Andre Schubert jest idealnym kontrargumentem dla tych, którzy twierdzą, że nowy trener, który przejął zespół w środku rundy, nie jest w stanie wiele zmienić. Owszem, jest. I to właściwie wszystko. Facet obejmował zespół całkowicie zdołowany, dostający łupnia od pierwszego lepszego napotkanego rywala. Kiedy chciałeś się na kimś wyżyć, to najłatwiejszym celem do namierzenia była pogrążona w kryzysie ekipa z Moenchengladbach. A teraz? Przyszedł Schubert i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki całkowicie odmienił tę drużynę. Cholera, to naprawdę muszą być jakieś czary.

Schubert nie przestaje czarować. Krychowiak i spółka wykopani za burtę

Jeszcze niewiele ponad dwa miesiące temu Borussia była na samym dnie Bundesligi, a i w Lidze Mistrzów zbierała plankton. Dziś banda Schuberta – po fantastycznej serii na krajowym podwórku – zgarnęła pierwszy komplet oczek w tych drugich rozgrywkach. Kolejną ofiarą rozpędzonej lokomotywy z Moenchengladbach była Sevilla Grzegorza Krychowiaka. Sevilla, dla której porażka oznacza koniec marzeń o awansie do następnej fazy.

Co rzuciło nam się w oczy? Przede wszystkim – bardzo wysoki i konsekwentny pressing gospodarzy. To oczywiście mogła być broń obusieczna, bo gdy Sevilli udawało się już przejść pierwszą linię oporu, to w środku robiło się sporo miejsca. Ale Hiszpanie swoich okazji, które – przyznajmy – także trochę mieli, z reguły nie byli w stanie wykorzystać. Po drugie – strzały z dystansu. Borussia szantażowała Sergio Rico uderzeniami zza szesnastki i wyraźnie nie było to dzieło przypadku, a ściśle nakreślona taktyka. I tutaj musimy wrzucić kamyczek do ogródka Krychowiaka, bo to w jego strefie Niemcy mieli na tyle swobody, by co chwilę móc lutować z większej odległości.

I lutowali, bez opamiętania, aż w końcu doczekali się wymiernych korzyści. Co prawda piłka po strzale Granita Xhaki nie trafiła bezpośrednio do siatki, ale jego próba okazała się skuteczną asystą przy golu Larsa Stindla. Potem fantastycznym, mierzonym uderzeniem wynik podwyższył Fabian Johsnon, a gości dobił Raffael – i było pozamiatane. Niczego nie mogły zmienić nawet bramki Vitolo i Evera Banegi z rzutu karnego, wywalczonego – dodajmy – przez Krychowiaka. Końcowy wynik? 4:2, bo Andaluzyjczyków pod koniec raz jeszcze ukłuł Stindl.

Nie można powiedzieć, że Sevilla była wyraźnie gorsza. Ale była mniej skuteczna. A nawet jeśli Kevin Gameiro ustrzelił już gola, który mógł dać jej prowadzenie, to sędzia uznał, że wcześniej futbolówka wyszła za boisko. Jak mawia stare, wyświechtane porzekadło – liczy się to, co w sieci. Z faktami nie ma co dyskutować. Borussia była konkretniejsza i jak najbardziej zasłużenie wygrała.

Sevilla prezentuje w tym sezonie iście sinusoidalną dyspozycję. Potrafi ograć Barceloną i Real, a potem – tak jak w ostatniej kolejce ligowej – zaskakiwać nieporadnością w starciu z przeciętnym Sociedad. Dzisiaj zobaczyliśmy Sevillę nieporadną przede wszystkim w defensywie. A Krychowiak? Na plus – kapitalne wejście w pole karne, po którym sędzia wskazał na wapno. Popisowa akcja. Ale są też dobre strony dzisiejszej porażki. Teraz Sevilla może spokojnie skupić się na odrabianiu strat w La Liga. No, chyba że celuje w trzeci z rzędu triumf w Lidze Europy, bo na to wciąż ma szanse.

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments