paraliżowała jak innych, co było widać przez nagłe napady sztuczności u prawie każdego innego nagrywanego kadrowicza.

Wasyl ma gdzieś takie konwenanse, mówi co myśli, nie musi swoich wypowiedzi wykrajać, nie musi ich cenzurować. Poza tym czy powiedział tu coś złego? Powiedział to, co myśleli wszyscy. Językiem, jaki wszystkim cisnął się na usta. Wyróżniłem i wyciągnąłem tę rozmowę tutaj, bo mnie ujęła: najgorsze co mógłbym zobaczyć ze strony piłkarza po Grecji, to że mecz spływa po kimś, że taki ktoś szuka wymówek albo na siłę dobrych stron. Nie, ja byłem wtedy wściekły, tak samo jak nosi Wasyla.

Gdy Marcin mówi, że matka kupowała mu trampki wyjściowe, a one były zdarte po dwóch dniach i skarpetki wychodziły – trywialna historia, niejeden ma taką, ale dzięki temu łatwiej się z nim się utożsamiać. Gdy mówi, że mógłby różnie skończyć i piłka uratowała mu życie – wierzysz, że tak jest bez zagłębiania się w temat, bo to bezpośredni facet, w którym nie ma cienia fałszu i zmanierowania.

Reklama

Gdy przekonuje, że w życiu musisz czasem dostać kopa w dupę, żeby się obudzić, otrząsnąć, i że wszyscy umierają, ale nie wszyscy żyją, to też wiesz, że jest w tym prawda,  podana w prostych słowach mądrość.

Gdy wyznaje w kończącym film monologu „Jeżeli widziało się ludzi i tą nadzieję, którą im daliśmy, że w końcu może być jakiś wynik kadry, a przez to możemy oddać im małą cząstkę za to jak nas wspierali i jak byli przy nas, i jeżeli kurwa widziałeś twarze tych ludzi, a potem widziałeś ich rozczarowanie, to to boli najbardziej” to wiesz, że nie ma w tym cienia sztuczności, dyplomacji i kurtuazji. Przeżywał każdą porażkę reprezentacji Polski jak wielką osobistą tragedię, brał na plecy ciężar zawodu milionów ludzi.

***

Pamiętacie jak kibice Anderlechtu pojechali do Leicester za Wasylem? Na mecz Championship z Boltonem, ot tak, po prostu, dla niego. Na dwa autobusy. Huczało wtedy po sieci, sceny były wyjątkowe. Zrobiłem wtedy wywiad z organizatorami wyjazdu, a oni dali mi najlepszy wgląd w to, kim jest Marcin dla ekipy „Fiołków”:

– Musisz pamiętać, ze trybuny Anderlechtu zawsze najbardziej doceniały utalentowanych technicznie zawodników. Zetterberga, Scifo, a z graczy, którzy byli u nas ostatnio, choćby Biglię. Marcin jest wyjątkiem, bo został tu legendą, a było jasne już od pierwszych meczów, że delikatnie mówiąc nie wygląda na technicznie uzdolnionego gracza. Mnie osobiście też wtedy to przeszkadzało, za dużo grał łokciami, a za mało w piłkę. Prasa belgijska szybko wzięła go na celownik, zaledwie po dwóch trzech grach w Belgii zaczęto po nim jechać. Że gra zbyt fizycznie, że jest przecinakiem, rzeźnikiem, wreszcie że w ogóle nie wygląda jak gracz na miarę Anderlechtu. Od tamtej pory więc Marcin zerwał stosunki z mediami, pokazał im generalne „fuck off”. Przez sześć i pół roku nie udzielił żadnego wywiadu w tutejszej prasie.

A z perspektywy czasu wiemy, że tamten „przecinak” stał się jednym z najważniejszych graczy Anderlechtu ostatnich lat. To o nim, a nie o innych śpiewacie co mecz piosenki.

Tak, za każdym razem, gdy wybija dwudziesta siódma minuta spotkania, śpiewamy o „Wasylu”. To w tej minucie Axel Witsel złamał Marcinowi nogę. Oczywiście, Standard to jeden z naszych głównych ligowych wrogów, więc tamten atak mocno zaostrzył konflikt między nami a ich kibicami. Byłem na tym meczu i choć siedziałem z drugiej strony stadionu, to przysięgam ci, że nawet ja słyszałem trzask pękającej kości. Wszyscy byliśmy załamani. Myślę, że 99 procent zawodników nie wróciłoby do futbolu po takiej kontuzji. Ale trafiło na Marcina i jego powrót stał się dla nas symbolem. To zrobiło z niego legendę w naszych oczach. Nie zrozum mnie źle, zawsze trybuny uwielbiały go za to, że wkładał całe serce w każde starcie i walczył za trzech. Był też bardzo skuteczny pod bramką rywali, miał wyczucie i nikogo się nie bał. Ale to dzięki pozbieraniu się z tamtej kontuzji osiągnął dla nas „boski” status, stał się uosobieniem walecznego ducha, z którym także chcielibyśmy, aby utożsamiano Anderlecht. Gdy wrócił na boisko i strzelił z karnego Standardowi, przybiegł do nas, na płot wokół trybun, cieszyć się z nami. Podziękować za wsparcie, które dawaliśmy mu w czasie, gdy był kontuzjowany. To było wspaniałe. Jego ostra gra? Teraz wykonujemy nawet taniec na trybunach, w którym ostro machamy łokciami, a co ma przypominać grę Marcina w obronie. Jestem blisko z ultrasami z grupy BCS i im też bardzo imponuje podejście „Wasyla”, niejako symbolizuje to, za czym stoją. Można by to opisać jako: zero kompromisów. Jestem kim jestem, jak ci się to nie podoba, idź do piekła.

Taniec ala Wasilewski. Przyśpiewka co mecz. Boski status.

Jestem kim jestem, jak ci się to nie podoba, idź do piekła.

***

Walka z kontuzją, dziesięć dni niepewności czy jeszcze kiedyś zagra w piłkę. Blokady, usypianie, sześć operacji, cztery śruby. Gdy lekarze dodawali mu otuchy mówił „patrzę na nogę, która wygląda jakby pogryzł ją rekin i zastanawiam się, czy na pewno będzie dobrze”. Gdy mówiono mu, że Larsson i Eduardo się pozbierali, wątpił „Szczerze mówiąc, tamte kontuzje nie były chyba tak koszmarne jak moja”.

To, że udało się wygrać z kontuzją, jest zwycięstwem wielkim, jednym z jego najdonośniejszych. Ale trzeba pamiętać o jednej bardzo istotnej rzeczy: nie jest tak, że całkiem ją pokonał i wszystko jest dziś super. Przyznał w wywiadzie dla „PS”, że CODZIENNIE odczuwa jej skutki. Co rano noga jest pospinana, dopiero z czasem wraca do normy. Tym bardziej szacunek, że mimo wciąż wyraźnych i odczuwalnych konsekwencji tamtego urazu – a siedem lat minie niebawem od zajścia – gra i pozostaje na szczycie.

Ja mam nadzieję, że z tą nogą w przyszłości nie będzie problemów. Batistuta po zakończeniu kariery miewał takie bóle nóg, że błagał lekarza, aby mu je odjęli – te wszystkie boiskowe zajścia potrafią wystawić rachunek lata później.

***

Zawsze marzył o Premier League i z perspektywy trzeba powiedzieć, że celował dobrze. Jego styl pasuje tu idealnie i można żałować – jak żałują niektórzy kibice „Lisów” – że nie trafił do Anglii wcześniej. Szatnię Leicester zyskał sobie z marszu, później zdobył trybuny: „jest rewelacyjny przez cały sezon. Prawdziwy lider i topowy, topowy profesjonalista. Gra przeciwko takiemu obrońcy musi być dla napastnika przerażająca” – niemal wszystkie opinie o Wasylu wywodziły się z takiego nurtu.

W tym sezonie, mimo ograniczonego czasu gry, kibice porównują go do Zangiefa ze Street Fightera. Nazywają facetem wyjętym z GTA Vice City, człowiekiem-czołgiem z przyszłością w UFC, górą z brodą. Nie mogą się doczekać Wasyla grającego na Costę, a ogółem to Polak powinien bronić nie bramki, a Muru w „Grze o Tron”. Jest w tym element wyraźnego dowcipu, ale też wyraźnego szacunku. Swoje mówi.

Eksperci? Weźmy jego ostatni mecz z Tottenhamem. Zebrał kapitalne recenzje, także u takich marek jak Lineker i Shearer, którzy nazwali jego występ bezbłędnym.

Wasyla zawsze przedstawia się jako walczaka, klasyczną przewagę ducha nad umiejętnościami. I oczywiście, jego serce do gry i zaangażowanie przewyższają wszystko, ale też bez przesady – walecznością to można nadrobić braki w trzeciej lidze łódzko-mazowieckiej, a nie w Lidze Mistrzów i Premier League. Zwróćmy uwagę, że jego twarda gra nigdy nie jest brutalna, zawsze w dobrym tonie, takim, że na koniec meczu można sobie przybić piątki i pogratulować walki – znaleźć taki balans to trudna sztuka.

***

Chciałbym Wasyla w reprezentacji, bo myślę, że dałby bardzo dużo pod wieloma względami, także tym piłkarskim; chciałbym Wasyla w reprezentacji, bo czuję, że to mój reprezentant. Kibicuję, by znowu, jak zawsze, udowodnił co jest wart, by pojechał na Euro, w romantyczny sposób wieńcząc swoją karierę, dostając jeszcze jedną szansę na to, by dać radość Polakom.

Nie twierdzę jednak, że koniecznie powinien zostać powołany do kadry, ale nie twierdzę tak tylko z jednego względu: Nawałka miał tyle trafionych decyzji personalnych, że zasłużył na kredyt zaufania choćby powołał jutro Janusza Chomontka.

Ograniczę się więc do kibicowania. By grał tak dużo w Leicester, aby nie pozostawić Nawałce wyboru.

Leszek Milewski

Najnowsze

Anglia

Jakub Stolarczyk bez szans na debiut w Premier League. Pechowa kontuzja

Patryk Fabisiak
0
Jakub Stolarczyk bez szans na debiut w Premier League. Pechowa kontuzja

Felietony i blogi

Niezły numer

Pucharowy tydzień. Czy wygrana Jagiellonii to anomalia czy zapowiedź czegoś fajnego?

Piotr Rzepecki
3
Pucharowy tydzień. Czy wygrana Jagiellonii to anomalia czy zapowiedź czegoś fajnego?
1 liga

Miasto Płock gwarantuje Wiśle ekstraklasowy budżet. Czy to wystarczy na Ekstraklasę?

Szymon Janczyk
17
Miasto Płock gwarantuje Wiśle ekstraklasowy budżet. Czy to wystarczy na Ekstraklasę?

Komentarze

0 komentarzy

Loading...