Reklama

Gdyby nie Nikolić, mówiłoby się wyłącznie o tym piłkarzu

redakcja

Autor:redakcja

20 grudnia 2015, 12:25 • 3 min czytania 0 komentarzy

Wczoraj piłkarze Cracovii zakończyli tegoroczne granie i za moment rozjadą się na zasłużone urlopy. Ale jeden z nich raczej nie powinien się cieszyć z nadchodzącego odpoczynku. To oczywiście Deniss Rakels, który w ostatnich miesiącach złapał nieprawdopodobny gaz, co widać chociażby po naszych notach. Dość napisać, że w sześciu ostatnich spotkaniach Łotysz otrzymywał od nas wyłącznie siódemki i ósemki, a każdą z siedmiu ostatnich gier okrasił przynajmniej jednym golem. Gdyby grano jeszcze przez kilka kolejek, można by zaryzykować stwierdzenie, że prędzej czy później Rakels doścignąłby Nemanję Nikolicia. Trudno uwierzyć? Cóż, liczby Łotysza mogą przekonać nawet ostatnich niedowiarków.

Gdyby nie Nikolić, mówiłoby się wyłącznie o tym piłkarzu

Gdyby podsumować dokonania dwóch zdecydowanie najlepszych napastników Ekstraklasy z ostatnich dwóch miesięcy, wyglądałoby to następująco:

Nikolić – 5 goli
Rakels – 11 goli

Widać więc jak na dłoni, kto w ostatnim czasie zwolnił, a kto wciąż przyspiesza. Rzecz jasna legionista zagra dziś jeszcze w Kielcach, ale to właśnie teraz – przed jego meczem – jest najlepszy moment na porównanie, bo wedle aktualnego stanu obaj piłkarze rozegrali taką samą liczbę spotkań (po 20), a Nikolić łącznie przebywał na boisku ledwie o kwadrans krócej niż Rakels. Jeżeli odejmiemy gole z rzutów karnych, których Łotysz po prostu nie wykonuje, otrzymamy następujący wynik:

Nikolić – 18 goli
Rakels – 15 goli

Reklama

Pod względem trafień z gry, Węgier przewyższa napastnika Cracovii tylko o trzy bramki, i można założyć, że są to właśnie trzy bramki strzelone w bezpośrednim starciu. A to pokazuje, że przy poziomie prezentowanym przez Nikolicia i Rakelsa, takiej wielkości przewagę można zniwelować w jeden wieczór. Jakkolwiek patrzeć, to właśnie postawa Łotysza sprawia, że Nikolić – mimo niespotykanej wręcz rundy – w kwestii korony króla strzelców nie może być jeszcze niczego pewien. A wynik Łotysza robi tym większe wrażenie, bo:

– Zazwyczaj jest wystawiany jako fałszywy skrzydłowy.
– Ma zdecydowanie więcej zadań defensywnych niż Nikolić.
– Mimo wszystko gra drużynie niżej notowanej i z mniejszym potencjałem, niż Legia Nikolicia.

Rakels szachuje więc Nikolicia, ale właściwie to Łotysz jest tu piłkarzem, który ma prawo czuć się pokrzywdzony. W normalnych okolicznościach – czyli w okolicznościach, gdy w lidze nie gra taki napadzior, jak Nikolić – Rakels byłby okrzyknięty wielką gwiazdą rozgrywek. Piętnaście goli w jednej rundzie to wynik bardzo rzadko spotykany, który w sezonach 2010/11 i 2012/13 już dałby koronę króla strzelców. Piętnaście goli to taki sam wynik, jaki w zeszłym sezonie wykręcił Patryk Tuszyński, okrzyknięty odkryciem ligi. I taki dorobek wystarczył byłemu napastnikowi Jagiellonii do zagranicznego transferu wartości miliona euro oraz bardzo intratnego kontraktu.

Jakkolwiek patrzeć, Rakels wreszcie zaczął spełniać pokładane w nim nadzieje – głównie te z początku 2011 roku, kiedy to jako król strzelców ligi łotewskiej przechodził do Zagłębia za 350 tysięcy euro. Od tego czasu zdążył zaliczyć kilka żenujących rund, notować pijackie ekscesy czy nawet zebrać oklep od kibiców za tzw. całokształt. A dziś, już bez jakiejkolwiek ironii, można nazywać Denissa drugim Rudnevsem. Co więcej, napastnika Cracovii do takich porównań uprawniają same liczby. Były snajper Lecha w najlepszym sezonie strzelił 22 gole w 29 meczach, a Rakels – ze swoimi 15 golami w 20 meczach – jest na najlepszej drodze do wyrównania tego osiągnięcia.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...