Reklama

Podbeskidzie bliżej strefy spadkowej, Borski – na przymusowy urlop!

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

12 grudnia 2015, 17:54 • 2 min czytania 0 komentarzy

Popularna w środowisku sędziowskim zasada głosi: im mniej o tobie mówią, tym lepszą robotę wykonałeś. Natomiast kiedy tylko pomyślimy o dzisiejszym meczu Pogoni z Podbeskidziem, od razu mówimy – Borski. Sędzia Marcin Borski. Miał facet trochę pecha, że obie drużyny rozegrały przeciętne spotkanie i ciężko się zachwycać pojedynczymi zawodnikami, ale tak naprawdę winien jest sobie sam.

Podbeskidzie bliżej strefy spadkowej, Borski – na przymusowy urlop!

Pan Zdzichu z takich meczów cieszy się najbardziej. Wystarczy, że odtworzy sobie 22. minutę gry, a w niej: gospodarze krótko wybijają piłkę po dośrodkowaniu Mójty, jeden z piłkarzy Podbeskidzia kopie w powietrze, drugi wali na pałę i zostaje tak zablokowany, że futbolówka zmierza na połowę wykonujących stały fragment. Kato ma dużą przewagę nad Listkowskim, ale źle trafia w piłkę, przewraca się, a zawodnik Pogoni próbuje mijać w biegu Zubasa. Po pierwsze, robi to źle, bo wypuszcza piłkę w zasięgu jego nóg. Po drugie, bramkarz odbija ją nie nogą – lecz ręką. Co na to sędzia? Ano nic.

Borski powinien odesłać Zubasa do szatni, Zubas powinien oberwać od trenera po głowie. Zamiast tego: wynik wciąż był bezbramkowy, gospodarze z wielką frustracją, a golkiper gości kandydatem na bohatera. To zagranie, choć głupie i niosło za sobą bardzo duże konsekwencje, ratowało Podbeskidzie. Tak jak i kolejne interwencje Litwina.

Zmieniało się na boisku niewiele: Pogoń w dalszym ciągu starała się dojść do głosu, Podbeskidzie wciąż popełniało podobne błędy i było bezradne w ofensywie, a Borski… No cóż, w niegroźnej sytuacji Rudol nie poradził sobie we własnym polu karnym z przyjęciem piłki, ta trafiła go w rękę, lecz gwizdek sędziego milczał. Dlaczego? No właśnie. Jeśli arbiter chciał poprzedni błąd zrekompensować błędem – czeka go pewnie porządna pogadanka ze Zbigniewem Przesmyckim.

Reklama

Piłkarze Podbeskidzia przegrali ten mecz przede wszystkim w środku pola, ale oddali tylko jeden celny strzał i mylili się pod własną bramką. Kato źle uderzył piłkę, co mogło się skończyć tragedią, Lazarus w ogóle w nią nie trafił, zaś Dwaliszwilego najpierw nikt nie pilnował, potem – jak dziecko (który to już raz?!) dał się ograć Nowak. Dwa stracone gole to niezbyt wysoki wymiar kary, a przecież mówimy tutaj o Pogoni, która w ataku wystawia Frączczaka i ma słabiutkich skrzydłowych. Dziś okazało się, że wystarczyła porządna gra Murawskiego z Matrasem, bardzo dobre wejścia Lewandowskiego, no i różnicę zrobił rezerwowy Lado. Gruzinowi brakło do hat-tricka kilku centymetrów.

pogon

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Komentarze

0 komentarzy

Loading...