W środowisku plotki i rozmaite legendy krążyły na ten temat od kilkunastu lat. Tajemnicza elekcja Niemiec, klęska uznawanej za zdecydowanego faworyta Republiki Południowej Afryki. Do tego przedziwne wstrzymanie się od głosu delegata z Nowej Zelandii, później tłumaczone sprawami osobistymi. Nasi sąsiedzi ostatecznie wywalczyli prawa do organizacji mistrzostw świata w 2006 roku, ale dziś huczy o tym cały świat, nie tylko ten piłkarski. Głosowanie miało zostać ustawione, a o całym przestępczym procederze mieli wiedzieć wysoko postawieni urzędnicy. W tym legenda, Der Kaiser – Franz Beckenbauer. Na początku wszystko wydawało się nam absurdalne. Postanowiliśmy chwilę odczekać, ale z kolejnymi doniesieniami niemieckich mediów wszystko ułożyło się w logiczną całość. 

W Niemczech upadają pomniki. Kto śpi w stajni, ten zaczyna nią śmierdzieć

Wybitny reprezentant Niemiec i jeden z najlepszych obrońców w historii futbolu nie poszedł jednak do banku i nie przelał pieniędzy na konto zainteresowanych wzięciem łapówki. Sytuacja – jak to bywa w przypadku, kiedy do gry wchodzą duże kwoty – była znacznie bardziej skomplikowana, a Beckenbauer, jako szef komitetu organizacyjnego mundialu, jak i Wolfgang Niersbach, obecny prezes niemieckiej federacji, mieli być tymi najwyżej postawionymi wtajemniczonymi w proceder. Mieli być na szczycie piramidy.

O co konkretnie chodzi? O sensacyjne doniesienia niemieckiego tygodnika Der Spiegel, który wpadł na trop tajnych kont bankowych mających zapewnić Niemcom organizację mundialu sprzed dziewięciu lat. Ostatecznym celem było przekonanie czterech azjatyckich delegatów, żeby zamiast faworyzowanej Republiki Południowej Afryki, wybrali właśnie ich. Jeśli wierzyć doniesieniom, to fakt przekazania łapówki przesądził o wynikach. Niemcy wygrali 12:11, więc bardzo nieznacznie.

***

Teraz nawet moralne autorytety z Niemiec spadły z wysokiego konia. Korupcja nie jest już, przynajmniej w piłce nożnej, domeną egzotycznych krajów. System FIFA działa globalnie, a kto śpi w stajni, ten kiedyś zacznie też nią pachnąć. Zdarza się, że nawet dość intensywnie.

Berliner Zeitung

***

Jakie pieniądze wchodziły w grę? Konkretnie 6,7 miliona euro. I tutaj w sprawie pojawia się kolejna znana postać. Francuski miliarder, były prezes Olympique Marsylia – Robert Louis-Dreyfus. To on, jako osoba prywatna, miał udostępnić potrzebne środki. Ani konto w szwajcarskim banku, ani kwota, nigdy nie zostały zawarte w żadnych dokumentach. Kiedy Dreyfus zażądał zwrotu pożyczki, pojawił się mały problem. W końcu przelew blisko siedmiu milionów euro nie może zostać wykonany ot tak. Wymyślono więc wprawną historyjkę z ceremonią otwarcia mistrzostw. Niemiecka federacja przelała pieniądze na konto FIFA, a kiedy ceremonia została odwołana, kwota wpłynęła na rachunek Dreyfusa. Wszystko działo się w szwajcarskich bankach, zdaniem dziennikarzy rzecz jasna w zmowie z FIFA.

Clipboard01

Kim konkretnie był Dreyfus? W telegraficznym skrócie: świetnym biznesmenem i zakochanym w futbolu krętaczem. Niestety, głosu w sprawie nie zabierze, bo od sześciu lat nie żyje. Zmarł w wieku 63 lat, chorował na białaczkę. Nazywali go “Mr. Adidas”, bo przez osiem lat stał na czele niemieckiego giganta. Firmę przejmował w bardzo średniej kondycji, a zostawił jako światową potęgę. Kluczem okazało się przeniesienie produkcji z Europy do krajów azjatyckich. Dzięki temu oszczędzał trzykrotnie i mógł pozwolić sobie na pompowanie fortuny w marketing, który domeną Adidasa jest przecież do dziś.

Jak już wspomnieliśmy, był prezesem Olympique Marsylia, który przejął w 1996 roku. Klub był jego ulubioną zabawką. Już wtedy dopuszczał się finansowych przekrętów przy przeprowadzaniu transferów. Oskarżono go o defraudację sporej kwoty, za co zapłacił 200 tys. euro kary i dostał wyrok w zawieszeniu. Wiele lat temu pożyczał też spore pieniądze Ulemu Hoenessowi, za co ten miał odwdzięczyć mu się odrzuceniem lepszej propozycji Nike i pozostaniem Bayernu przy strojach marki Adidas. Dziś mówi się, że za swój największy sukces uważał wygraną Francji na mistrzostwach świata w 1998 roku. Dodajmy, że gospodarze mieli stroje Adidasa, a Brazylijczycy grali w koszulkach od Nike.

***

Tym razem chodzi o kilka karier równocześnie. Na samej górze tej listy stoi „bohater narodowy” Franz Beckenbauer. Do tej pory nikt nie mógł „piłkarskiemu cesarzowi” czegokolwiek zarzucić, niezależnie od tego, co robił czy mówił. Dla przypomnienia: niedawno mówił o warunkach pracy w Katarze, gdzie pracownicy budują stadiony na mundial w 2022 roku. Na zarzut, że są oni zatrudniani na nieludzkich warunkach, Beckenbauer stwierdził, że nie widział w Katarze ani jednego niewolnika, a wszyscy mogą są tam swobodnie poruszać. Obyło się bez konsekwencji. Ale teraz może się to zmienić.

Nordwest Zeitung

***

Na jego pogrzebie spotkali się wszyscy znaczący ludzie piłki, w tym Beckenbauer i Blatter. Dziś niemiecka federacja oczywiście wszystkiemu kategorycznie zaprzecza. Oficjalnie nie wie niczego ani na temat tajnego funduszu, ani jakiejkolwiek łapówki. Władze zapowiedziały wewnętrzne dochodzenie, a niemiecka federacja dodała, że prawdopodobnie wytoczy gazecie proces o bezpodstawne zarzuty. Oficjele są gotowi przysięgać, że żadne przekręty nie miały miejsca. Lothar Matthaus i Rudi Voeller na zarzuty oczerniające ich bliskich przyjaciół zareagowali z pogardą i niedowierzaniem. Pogardą rzecz jasna skierowaną w stronę dziennikarzy.

Clipboard02

Konkretnych dowodów nie ma, ale niemieckie gazety już rozpisują się na temat upadających pomników. Niersbach miał być jednym z tych, którzy posprzątają po Blatterze, a wiele wskazuje na to, że sam po uszy tkwi w bagnie. Ciekawi jesteśmy jednego: ilu starszych panów z wyższych piłkarskich sfer nerwowo obgryza paznokcie i łyka proszki na uspokojenie. W końcu jutro uwaga może zostać skierowana właśnie na nich.

Liczba komentarzy: 3
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments