Sierpień tego roku, mecz Barcelona kontra Sevilla o Superpuchar Europy, początek poważnego grania w Europie. Zegar na stadionie w Tbilisi nie pokazywał jeszcze 17. minuty spotkania, a Leo Messi miał na koncie już dwa trafienia, oba bezpośrednio z rzutów wolnych. Wniosek po takim otwarciu przychodził niemal automatycznie – Argentyńczyk i w tej dziedzinie za chwilę może być bezkonkurencyjny. Jednak już w trakcie tego sezonu pojawiła się nowa – dość niespodziewana – gwiazda uderzeń ze stojącej piłki. Koronę przywdział Willian z Chelsea. 

Nowy król rzutów wolnych. Willian goni… Ekstraklasę

Dlaczego niespodziewana? Może ciężko to sobie dziś wyobrazić, ale wcześniej to inni dostawali więcej szans na wykazanie się w takich sytuacjach. David Luiz, Frank Lampard, Juan Mata, Didier Drogba, Oscar – od momentu gdy Willian pojawił się na Stamford Bridge, to oni częściej próbowali. Brazylijczyk do tego sezonu należał do grupy piłkarzy, którzy do stojącej nieopodal pola karnego piłki podchodzili sporadycznie. Jak policzyli angielscy dziennikarze, dokładnie siedem razy dostał taką okazję. Tylko…

Za to w obecnych rozgrywkach facet miażdży system. Już nikt nie wyrywa mu piłki, gdy sędzia odgwizduje stały fragment dla Chelsea, z którego można pokusić o bezpośrednie uderzenie. W tym samym momencie kursy na gola dla The Blues u bukmacherów drastycznie powinny lecieć w dół. 12 prób, 6 goli. 50% skuteczności. Maszyna.

Cztery trafienia w Champions League, dwa w lidze angielskiej. Na rozkładzie Maccabi Tel Awiw (dwa razy), FC Porto, Dynamo Kijów, Newcastle i Southampton. Waga tych goli? Z Newcastle w końcówce uratował remis 2-2. Bramki strzelone drużynie z Izraela były elementem większej demolki. Z Porto wyrównał stan gry (skończyło się porażką 1-2). Z Southampton otworzył wynik (Chelsea dostała później trzy strzały). Najważniejsze było jednak trafienie w spotkaniu z Ukraińcami – w 83. minucie Willian zapewnił wygraną (2-1). Bez niego londyński zespół mógłby dziś mocno drżeć o wyjście z grupy Ligi Mistrzów.

By uzmysłowić wam jeszcze bardziej, jak kozacki jest wyczyn Williana, sprawdziliśmy, ile razy w tym sezonie naszym ligowcom udało się trafić bezpośrednio z rzutu wolnego. Wszyscy na jednego! Szok. Ekstraklasa wygrywa, ale minimalnie. 8-6 dla naszych. Oczywiście liczby prób nie ma co porównywać. Zresztą również w najsilniejszych ligach ciężko znaleźć kogoś, kto mógłby podjąć rywalizację. Jedyny poważny konkurent to Miralem Pjanić z Romy, który trafił czterokrotnie.

Tajemnica sukcesu? – Praca, tylko tyle. Mnóstwo czasu poświęciłem trenowaniu wykonywania rzutów wolnych. Do tej pory nie miałem zbyt wiele okazji, by zademonstrować te umiejętności. Teraz moje treningi na coś się zdały – mówi brazylijski pomocnik. – Uderzam piłkę z dużą mocą, staram się, aby odchodziła do lewej strony. Chodzi o to, by moi koledzy mieli szansę na to, aby jeszcze ją podbić, a jeśli tego nie zrobią, aby zmierzała prosto do bramki.

Wydaje nam się, że gość nie miałby problemu z wielkością dziur w płachcie używanej w Turbokozaku. Niby prościzna, teorie zna każdy, ale jednak – na taką skalę wymiata tylko on.

Liczba komentarzy: 1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments