Na ten wybór mogli wpaść tylko dziennikarze „Piłki Nożnej”, opłacani przez Marka Profusa, będącego zarazem właścicielem tygodnika, jak i menedżerem piłkarza. Maciej Jankowski odkryciem ekstraklasy. Gość, który wówczas strzelił w lidze trzy bramki (grał na pozycji napastnika), zanotował zero asyst i którego na ulicy oprócz kumpli z podwórka nie rozpoznawał zupełnie nikt. Żeby zachować skalę porównawczą – jeśli wtedy Jankowski otrzymał swoją nagrodę za to, co pokazał na boisku, dziś równie dobrze można by ją przyznać Karolowi Świderskiemu (też młody, wykręca podobne liczby).

Pięć lat temu odkryty został Maciej Jankowski…

Przypomnijmy, że tę nagrodę otrzymał ex aequo z Grzegorzem Sandomierskim, który rozgrywał wtedy znakomity sezon (passa 564 minut bez wpuszczonego gola), chwilę po ogłoszeniu wyników zadebiutował w reprezentacji, a rozgrywki uwieńczył transferem do belgijskiego Genku. Że tam mu już nie poszło – to temat na inną dyskusję.

Wtedy o uhonorowaniu Jankowsiego pisaliśmy tak:

Raz jeden w historii zdarzyło się, że nagrodę dla „Odkrycia Roku” dostało dwóch piłkarzy – w 1976 roku wspólnie triumfowali Zbigniew Boniek oraz Stanisław Terlecki. Obaj wtedy grali tak wspaniale, że uznano, iż w ramach wyjątku trzeba nagrodzić obu. Potem, przez kolejne 34 lata nie zdarzyło się to ani razu. Taki Andrzej Juskowiak nawet gdy został królem strzelców polskiej ekstraklasy i mistrzem kraju, to „Odkryciem Roku” go nie wybrano, nie dzielono nagrody na kilka części. Przez 34 lata „Odkryciem Roku” był zawsze ktoś inny, aż do teraz – Sandomierski i Jankowski. Wybranie samego Jankowskiego byłoby żenujące, a tak można go schować w cieniu bramkarza lidera ekstraklasy.

Dlatego pytamy – czy to rzeczywiście prawda, że Marek Profus jest menedżerem Macieja Jankowskiego?

Plebiscyt „Piłki Nożnej” – szanowany przez tyle lat, prestiżowy – właśnie zdechł. ZDECHŁ. Sandomierskiemu napluto w twarz, napluto w twarz też wszystkim, którzy w przeszłości byli nagradzani. I przede wszystkim – napluto w twarz wszystkim czytelnikom. Hańba. Wręczenie nagrody Maciejowi Jankowskiemu (chłopak najmniej zawinił, nawet nam go szkoda) to jedno z najbardziej obrzydliwych wydarzeń ostatnich dziesięciu lat w polskiej piłce. „Piłka Nożna” może się już zamknąć. Powinna się zamknąć. Szanujący się redaktor naczelny złożyłby wymówienie albo strzeliłby sobie w łeb.

„Kowal” na znak protestu zrzekł się nagród, które dostał od „Piłki Nożnej”. Oto co napisał na swoim blogu:

Po tym, co stało się w niedzielę, nie mam wyboru – zrzekam się nagród, które otrzymałem od redakcji „Piłki Nożnej”, ponieważ zupełnie straciły na wartości. W 1991 roku wybrano mnie „Odkryciem Roku”, a w 1992 „Piłkarzem Roku”. Przez lata miałem z tego powodu satysfakcję, zwłaszcza, że bardzo rzadko w historii plebiscytu zdarzało się, by ktoś najpierw był „Odkryciem Roku”, a później „Piłkarzem Roku” – takie przypadki można policzyć na palcach jednej ręki. Cieszyłem się tym. Teraz, kiedy o wynikach nie decydują już umiejętności i osiągnięcia, tylko „plecy”, plebiscyt stracił sens.

Proszę więc redakcję „Piłki Nożnej”, aby nie uwzględniała mojego nazwiska i nie wpisywała go na listę dotychczasowych laureatów. Nie chcę, by moje nazwisko w jakiś sposób uwiarygadniało obecne rozstrzygnięcia i by było w jakikolwiek sposób z nimi kojarzone. Wybór Macieja Jankowskiego na „Odkrycie Roku” jest dla mnie końcem prestiżowego plebiscytu, obrzydliwym zwycięstwem prywaty. Odebrano mi radość z własnych osiągnięć. Kiedy za dwadzieścia lat powiem, że byłem „Odkryciem Roku”, to ktoś będzie miał pełne prawo zapytać, kto mi to załatwił.

Czy rezultat plebiscytu obronił się po latach? Kompletnie nie. Jankowski na dobre ugrzązł w ligowej szarzyźnie i z rolą ekstraklasowego dżemiku już się chyba pogodził. Niby nie jest pośmiewiskiem, ale nikt nie oszalał na tyle by sądzić, że jeszcze uda mu się wskoczyć na wyższy poziom.