Arijan Ademi nie jest gwiazdą światowego formatu, trudno nawet nazwać go pierwszoplanową postacią Dinama Zagrzeb. I chyba właśnie to zadecydowało, że UEFA postanowiła zakończyć jego karierę, a przynajmniej mocno ją skrócić.

UEFA bezlitosna. To koniec kariery pomocnika Dinama?

Dobrze, 24-letni Ademi może wrócić do piłki, ale nie jest to sprawa, w której przez parę miesięcy będzie musiał radzić sobie bez trybu meczowego. UEFA doszła do wniosku, że dowali mu 4 lata dyskwalifikacji. 4 lata.

Macedończyk, który ma na też koncie występy… w kadrze Chorwacji, we wrześniu oblał testy antydopingowe po meczu Ligi Mistrzów z Arsenalem, w którym Dinamo niespodziewanie ograło „Kanonierów”. Trudno jednak mówić o tym, by pomocnik wygrał w pojedynkę ten mecz czy prezentował jakieś nadludzkie możliwości.

Dinamo stanęło za nim murem. Trudno robić z tego klubu ideał, bo swoje na sumieniu ma (prezes Zdravko Mamić został w piątek aresztowany w związku ze śledztwem dotyczącym przywłaszczenia kilku milionów euro z transferów), ale tego jeszcze nie przerabiali.

Eksperci udowodnili, że piłkarz wziął zanieczyszczony suplement, a mimo to go zawieszają. To chore, pozbawione jakiegokolwiek sensu. Rozumiem przepisy, ale to przesada. Przecież on nie wiedział, co robi. Złożymy apelację do każdego organu, który cokolwiek może zrobić z tą sprawą. Jaka byłaby kara dla piłkarza Arsenalu, Manchesteru, Bayernu czy któregoś z podobnych klubów? Taka decyzja to poniżenie dla nas wszystkich – brzmi oświadczenie trenera Zorana Mamicia, które wisi na oficjalnej stronie Dinama.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że do meczu z Arsenalem Ademi miał być sprawdzany sześć razy. Wszystkie próbki były czyste. Piłkarz oczywiście utrzymuje, że jest niewinny, ale ten scenariusz już znamy – tak samo było chociażby z Fredem z Szachtara Donieck. Na tym jednak podobieństwa się kończą.

W jego przypadku na początku sierpnia w obu próbkach wykryto hydrochlorotiazyd, który może maskować obecność innych zakazanych substancji. Zawodnik cały czas gra, zarówno w lidze ukraińskiej, jak i w Lidze Mistrzów.

Przykładów piłkarzy przyłapanych na dopingu było sporo. Adrian Mutu został złapany na zażywaniu kokainy, a do tego doszła kara za bardziej „konwencjonalne”, ale wciąż niedozwolone środki – pauzował dwa razy, 7 i 6 miesięcy. Edgar Davids, który w 2001 roku zawalił testy z powodu wykrycia nandrolonu (steryd anaboliczny)? Skończyło się na 4 miesiącach. Kolo Toure miał pomyłkowo wziąć tabletki żony, które miały jej pomóc zrzucić kilogramy – ta ciekawa linia obrony zaowocowała półrocznym zawieszeniem.

Arijan Ademi dostał 4 lata, bo prawdopodobnie wziął trefny suplement. UEFA, zgodnie ze swoją polityką, podkreślała, że piłkarze robią to na własną odpowiedzialność. Muszą liczyć się z konsekwencjami i podejmują ryzyko. Jeśli coś pójdzie nie tak, winni są tylko oni.

Gdyby to była recydywa, czy gdyby udowodniono mu świadome koksowanie – pełna zgoda. Możemy iść nawet dalej, do dożywotniego zawieszenia, bo na to miejsca w piłce nie ma.

Ale w tym przypadku te 4 lata rzeczywiście brzmią jak wyrok.

Paweł Słójkowski

Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments