Starzyński jednak nie zostanie Figo – kolejna kariera na opak

redakcja

Autor:redakcja

11 stycznia 2016, 16:18 • 4 min czytania

Starzyński jednak nie zostanie Figo – kolejna kariera na opak

Kiedy polski ligowiec dostaje ofertę z zagranicy, nieszczególnie dziwimy się, że z miejsca łyka ją jak pelikan. Tym bardziej piłkarz z Chorzowa. Większa kasa, przelewy na czas, przyjemniejsze – gdziekolwiek trafi – miejsce do życia i ogólnie przygoda za granicą. Grzech nie skorzystać. W tym jednak przypadku od początku mieliśmy wątpliwości. Bo jak gość, który na ogół tylko spacerował po polskich boiskach, bez jakiejkolwiek dynamiki, mógł liczyć, że przebije się w silniejszej lidze?

Reklama

I tak też się okazało – pojedyncze przebłyski z Ekstraklasy mogły imponować wyłącznie w Ekstraklasie. W Belgii – lidze niewiele mocniejszej, ale jednak mocniejszej – to już zdecydowanie za mało. Starzyński miał w Lokeren zastąpić Hansa Vanakena, gwiazdę, która ruszyła do Club Brugge, tymczasem jego jesienny bilans to 9 meczów bez gola i asysty w lidze. Ostatni raz Polak pojawił się na boisku 28 października. Od tamtej pory ani widu, ani słychu. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że pod koniec września strzelił gola i zaliczył dwie asysty w pucharowym starciu z prowincjonalnym RES Acren, ale to by było tyle.

Dopóki trenerem Lokeren był Bob Peeters, Starzyński mógł się jeszcze łudzić, że się przebije. Nawet gdy w trzeciej kolejce dostał dwie żółte kartki kilka minut po wejściu na boisko, trener okazywał mu wsparcie. – Wciąż wierzę w Starzyńskiego. To bardzo dobry zawodnik, który musi po prostu nieco dostosować się do naszej koncepcji. Musi poprawić się w niektórych elementach, musi też z pewnością być pewniejszy siebie, a wtedy na pewno będzie dobrze – tłumaczył Peeters, który ostatecznie został pogoniony. Powód? Średnia 1,08 punktu na mecz.

Reklama

Od kiedy klub przejął Georges Leekens, Filip zagrał raz. Pierwszy i ostatni. 28 minut w przegranym meczu z Gent. Potem słuch po nim zaginął. – Na początku sezonu Starzyński otrzymał duży kredyt zaufania, ale nie umiał w żadnym spotkaniu pokazać, że potrafi poprowadzić swój zespół na wyższy poziom. Wraz z przyjściem Jajy Coelho i Hamdiego Harbaouiego Polak został tak naprawdę przyspawany do ławki i trudno będzie mu wrócić do podstawowego składu – ocenia Timothy Collard, dziennikarz portalu voetbalkrant.com. Dodajmy, że obaj ci panowie – Coelho i Harbaoui – trafili do klubu w październiku, co należało odebrać jako klasyczne wotum nieufności wobec dotychczasowych zawodników z ofensywy.

–  Lokeren sprowadziło Filipa jako zastępstwo dla Hansa Vanakena, jednego z najlepszych zawodników klubu ostatnich lat. Vanaken odszedł do Club Brugge aż za cztery miliony euro, więc oczekiwania wobec Starzyńskiego były bardzo duże. Wygląda na zawodnika, który wie co zrobić z piłką, stara się wybierać zawsze najlepsze rozwiązanie i nie wykopuje piłki na oślep. Ale z drugiej strony wygląda na trochę wolnego – być może zbyt wolnego, żeby zrobić dużą karierę – dodaje Collard charakteryzując Polaka niemal w identyczny sposób, jak oceniali go polscy kibice.

No i druga sprawa – ciut mniej istotna, ale też kluczowa. Starzyński był tak gotowy życiowo do zagranicznego wyjazdu jak polscy studenci idący bez gumek na imprezę Erasmusa. Przygotowując się przez lata do profesjonalnej kariery i wiedząc, że prędzej czy później wyemigruje – chłop nawet nie postarał się o lekcje angielskiego. W Lokeren niemal wszyscy wskazują to jako jeden z głównych problemów. – To prawda, że Filip ma problemy językowe. Starzyński nie mówi po angielsku więc komunikacja z dziennikarzami i kolegami z zespołu jest bardzo utrudniona. Co prawda pomaga mu kumpel z drużyny, Słowak – Bronislav Ninaj i tłumaczy choćby wskazówki trenera, ale jest to dalekie od ideału – potwierdza Collard, a sam Leekens mówi też o blokadzie mentalnej i nieśmiałości Polaka.

Do końca okienka w Belgii zostały trzy tygodnie, więc jeżeli Starzyński nie zagoni swojego agenta do pracy, to prawdopodobnie wyrzuci do kosza cały sezon 2015/16. Nawet kiedy w Lokeren były kontuzje i dwóch konkurentów Polaka miało przerwę, on i tak grzał ławę. Miał być hit, jest jedna z większych wtop transferowych w Belgii i mówiąc wprost – musiałoby dojść do kataklizmu, żeby Filip nagle zaczął się tam liczyć. Więcej pożytku prezes Lokeren miałby z pieniędzy, gdyby palił nimi w okienku. Przynajmniej ogrzałby sobie dom.

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama